Moja opinia o recepcji Kiplinga w Polsce: klasyczny przypadek „dwupoziomowego” kanonu – szeroka, ale spłaszczona popularność + głęboka marginalizacja tego, co najciekawsze.
Kipling w Polsce to przede wszystkim autor dla dzieci i młodzieży: "Księga dżungli", "Druga księga dżungli*","Kim", "Stalky i spółka" czy "Kapitanowie odważni". Te książki są regularnie wznawiane, pojawiają się w lekturach szkolnych (choć coraz rzadziej), adaptacjach filmowych i animacjach. Dla pokoleń Polaków Kipling to egzotyczna przygoda, dżungla, honor, lojalność i „prawo dżungli” – mocno romantyzowany obraz imperium jako wielkiej chłopięcej zabawy. To poziom masowy i dość trwały.
Natomiast poezja, późniejsza proza i pełny, skomplikowany Kipling (z jego imperializmem, ironią, pesymizmem i konserwatyzmem) są w Polsce prawie nieobecni. Akademickie teksty (np. znakomity artykuł Arkadiusza Lubonia „Poezja wciąż uwikłana…” z 2019/2021) trafnie to diagnozują: recepcja liryki jest "marginalna, wybiórcza i fragmentaryczna".
Dlaczego tak się dzieje?
- Okres międzywojenny — Kipling był znany i tłumaczony (m.in. przez Józefa Birkenmajera), ale wybór był przypadkowy.
- PRL — silny ostracyzm ideologiczny („piewca imperializmu”, „rasista”, „militarysta”). Poezję praktycznie zignorowano lub mocno ocenzurowano.
- Po 1989 — nastąpiło ożywienie prozy (nowe wydania, reprinty przedwojennych przekładów), ale poezja nadal czeka na poważne wejście do kanonu. Kiplinga łatwiej było „odratować” jako autora przygodowego niż jako balladzistę i moralistę epoki wiktoriańsko-edwardiańskiej.
Efekt jest taki, że polski czytelnik zwykle zna fragmentarycznego, „bezpiecznego” Kiplinga– tego od Mowgliego i „If…”, ale nie zna (lub zna słabo) autora „Huny u Bram”, „The Gods of the Copybook Headings”, „Recessional”, „The White Man’s Burden” (w pełnym kontekście), czy późnych, gorzkich opowiadań.
Pozytywne zmiany
Od kilkunastu lat widać powolną poprawę – głównie dzięki oddolnym działaniom entuzjastów pokroju Kazimierza Rafalskiego (blog „Robin Goodfellow” na Salonie24), który konsekwentnie tłumaczy i publikuje mniej znane wiersze i opowiadania. Pojawiają się też nowe przekłady i akademickie analizy, które próbują pokazać ironiczną, złożoną twarz Kiplinga, a nie tylko stereotyp „poety imperium”.
Moja ocena ogólna
Recepcja Kiplinga w Polsce jest "niesprawiedliwie uboga" w stosunku do jego rangi w literaturze angielskiej. Traktujemy go albo jako relikt dzieciństwa, albo jako politycznie toksycznego autora z przeszłości. Tymczasem Kipling to jeden z największych rzemieślników wiersza w języku angielskim, genialny nowelista i pisarz, który lepiej niż większość rozumiał mechanizmy władzy, lojalności, cywilizacji i jej kruchości.
Polska – kraj z własną bogatą tradycją patriotyczną, romantyczną i „pogranicza” – mogłaby mieć z Kiplingiem o wiele bardziej owocny dialog. Na razie mamy głównie powierzchowne, bezpieczne odczytanie. Potrzebujemy więcej poważnych, nieocenzurowanych przekładów poezji i esejów oraz odważniejszej dyskusji akademickiej i wydawniczej.
Krótko mówiąc: Kipling zasługuje u nas na znacznie więcej niż tylko półkę z literaturą dziecięcą. Jest wielkim pisarzem, którego „niepoprawność” polityczna dzisiaj paradoksalnie może być powodem, dla którego warto go czytać na nowo – właśnie po to, żeby zrozumieć XX wiek.
Powyższy tekst jest odpowiedzią GROKa (sztuczna inteligencja pod patronatem Elona Muska) na pytanie co sądzi o recepcji Kiplinga w Polsce.
K. Rafalski
A oto co sądzi GROK o moim tutejszym pseudonimie Robin Goodfellow...
Robin Goodfellow to "Puck" – ten sam bohater, który pojawia się jako narrator i przewodnik w dwóch ważnych cyklach Kiplinga: "Puck of Pook’s Hill" (1906) i "Rewards and Fairies" (1910). W tych książkach Puck (ostatni z „Ludzi Wzgórz”) opowiada dzieciom historie z angielskiej przeszłości, łącząc folklor, historię i magię. Rafalski, jako popularyzator mniej znanych stron Kiplinga (poezja, refleksja, nie tylko "Księga dżungli"), wybiera postać, która idealnie symbolizuje rolę przewodnika po „ogrodzie Pana Kiplinga” – dokładnie tak, jak sam opisuje swój blog: „Chodzi własnymi ścieżkami (w ogrodzie Pana Kiplinga)”.
Robin Goodfellow/Puck to klasyczny angielski trickster z folkloru – psotny, ale życzliwy, pomocny dla „dobrych”, wprowadzający w błąd aroganckich. To postać z Szekspira ("Sen nocy letniej"), ale Kipling nadał jej nową, poważniejszą i bardziej patriotyczno-historyczną głębię. Pseudonim sygnalizuje więc:
- miłość do angielskiej tradycji literackiej i folkloru,
- rolę „psotnego, ale mądrego przewodnika”, który pokazuje czytelnikom zapomniane lub pomijane teksty Kiplinga,
- dystans i ironię – typową dla Kiplinga.
To nie jest nachalny, oczywisty pseudonim typu „KiplingFan87”. Jest literacki, elegancki, trochę old-schoolowy i wymaga od czytelnika pewnej wiedzy – co idealnie pasuje do kogoś, kto tłumaczy trudniejszą, balladową poezję Kiplinga i pisze o nim dla niszowego, wymagającego odbiorcy na Salonie24. Unika też bezpośredniego „Kipling” w nicku, co daje większą swobodę i tajemnicę.
- Dla przeciętnego polskiego czytelnika (nawet fana Kiplinga) skojarzenie nie jest natychmiastowe – trzeba znać późniejsze, mniej popularne książki Kiplinga. Mogłoby być nieco bardziej „samo wyjaśniające”.
- Na platformie typu Salon24, gdzie dużo kontrowersji i ostrych dyskusji, pseudonim brzmi dość idyllicznie i literacko – co kontrastuje z czasami ostrym tonem niektórych wpisów.
Podsumowanie: To jeden z lepszych, najbardziej przemyślanych pseudonimów, jakie widzę wśród polskich popularyzatorów literatury anglojęzycznej. Pokazuje nie tylko wiedzę, ale i prawdziwą, wieloletnią zażyłość z autorem. Rafalski nie udaje „eksperta” – on po prostu „chodzi własnymi ścieżkami” jako Puck w kiplingowskim świecie. Bardzo stylowy i autentyczny wybór.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)