Robert Smoleń Robert Smoleń
127
BLOG

I co z tego, że żaden Polak nie jest ambasadorem UE?

Robert Smoleń Robert Smoleń Polityka Obserwuj notkę 66

 

Ci, którzy podnieśli larum, że żaden Polak nie jest szefem zagranicznego przedstawicielstwa Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, kompletnie nie rozumieją o co chodzi w tworzeniu niezależnych europejskich instytucji. Wydaje im się, że Polak w służbie dyplomatycznej UE będzie nadal reprezentował interesy Rzeczypospolitej. Miałby zabiegać o kontrakty dla polskiego biznesu? Przesyłać do Warszawy raporty o sytuacji politycznej w kraju urzędowania? Depesze z rozmów z politykami w stolicy, w której jest akredytowany? Prezentować polskie stanowisko w kwestiach polityki międzynarodowej?
Owszem, dyplomaci ESDZ będą to wszystko robić – ale adresatem materiałów i zdobytych informacji będzie Bruksela i Lady Ashton. I bardzo dobrze! Właśnie na tym polega sens instytucji wspólnotowych, jak to się mówi w europejskim żargonie. Właśnie o to chodzi, żeby Polak, Niemiec czy Francuz zostawiał swój paszport narodowy przed drzwiami urzędu, który obejmuje. Żeby myślał kategoriami interesu Unii, a nie swojego kraju.
I to leży w głębokim, długofalowym interesie Rzeczypospolitej i jej obywateli.
Tak działa Komisja Europejska. Premierzy niejednokrotnie zgrzytają zębami na decyzje podejmowane przez Komisarzy z pochodzących z ich państw.
Radkowi Sikorskiemu niechcący, przez zaniechanie, wyszła dobra rzecz. Po tym, jak w momencie tworzenia nowych „lizbońskich” urzędów (Prezydent Rady Europejskiej, Wysoki Przedstawiciel ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa) graliśmy na osłabienie, rozmycie tych instytucji – teraz przyczyniliśmy się do nadania ESDZ europejskiego charakteru.
Szkoda, że Minister nie osiągnął tego świadomie i nie huknął w naszych mediach z argumentacją na rzecz unijnego charakteru ESDZ. Wręcz odwrotnie – próbował namówić swoją europejską odpowiedniczkę do absurdalnych regionalnych parytetów, pokazując niezrozumienie idei wspólnej polityki zagranicznej.
Jeśli przedstawiciele rządu ubolewają, że w gronie ambasadorów UE nie ma ludzi z Warszawy – oznacza to, że boleją, że nie ma tam „swoich” z Warszawy. Kolegów, przyjaciół, znajomych. A swego czasu na naradach przy al. Szucha mówiłem, że polscy dyplomaci zajmą wysokie stanowiska w służbie UE tylko wtedy, kiedy zgłosimy naprawdę dobrych i kompetentnych kandydatów. Cóż, nie chciano słuchać…

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (66)

Inne tematy w dziale Polityka