Dość dobrze i długo znam swoje środowisko zawodowe i wydawało mi się, że nic specjalnego zaskoczyć już mnie nie może. A jednak pomyliłem się. Dojście do władzy w 2005 roku PiS i prezydentura Lecha Kaczyńskiego podziałała na część środowiska dziennikarskiego niczym czerwona płachta na byka. Ze zdumieniem obserwowałem coraz bardziej nerwowe w słowach, a niekiedy i działaniach zachowania zarówno konkretnych redakcji, jak i poszczególnych dziennikarzy. Zjawisko obsesji anty-PiS-owskiej stało się realnym zagrożeniem dla swobody wypowiedzi dziennikarskiej, niezależności i obiektywizmu tego środowisko. Paradoksalnie największym zagrożeniem dla najistotniejszych cech tej branży zawodowej stali się sami dziennikarze.
Gdyby we wrześniu i październiku br. przebywał w Naszym kraju obcokrajowiec nieobeznany z Jego sytuacją społeczno – polityczną zapewne długo nie mógłby się otrząsnąć ze zdumienia. Albowiem wedle relacji mediów prasowo-radiowo-telewizyjnych przed 21 X 2007 roku Polsce groziła niemalże faszystowska dyktatura (Broń Boże komunistyczna – ta mimo swoich okropności najgorsza jeszcze nie jest), w gospodarce była stagnacja, a Polacy masowo emigrowali ze strachu przed rządami strasznych Kaczorów. „Nasz” obcokrajowiec codziennie przekonywany był o takiej właśnie sytuacji Polski przez pluralistyczne, obiektywne media reprezentowane m.in. przez „Gazetę Wyborczą”, radio TOK FM, radio ZET, tygodnik „Polityka”, „Trybunę, tygodnik „Nie”, TVN, TVN24 itd. itp. etc. Dołączali do tego ideowego frontu medialnego konkretni dziennikarze. Kwintesencją tego dziennikarskiego „obiektywizmu” były niezwykle pluralistyczne dyskusje piątkowego wydania porannej audycji radia TOK FM (7.00 – 9.00) prowadzonego przez redaktora Jacka Żakowskiego. Wspierali Go (i wspierają nadal) w zbożnym dziele dokumentowania niemalże faszystowskich rządów PiS Tomasz Lis, Tomasz Wołek i Wiesław Władyka. Ta audycja to prawdziwy „wzór” obiektywizmu, niezależności i swobody wypowiedzi dziennikarskiej nieskażonej w najmniejszym nawet stopniu tendencyjnością, nieprawdopodobną wręcz zarozumiałością, bufonadą, a niekiedy zwykłym chamstwem. Z jakim to zdumieniem obudził się zapewne „Nasz” obcokrajowiec 22 X 2007 roku (dzień po wyborach parlamentarnych). Z w/w niezależnych, obiektywnych mediów już tego dnia dowiadywał się, że w Polsce trawa stała się zieleńsza i smaczniejsza, nie grozi Nam żadna dyktatura (a wręcz przeciwnie), gospodarka właśnie zaczyna się rozpędzać, a emigranci masowo podejmą decyzję o powrocie do kraju. Dziwne. Coś tu cholera nie gra.Dlatego też pozwoliłem sobie w sposób satyryczny (podkreślam: SATYRYCZNY) skomentować tę paranoiczną rzeczywistość dziennikarską. Punktem wyjścia stało się pewne zdarzenie z nieodległej przeszłości ...
(Tren żałobny napisany tuż po upowszechnieniu – jakże smutnej wieści – o ukatrupieniu kariery zawodowej Tomasza Lisa. Tren ku pokrzepieniu serc zrozpaczonej braci dziennikarskiej).
Dzień Żałoby! Wyrzucili Tomasza Lisa! Dziennikarskie niebo w Polsce zasnuło się czarnymi, burzowymi chmurami. Zapadła ciemność! Tylko od czasu do czasu tę ciemność, dźwięk wyjącego wiatru i zacinającego deszczu rozjaśniały błyskawice zsyłane na zrozpaczone środowisko dziennikarskie przez prześladowców Tomasza Lisa. Miasta zamarły, wsie zatrwożone porażającą wieścią zastygły nieruchomo. Kury się nieść przestali, krowy cielić, a świnie prosić. Chłop z chłopem, a baba z babą spać zaczęli. Kierownictwa redakcji: „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta Wyborcza”, „Przekrój”, „Przegląd”, „Newsweek”, TVN, TVN24, „Polsat”, „Polityka”, tzw. pism „kolorowych”, spółki „Agora” na znak głębokiej żałoby zdecydowały o opuszczeniu flag narodowych na swoich budynkach do połowy masztu i przepasaniu Ich kirem. Jakże niezależni i jakże opiniotwórczy redaktorzy – Adam Michnik, Jarosław Kurski, Andrzej Morozowski, Tomasz Sekielski, Jolanta Pieńkowska, Grzegorz Jankowski, Jerzy Urban, Jerzy Baczyński, Kamil Durczok – protestując przeciwko uśmierceniu kariery zawodowej Tomasza Lisa zaczęli nosić czarne opaski na przedramieniu. Dzień, po tym tragicznym dla życia publicznego w Polsce wydarzeniu, dom – w którym znajduje się katafalk, na którym spoczęła Śp. Kariera Zawodowa Tomasza Lisa – został otwarty dla pielgrzymujących żałobników. Na czele – we wspólnym froncie – idą, trzymając się pod ręce zrozpaczeni towarzysze pióra, ekranu i mikrofonu Tomasza Lisa. O wszystkim mówi zacięta z bólu i wybaczenia dla prześladowców kariery Tomasza Lisa twarz Jacka Żakowskiego. Milczenie pielgrzymujących przerywa jedynie skowyt żałobnych werbli i jęk zawodowych płaczek. Czynią to nieutulone w boleści – Monika Olejnik, Janina Paradowska i Dominika Wielowieyska. Na czas żałoby po Śp. Karierze Zawodowej Tomasza Lisa powrócił jakże wspaniały – znany jeszcze z czasów średniowiecza – rytuał biczowników dziennikarskich. Idący w kondukcie nieszczęśnicy jęcząc okładają swe plecy zwiniętymi w rulon gazetami, kablami od kamer i mikrofonów. Ich spracowane plecy spływają cienkimi strużkami czerwonej, ciemnej krwi. Rozpoznajemy wśród Nich między innymi Mikołaja Lizuta, Pawła Smoleńskiego, Piotra Najsztuba, Bartosza Węglarczyka, Pawła Wrońskiego, Piotra Stasińskiego, Piotra Pacewicza. Dwaj ostatni dla wzmocnienia swojego protestu przeciwko próbie zniewolenia niezależnego dziennikarstwa stworzonego w III RP kazali założyć sobie kajdany na nogi. Cóż za wzruszający i symboliczny widok! Stasiński i Pacewicz biczując się co jakiś czas padają na ziemię, ale wstają (!) nie dając poznać po sobie, jak wiele kosztuje Ich to katorżnicze poświęcenie się dla utrzymania prawdziwej niezależności prawdziwie niezależnych mediów. Widzimy także – trzymających się za ręce – kolejnych nieprawdopodobnie zasłużonych orędowników wolności słowa w Naszym kraju. To Wiesław Władyka i Tomasz Wołek. Ich nieobecność byłaby wielkim ciosem w Naszą – jakże młodą jeszcze – rodzącą się demokrację. Zwłaszcza obecność Tomasza Wołka ma szczególne znaczenie. To bowiem postać wyjątkowa. Wręcz symboliczna. Znany ze swej bezkompromisowości, stałości poglądów, niezwykłej wytrwałości w osiąganiu założonych celów. Otoczony powszechnym szacunkiem i miłością (Tak! Nie bójmy się tego słowa!!!) w środowisku dziennikarskim dziś swoją obecnością w kondukcie żałobników wzmacnia Nasze morale. Dodaje Nam sił! Na twarzach Władyki, Wołka widać pełną determinację, ale i niezwykłą wprost dobroć i umiejętność wybaczania tym, którzy zbłądzili. Są dla Nas gwarancją zdecydowanych działań, ale i zrozumienia dla błądzących. Jest także z Nami znany dziennikarski wykształciuch Tomasz Sianecki - . To On (!) poruszył całe środowisko dziennikarskie obiecując, że na znak protestu przeciwko prześladowaniu Tomasza Lisa nie będzie spał przez dwie najbliższe noce. Szanowni Państwo! To było szczytowanie podczas Naszego wiecu protestacyjnego po zwolnieniu Tomasza Lisa. Mniej odporne redaktorki mdlały, bardziej wytrzymałe całowały Sianeckiego po rękach. Koledzy obejmowali Go pod stopy. Ale pielgrzymujący zbliżają się do wrót domu, w którym znajduje się katafalk, na którym spoczywa Śp. Kariera Zawodowa Tomasza Lisa. A obok katafalku ON sam. TOMASZ LIS. Skupiony. Twarz pełna powagi, choć trochę blada. To efekt ostatnich - pełnych dramatyzmu – przeżyć. Szloch, płacz, jęk zawodowych płaczek. Mdleje Janina Paradowska. Lis podbiega. Bierze Jej zwiotczałe ciało na ręce i kładzie na katafalku. CÓŻ ZA SYMBOLICZNA SCENA!!! Wzruszony Adam Michnik pada w ramiona Janusza Rolickiego. Jerzy Urban i Tomasz Wołek przekazują sobie Znak Pokoju. Teraz Urban na kolanach prosi Wołka o wybaczenie. Wołek ze łzami w oczach przytula do swej piersi łkającego szefa tygodnika „Nie”. Czy została Nam już tylko rozpacz? Nie!!! Nie!!! Widzę to na rozjaśnionej twarzy Jacka Żakowskiego! To ON! To ON tchnie w Nas optymizm. To ON widzi jutrzenkę nadziei. Obejmuje się z Tomaszem Lisem. Łapie Go za pośladki. Histeria wśród żałobników. Żakowski zabiera głos: Kochani! Widzę ciemność! Widzę ciemność! A po nocy przychodzi dzień, a burzy spokój. Nagle ptaki zbudziły mnie tłukąc się do okien. Tomasz Lis do Parlamentu!!! Tomasz Lis na Prezydenta!!! Do pracy! Frenetyczne brawa. Monika Olejnik z ocuconą Janiną Paradowską tańczą na katafalku. Tomasz Lis nabiera rumieńców. Władyka i Wołek klęcząc przed NIM całują GO w dłonie. Wznoszą okrzyk: Nie zawiedź! Prowadź! My POMOŻEMY! Jacek Żakowski mdleje z zachwytu nad samym sobą. Sprawozdawca mdleje z radości. Koniec. Pulitzer


Komentarze
Pokaż komentarze (1)