W starym Robert’s Mill (młyn z czasów "Domesday Book", czyli z XI wieku) wszystko toczy się od wieków w ustalonym rytmie. Główni „bohaterowie” to Koło Młyńskie (Spirit of the Mill) — dostojny, konserwatywny staruszek, który w miarę swych obrotów nieustannie recytuje fragmenty "Domesday Book" [link] i wspomina dawne czasy.

Szara Kotka— cyniczna, dystyngowana estetka, zwolenniczka „atmosfery” i „odpowiedniego dystansu (do plebsu)
Czarny Szczur (stary angielski Black Rat) — snob, lubiący dobre jedzenie i swój wysoki status.
Górne i Dolne Kamienie Młyńskie— praktyczne i brutalnie szczere.
Wody — młode, hałaśliwe, pełne energii, zachwycone nowinkami technologii.
Pewnego wieczoru Koło zaczyna pracować znacznie szybciej i mocniej niż zwykle.
Wody z pobliskich strumieni wlewają się z wielką siłą. Okazuje się, że ludzie (młynarz i inżynier) zainstalowali w młynie elektryczność i nowe urządzenia – chcą unowocześnić wszystko i zwiększyć produkcję. (Kipling napisał to opowiadanie w 1904 r)
Stare elementy młyna są oburzone i zdezorientowane. Koło narzeka na nadmierny wysiłek, "bluźnierstwo" wobec tradycji i zniszczenie mchów porastających drewno.
Kotka i Szczur krytykują postęp, brzydkie przewody, żarówki i ceglane budowle, które zastąpiły malownicze chlewiki. Wszyscy razem bronią starego, dostojnego porządku i „atmosfery” młyna.
Mimo oporu tradycjonalistów, postęp i tak zwycięża. Koło musi pracować na pełnych obrotach, a stary porządek zostaje nieodwracalnie zmieniony. Na końcu szczura (jako rzadki okaz starej angielskiej rasy) łapią i wypychają do gabloty.
To lekka, dowcipna alegoria Kiplinga na temat oporu przed nowoczesnością i elektryfikacją na początku XX wieku. Kipling pokazuje zarówno komizm konserwatyzmu (Kotka i Szczur są karykaturalnie snobistyczni), jak i nieuchronność zmian. Opowiadanie jest pełne humoru, antropomorfizmu i subtelnej ironii – typowe dla późniejszego, bardziej refleksyjnego Kiplinga. Słowem, krótka, urocza i bardzo charakterystyczna dla Autora bajka dla dorosłych.
Słów parę o 'stereotypistach', którzy znają Kiplinga tylko z etykietki "imperialisty".
A stereotyp Kiplinga - to sztywny apologeta Imperium Brytyjskiego, "rasista" i wróg nowoczesności.
Rzeczywistość jest znacznie ciekawsza i bardziej ludzka.
Kipling był konserwatystą – w sensie głębokiego szacunku dla tradycji, hierarchii, obowiązku, ciągłości historycznej i „prawa rzeczy” Cenił stare angielskie instytucje, dyscyplinę, lojalność wobec „plemienia” i Imperium jako formy porządku.
Nie ufał demokracji masowej, liberalnym reformom i intelektualistom, którzy „nie rozumieją realiów”.
Orwell nazwał go konserwatystą „jakiego dziś już nie ma”.
Jednak ten konserwatyzm nie był prostym „wróćmy do przeszłości”. Kipling nie był reakcjonistą w stylu romantycznego odrzucenia nowoczesności. Szanował tradycję jako fundament, ale jednocześnie fascynował się tym, co nowe – o ile służyło ono sile i porządkowi.
Szczerze zachwycał się techniką i inżynierami. Uwielbiał maszyny, statki, pociągi, samochody, samoloty i elektryczność.
W niniejszym opowiadaniu „Below the Mill Dam” [link] stary, pompatyczny Duch Młyna (Koło Młyńskie) początkowo narzeka na nową elektryczność jako "bluźnierstwo" i "brak precedensu", ale ostatecznie sam staje się entuzjastą turbin i postępu.
Opowieść jest tedy alegorią: Kipling wyśmiewa konserwatywny snobizm i lenistwo, które blokują rozwój, a jednocześnie pokazuje, że prawdziwy „Duch” Instytucji potrafi się dostosować.
Przypomnijmy, że należał także do pionierów futurystycznych opowiadań np. „With the Night Mail” i „As Easy as ABC” gdzie kreśli wizje świata z lotnictwem i zaawansowaną technologią.
Fascynowały go kable transoceaniczne, silniki spalinowe i organizacja wielkich projektów inżynieryjnych. Był „konserwatystą, który uległ romantyzmowi nowej technologii” - napisał jeden z badaczy.
Nie mógł nie przewidywać upadku Imperium.
W wierszu „Recessional”(1897) ostrzegał zagorzałych i samozadowolonych imperialistów przed pychą („Lest we forget” – byśmy nie zapomnieli) przypominał, że wszelkie potęgi jak dawne imperia - przemijają. Nie był naiwnym optymistą co do wieczności Imperium – pisał o nim z dumą, ale i z niepokojem. Wiedział, że imperia upadają przez własną arogancję lub zaniedbanie obowiązków.
Stereotyp „Kipling = rasistowski imperialista” pochodzi głównie z czasów po II wojnie światowej i z krytyki postkolonialnej. Owszem, wierzył w „White Man’s Burden” (obowiązek białego człowieka cywilizowania „niższych ras”). Jednakowoż z sympatią, ciepłem i szacunkiem opisywał Hindusów, Sikhów, muzułmanów, żołnierzy kolonialnych – „Gunga Din” wszak kończy się uznaniem tytułowego bohatera jako „lepszego człowieka” niż biały narrator.
Był nieprzejednanym krytykiem głupoty brytyjskiej biurokracji i londyńskich polityków, którzy nic nie rozumieją.
Był "przyjacielem całego świata" (tak określił Kiplinga nasz polski anglista prof. Witold Chwalewik) człowiekiem, który kochał konkretną pracę, rzemiosło, lojalność i męską przyjaźń ponad abstrakcyjne ideologie.
Nie był prostym „starym konserwatystą w hełmie korkowym”. Wierzył, że tradycja i dyscyplina dają fundament, dzięki któremu można śmiało przyjmować nowe technologie i postęp materialny – o ile służą one sile i porządkowi, a nie chaosowi demokracji czy pacyfizmu.
Kochał Imperium nie jako zbiór kolonii do eksploatacji, ale jako wielki PROJEKT inżynieryjno-moralny: budowanie dróg, kolei, prawa i odpowiedzialności.
To czyni go fascynującym: konserwatystą, który wyprzedzał swoje czasy w fascynacji techniką i imperialistą, który ostrzegał przed nietrwałością imperiów.
Nie pasuje ani do dzisiejszej lewicy, ani do prostego prawicowego stereotypu.
Jest po prostu Kiplingiem – pisarzem epoki, w której tradycja i postęp jeszcze nie musiały być wrogami.
W „Below the Mill Dam” widać to najlepiej: stare Koło narzeka, ale w końcu zakochuje się w turbinach. Kipling śmiał się z tych swoich współczesnych (tutaj wyraźnie z ówczesnego premiera Balfoura -link), którzy nie potrafili pogodzić szacunku dla przeszłości z radością przyszłości.
Opracował K. Rafalski (niektóre fragmenty pochodzą od AI)


Komentarze
Pokaż komentarze