Kilkanaście dni temu w jednym z dużych polskich miast miałem okazję wziąć udział w spotkaniu prominentnych pracowników naukowych prywatnych wyższych uczelni działających w naszym kraju. Spotkaniu poświęconym m.in. wizerunkowi publicznemu w/w instytucji po kilkunastu latach obecności na polskim rynku. Nie wydawało mi się, bym w trakcie tej debaty mógł usłyszeć coś, co mogłoby wprawić mnie w osłupienie. A jednak. Po wysłuchaniu opinii, ocen wygłaszanych przez to ... hmmmm ... szacowne (?) grono, a dotyczących m.in. reformy szkolnictwa wyższego zaproponowanej przez minister Barbarę Kudrycką nie mam wątpliwosci. Dziś w Rzeczpospolitej środowisko naukowe prywatnych wyższych uczelni to powstała w tejże RP umysłowa skamielina z czasów komunistycznej PRL. Przerażające jest to, że ci ludzie są gotowi pogodzić się nawet z tak negatywnym wizerunkiem publicznym byleby móc dalej istnieć na rynku ze swoją (w zdecydowanej większości) mierną ofertą intelektualną i pedagogiczną. Byleby móc dalej brać kasę!!!
O bardzo słabej pozycji polskiego środowiska naukowego na rynku międzynarodowej konkurencji zarówno przed, jak i po 1989 rokiem właściwie nie ma co pisać. To oczywista oczywistość. Wyjątki - np. profesor Wolszczan - tylko potwierdzają tę niestety bardzo przykrą dla nas Polaków regułę. O absolutnym oportunizmie, skamielinie intelektualnej przy jednoczesnym bardzo dobrym samopoczuciu i poczuciu własnej superwartości swiadczy totalny opór środowiska naukowego przeciwko jakiejkolwiek formie lustracji. Choćby próby oczyszczenia własnych szeregów z ludzi skompromitowanych współpracą ze służbami totalitarnej PRL. Także tutaj obowiązuje jedna z żelaznych zasad tegoż środowiska: Bądźmy razem, w kupie, skamielinie. Kupy i skamieliny nikt nie ruszy. A to wszystko "podlane sosem" intelektualno - naukowych wywodów. Nie ma co się zresztą w/w sprawach rozpisywać. To fakty powszechnie znane.
Nieśmiałą - podkreślam niesmiałą - próbę zmiany istniejącego stanu rzeczy zaproponowała minister nauki i szkolnictwa wyższego profesor Barbara Kudrycka. Do poparcia przedłożonych zmian "polską świętą krowę", czyli środowisko naukowe zachęcał - kłaniając się w pas zaproszonym przedstawicielom wyższych uczelni - premier Donald Tusk. Ze łzami w oczach i przepraszając, że żyje próbował przekonywać o potrzebie wprowadzenia rynku, elementarnej konkurencyjności w tej dziedzinie życia publicznego w Polsce. Co z tego wyszło? Wrogiem nr 1 środowiska naukowego stała się minister Kudrycka, a z całego pakietu reform szanowni naukowcy zapamiętali propozycję likwidacji stopnia dr habilitowanego. Ale tę najbardziej zachowawczą twarz środowiska naukowego dane było mi zobaczyć na w/w spotkaniu przedstawicieli prywatnych wyższych uczelni.
Tam o potrzebie konkurencji nikt nawet się nie zająknął. Więcej! W zdecydowanym stopniu przeważały opinie: "To my jesteśmy awangardą zmian, przyszłością polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. To my musimy mieć szansę rozwoju i powinniśmy być pod szczególną opieką państwa" Itd, itp. Żądano wprost dotacji z budżetu państwa na prywatne uczelnie, a nie tylko na stypendia dla studentów, pokrywania strat uczelni będących efektem rosnącej inflacji (sic!), kredytów na inwestycje. Jeden z uczestników powiedział wręcz, że "konkurencja to dobra rzecz, ale nie w sytuacji, gdy prywatne uczelnie dopiero wznoszą się na swoich jeszcze mocno wątłych skrzydłach". Na uwagi, że z tak tworzonym i tworzącym się wizerunkiem trudno będzie prywatnym uczelniom zyskać społeczną akceptację i kolejnych studentów twierdzono, że wartość, jaką są dla społeczeństwa prywatne wyższe uczelnie w dłuższej perspektywie czasowej jest ważniejsza niż "czyjaś tam sympatia". A jaka to wartość?
Jeden (z wielu) znanych mi przykładów: Wyższa Szkoła Kupiecka - Założona przez PZPR-owskiego aparatczyka wyrzuconego z miejscowego Kuratorium Oświaty tuż po zmianach 1989 roku. Uczelnia ma 5.000 studentów, 4 oddziały zamiejscowe. Znana stała się, gdy okazało się, że jej założyciel to plagiator. Prawo stanowi, że Rektor wyższej uczelni (także prywatnej) musi mieć tytuł naukowy doktora. Co zrobić najprościej? Splagiatować pracę kolegi po fachu. Fakt plagiatu potwierdziła Rada Wydziału Uniwersytetu, na którym "praca doktorska" została "obroniona". Tytuł decyzją RW został odebrany. Co robi rektor prywatnej uczelni? Kruczki prawne, instancje odwoławcze. Byle zyskać na czasie. Byle trwać. Byle móc brać kasę. Natomiast kasy bardzo często na WSZK nie dostają prowadzący zajęcia ze studentami. Bo kasy brak. Tak, jak brak kasy na granty, stypendia. Stąd protesty studentów. O jakości zajęć i poziomie uczelni lepiej nie mówić. Strona internetowa - tragedia. Marketing - beznadziejny. Możnaby długo o tej "uczelni", ale już mi się nie chce. To praca bardziej dla prokuratury niż skromnego blogera. Ot, jeden z przykładów "awangardy" prywatnych uczelni. Jak ta sprawa ma się do poziomu dyskusji na w/w spotkaniu przedstawicieli prywatnych uczelni? Ano ma się. Poziom tej dyskusji odpowiada poziomowi Wyższej Szkoły Kupieckiej. I nie tylko tej uczelni. Można to było bez trudu dostrzec słuchając profesorów, rektorów i innych Magnificencji prywatnych wyższych uczelni. I dlatego będę kibicował i ściskał kciuki za powodzenie reform minister Kudryckiej. By rynek i konkurencja, jak najszybciej wyeliminowały takie "uczelnie", jak np. Wyższa Szkoła Kupiecka. Prywatnych "uczelni" (jest ich wiele), dla których liczy się tylko jak największa kasa od studentów za beznadziejną jakość świadczonej pseudousługi. I dlatego koniecznym jest pokazywanie prawdziwego wizerunku "świętej krowy" naszego życia publicznego, czyli środowiska naukowego. A środowiska prywatnych wyższych uczelni w szczególności. Pulitzer


Komentarze
Pokaż komentarze (6)