Robin Goodfellow Robin Goodfellow
78
BLOG

Pod tamą młyna

Robin Goodfellow Robin Goodfellow Rozmaitości Obserwuj notkę 0
Omówienie kolejnej, nieznanej w Polsce "perełki" Kiplinga. Jest to alegoryczna, humorystyczno-satyryczna nowela o postępie technicznym, opowiedziana z perspektywy mieszkańców starego wodnego młyna.


W starym Robert’s Mill (młyn z czasów "Domesday Book", czyli z XI wieku) wszystko toczy się od wieków w ustalonym rytmie. Główni „bohaterowie” to Koło Młyńskie (Spirit of the Mill) — dostojny, konserwatywny staruszek, który w miarę swych obrotów nieustannie recytuje fragmenty "Domesday Book" [link] i wspomina dawne czasy.

image

Szara Kotka— cyniczna, dystyngowana estetka, zwolenniczka „atmosfery” i „odpowiedniego dystansu (do plebsu)

Czarny Szczur (stary angielski Black Rat) — snob, lubiący dobre jedzenie i swój wysoki status.

Górne i Dolne Kamienie Młyńskie— praktyczne i brutalnie szczere.

Wody — młode, hałaśliwe, pełne energii, zachwycone nowinkami technologii.


Pewnego wieczoru Koło zaczyna pracować znacznie szybciej i mocniej niż zwykle.

Wody z pobliskich strumieni  wlewają się z wielką siłą. Okazuje się, że ludzie (młynarz i inżynier) zainstalowali w młynie elektryczność i nowe urządzenia – chcą unowocześnić wszystko i zwiększyć produkcję. (Kipling napisał to opowiadanie w 1904 r)

Stare elementy młyna są oburzone i zdezorientowane. Koło narzeka na nadmierny wysiłek, "bluźnierstwo" wobec tradycji i zniszczenie mchów porastających drewno.

Kotka i Szczur krytykują postęp, brzydkie przewody, żarówki i ceglane budowle, które zastąpiły malownicze chlewiki. Wszyscy razem bronią starego, dostojnego porządku i „atmosfery” młyna.

Mimo oporu tradycjonalistów, postęp i tak zwycięża. Koło musi pracować na pełnych obrotach, a stary porządek zostaje nieodwracalnie zmieniony. Na końcu szczura (jako rzadki okaz starej angielskiej rasy) łapią i wypychają do gabloty.

To lekka, dowcipna alegoria Kiplinga na temat oporu przed nowoczesnością i elektryfikacją na początku XX wieku. Kipling pokazuje zarówno komizm konserwatyzmu (Kotka i Szczur są karykaturalnie snobistyczni), jak i nieuchronność zmian. Opowiadanie jest pełne humoru, antropomorfizmu i subtelnej ironii – typowe dla późniejszego, bardziej refleksyjnego Kiplinga. Słowem, krótka, urocza i bardzo charakterystyczna dla Autora bajka dla dorosłych.

Słów parę o 'stereotypistach', którzy znają Kiplinga tylko z etykietki "imperialisty".

A stereotyp Kiplinga - to sztywny apologeta Imperium Brytyjskiego, "rasista" i wróg nowoczesności.

Rzeczywistość jest znacznie ciekawsza i bardziej ludzka.

Kipling był konserwatystą – w sensie głębokiego szacunku dla tradycji, hierarchii, obowiązku, ciągłości historycznej i „prawa rzeczy” Cenił stare angielskie instytucje, dyscyplinę, lojalność wobec „plemienia” i Imperium jako formy porządku.

Nie ufał demokracji masowej, liberalnym reformom i intelektualistom, którzy „nie rozumieją realiów”.

Orwell nazwał go konserwatystą „jakiego dziś już nie ma”.

Jednak ten konserwatyzm nie był prostym „wróćmy do przeszłości”. Kipling nie był reakcjonistą w stylu romantycznego odrzucenia nowoczesności. Szanował tradycję jako fundament, ale jednocześnie fascynował się tym, co nowe – o ile służyło ono sile i porządkowi.

Szczerze zachwycał się techniką i inżynierami. Uwielbiał maszyny, statki, pociągi, samochody, samoloty i elektryczność.

W niniejszym opowiadaniu „Below the Mill Dam” [link] stary, pompatyczny Duch Młyna (Koło Młyńskie) początkowo narzeka na nową elektryczność jako "bluźnierstwo" i "brak precedensu", ale ostatecznie sam staje się entuzjastą turbin i postępu.

Opowieść jest tedy alegorią: Kipling wyśmiewa konserwatywny snobizm i lenistwo, które blokują rozwój, a jednocześnie pokazuje, że prawdziwy „Duch” Instytucji potrafi się dostosować.

Przypomnijmy, że należał także do pionierów  futurystycznych opowiadań np. „With the Night Mail” i „As Easy as ABC” gdzie kreśli wizje świata z lotnictwem i zaawansowaną technologią.

Fascynowały go kable transoceaniczne, silniki spalinowe i organizacja wielkich projektów inżynieryjnych. Był „konserwatystą, który uległ romantyzmowi nowej technologii” - napisał jeden z badaczy.

Nie mógł nie przewidywać upadku Imperium.

W wierszu „Recessional”(1897) ostrzegał zagorzałych i samozadowolonych imperialistów  przed pychą („Lest we forget” – byśmy nie zapomnieli) przypominał,  że wszelkie potęgi jak dawne imperia - przemijają. Nie był naiwnym optymistą co do wieczności Imperium – pisał o nim z dumą, ale i z niepokojem. Wiedział, że imperia upadają przez własną arogancję lub zaniedbanie obowiązków.

Stereotyp „Kipling = rasistowski imperialista” pochodzi głównie z czasów po II wojnie światowej i z krytyki postkolonialnej. Owszem,  wierzył w „White Man’s Burden” (obowiązek białego człowieka cywilizowania „niższych ras”). Jednakowoż z sympatią, ciepłem i szacunkiem opisywał Hindusów, Sikhów, muzułmanów, żołnierzy kolonialnych – „Gunga Din” wszak kończy się uznaniem tytułowego bohatera jako „lepszego człowieka” niż biały narrator.

Był nieprzejednanym krytykiem głupoty brytyjskiej biurokracji i londyńskich polityków, którzy nic nie rozumieją.

Był "przyjacielem całego świata" (tak określił Kiplinga nasz polski anglista prof. Witold Chwalewik) człowiekiem, który kochał konkretną pracę, rzemiosło, lojalność i męską przyjaźń ponad abstrakcyjne ideologie.

Nie był prostym „starym konserwatystą w hełmie korkowym”. Wierzył, że tradycja i dyscyplina dają fundament, dzięki któremu można śmiało przyjmować nowe technologie i postęp materialny – o ile służą one sile i porządkowi, a nie chaosowi demokracji czy pacyfizmu.

Kochał Imperium nie jako zbiór kolonii do eksploatacji, ale jako wielki PROJEKT inżynieryjno-moralny: budowanie dróg, kolei, prawa i odpowiedzialności.

To czyni go fascynującym: konserwatystą, który wyprzedzał swoje czasy w fascynacji techniką i imperialistą, który ostrzegał przed nietrwałością imperiów.

Nie pasuje ani do dzisiejszej lewicy, ani do prostego prawicowego stereotypu.

Jest po prostu Kiplingiem – pisarzem epoki, w której tradycja i postęp jeszcze nie musiały być wrogami. 

W „Below the Mill Dam” widać to najlepiej: stare Koło narzeka, ale w końcu zakochuje się w turbinach. Kipling śmiał się z tych swoich współczesnych (tutaj wyraźnie z ówczesnego premiera Balfoura -link), którzy nie potrafili pogodzić szacunku dla przeszłości z radością przyszłości.

 Opracował K. Rafalski (niektóre fragmenty pochodzą od AI)

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę

Chodzi własnymi ścieżkami (w ogrodzie Pana Kiplinga)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości