Po zastanowieniu się, uznałem, że Jarosław Kaczyński słusznie uczynił odmawiając udziału w pracach Rady Bezpieczeństwa Narodowego i w końcu rezygnując z członkostwa w tym organie.
Rada ma formułować spójne rekomendacje dla Prezydenta RP, pomagając mu w ten sposób podejmować strategiczne decyzje. Nie powinna natomiast być kolejnym forum jałowych kłótni. Nie ma też być miejscem próby wypracowania narodowego kompromisu. Prezydent powinien udostępnić członkom Rady informacje i dane niezbędne do wyrobienia sobie poglądów na kwestie bezpieczeństwa państwa, dać możliwość wypracowania jakiegoś stanowiska i następnie wysłuchać zdania Rady. Nie jest jego rolą godzenie zwaśnionych doradców; a tak z pewnością by się stało w tym przypadku.
Dalej – doszedłem do wniosku, że cała koncepcja Rady składającej się z liderów ugrupowań parlamentarnych jest pozbawiona sensu.
Byłem blisko początków funkcjonowania RBN. Team Aleksandra Kwaśniewskiego myślał o sposobie powołania Rady już przygotowując się do wejścia w życie Konstytucji 1997 r. Byłem wtedy zwolennikiem eksperckiego kształtu tego organu doradczego głowy państwa; wydawało mi się najsensowniejsze, aby powołać grupę wybitnych fachowców, którzy zechcieliby podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem dla potrzeb procesu decyzyjnego w najistotniejszym i najdelikatniejszym obszarze funkcjonowania państwa. Powstała nawet lista potencjalnych członków Rady o takim charakterze, ale jakoś przeciekła do mediów i pomysł trafił na półkę.
Ostatecznie Aleksander Kwaśniewski zdecydował się na powołanie do RBN osób z urzędu – premiera, ministrów resortów mających coś do powiedzenia w kwestiach bezpieczeństwa (szeroko rozumianych, ważnym członkiem był np. minister finansów). Miało to sens, zwłaszcza w czasie kohabitacji z rządem J. Buzka; Prezydent miał dodatkowe źródło informacji o sytuacji w kluczowych dziedzinach.
Za prezydentury Lecha Kaczyńskiego RBN stała się ciałem jednostronnym, a po przegraniu przez PiS wyborów w 2007 roku – karykaturalnym.
Jednak RBN B. Komorowskiego nie jest wiele lepsza. Zdaje się, że będzie zaprzeczeniem intencji wyrażonej w Konstytucji – stanie się albo listkiem figowym przy podejmowaniu decyzji, albo miejscem „ugłaskiwania” decyzji już przez Prezydenta podjętych.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)