61
BLOG
Pełne dramatyzmu pytanie dotyczące kondycji polskiego dziennikarstwa zadał w sobotnim wydaniu "Gazety Wyborczej" znany ze swej niezwykłej wprost odwagi i powagi uznany Autorytet Salonu i Towarzystwa Wzajemnej Adoracji Dziennikarskiej Warszawki redaktor Tomasz Wołek. "Gdzieście byli, dziennikarze" grzmi wołkowe pytanie do środowiskowych towarzyszy doli i niedoli tego trudnego zawodu. Z samego tekstu wynika, iż nasz dziennikarski heros oraz obrońca wolnego słowa pyta grzmiąc całym swoim dziennikarskim jestestwem "gdzieście byli, gdy "brunatny" kaczystowski reżym swoją zamordystyczną nogą deptał swobody i wolności dziennikarskie? A ma Wołek pełne prawo zadawać to pytanie. Wszakże to ON i nieliczni z "Gazety Wyborczej oraz tygodnika "Polityka" w piwnicach wdziewając na twarze czarne kominiarki pisali, drukowali, a następnie kolportowali niedostępne w IV RP wolne słowo. Robili to, bo skala prześladowań T. Wołka przez czynowników Kaczyńskich znacznie przekraczała te, których doświadczył w czasach komunistycznego PRL. Robił to w przeciwieństwie do dziennikarskich lizusów i sługusów kaczyzmu z "Rzeczpospolitej", "Gazety Polskiej", "Dziennika", TVP, publicznego radia, "Faktu" itd., którzy na wyścigi oferowali swe pseudziennikarskie usługi wychwalając pod niebiosa rządy okrutnych braci. Dziś, gdy szczęśliwie czarna noc kaczystowskiego reżymu jest już historią, a Wołek nie jest już prześladowanym i zaszczuwanym - po wyjściu z kaczystowskiej "trumny i traumy politycznej" - może powrócić do jawnego wykonywania ukochanego zawodu i zadać to jakże twarde i słuszne pytanie, by na koniec swego wywodu wybaczyć błądzącym w czasach wypaczeń kapitalizmu. Sorry Szanowni Korespondowicze za ten głupawy sarkazm i kiepskiej jakości złośliwość. Ale, ale ręce opadają przy czytaniu takich tekstów, jak wyżej omówiony. Można rzec: "diabeł ornat przywdział i na mszę dzwoni". Bo na wołkowe pytanie: "Gdzieście byli, dziennikarze"? można odpowiedzieć jedynie pytaniem: I KTO TO MÓWI? Troszczący się o poziom polskiego dziennikarstwa "Świętoszek" to ten sam Wołek, który 2-krotnie poprowadził do bankructwa dziennik "Życie" wysyłąjąc na dziennikarskie bezrobocie ponad setkę ludzi. Później, gdy wydawało się, że jego kariera jest po wspomnianych bankructwach szczęśliwie (dla wielu) zakończona i nikomu już zawodowej krzywdy nie uczyni T. Wołek odrodził się niczym Fenix z popiołów. I to wsposób najprostszy z możliwych. Przywdział worek pokutny i poszedł do dziennikarskiej ... Canossy, czyli Salonu i Towarzystwa Odwzajemnianej Adoracji Dziennikarskiej Warszawki. I stał się cud. Z dnia na dzień zawodowy trup dziennikarski stał się dziennikarskim autorytetem, wyrocznią bez której TVN-owskie "Fakty", "Wiadomości" w TVP, TVN24, tygodnik "Polityka", "Gazeta Wyborcza" istnieć po prostu nie mogą. Wołek - publicysta, autorytet - zna się na wszystkim i wszystko komentuje. Daje temu szczególny wyraz w rozgłośni radiowej "TOK FM". W każdy piątek między 8.10 a 9.00 w porannej audycji prowadzonej przez Jacka Żakowskiego dawał i daje wraz z Tomaszem Lisem, Wiesławem Władyką prawdziwy popis dziennikarsko-komentatorskiej "niezależności" w ocenie ostatnich 2 lat rządów kaczystowskicvh siepaczy. Siepaczy, którzy tak okrutnie doświadczyli Wołka prześladując Go na każdym kroku. Te komentarze w/w czwórki publicystów (?) i autorytetów (?) to steki kłamstw, pomówień i takiej zwykłej ludzkiej nienawiści w krystalicznej postaci. Dziś zakłamany cynik i dziennikarski nieudacznik ma czelność oceniać środowisko dziennikarskie, wystawiać oceny i ... udawać Świętoszka. Oj, Panie Wołek! Ręka świerzbi! I to bardzo. Chamstwo posunięte do granic wytrzymałości. Ale, jaki kram taki Pan. Ostoje dziennikarskiej niezależności - Wołek, Żakowski, Lis, Władyka, tygodnik "Polityka, "Gazeta Wyborcza", TOK FM, TVN, TVN24. Oj koń się uśmiał i śmieje nadal. Tak więc na wołkowe pytanie: "Gdzieście byli, dziennikarze?" istnieje sensowna odpowiedź. Brzmi: I kto to mówi? Pulitzer


Komentarze
Pokaż komentarze (7)