Pulitzer Pulitzer
25
BLOG

Dokopać historykom!

Pulitzer Pulitzer Polityka Obserwuj notkę 2

Od kilku tygodni pierwsze strony gazet, pierwsze informacje w rozgłośniach radiowych i stacjach telewizyjnych politycznie dotyczą tylko jednej sprawy: Czy Lech Wałęsa był TW "Bolek", czy też nim nie był? Był w latach 1970-1976 donosicielem SB i brał za to pieniądze, czy też może odwrotnie? Grał ze policją polityczną PRL i "pięknie ją ograł"? Dyskusje, polemiki, listy otwarte, zażarte (niekiedy na granicy skrajnego zacietrzewienia) spory dotyczące przeszłości byłego Prezydenta RP i szefa "Solidarności w praktyce zdominowały publicystyczne życie Naszego kraju. W tej słownej "bijatyce", która tak naprawdę była i jest sporem czysto politycznym i nic niewyjaśniającym obserwować można, jak sprawy - bardzo istotne z punktu widzenia historii - nie są w ogóle dyskutowane, a cały spór o Lecha Wałęsę i Jego przeszłość coraz bardziiej przypomina walkę rozwścieczonych kogutów, które na swoim kogucim ringu mają tylko jedno pragnienie - rozwalić łeb i zadziobać przeciwnika.

Dlatego też zasadnym wydaje mi się, by historycy, jak najdalej (w miarę możliwości) trzymali się od tego koguciego ringu polityczno-publicystycznego. Bo na tym "polu bitwy" nie ma miejsca na prawdziwie naukową, spokojną dyskusję historyczną, która tym razem dotyczy przeszłości Lecha Wałęsy, okresu Jego prezydentury i coraz bardziej zamienia się w dyskusję rodzimych "wściekłych" (bardzo specyficzni politycy z okresu Rewolucji Francuskiej) o to czy poczęcie III RP było niepokalane, czy też może nie za bardzo. Na tym "ringu" nie ma miejsca na dyskusje o umiejętnościach tego, czy innego historyka. Nie ma miejsca na dyskusje o warsztacie historyka, umiejętności przeprowadzenia analizy historycznej w oparciu o źródła dokumentalne, umiejętności weryfikacji dokumentów i wyciągnięcia wniosków. Na tym kogucim "ringu" publicystyczno-politycznym historyk ma być statystą, któremu można (a nawet trzeba) "przyłożyć polityczną, czy publicystyczną "łapą". Na tym ringu redaktor Jacek Żakowski autorytatywnie rozstrzyga kto jest historykiem mądrym, a kto głupim. Kto ma prawo pisać biografię Lecha Wałęsy, a kto nie. Jak to "pięknie" ujął redaktor Żakowski w jednej z audycji radia "TOK-FM": "Nie będzie mi wikary z Pcimia pisał biografii Jana Pawła II". Trudno też by było i będzie dyskutować historykowi (każdemu!) z np. redaktor Moniką Olejnik, bo pani redaktor "po prostu wierzy Wałęsie". I już. Proste. Nieskomplikowane. Tylko pani redaktor po co zapraszać i zawracać głowę w swoich audycjach historykom? Wszak pani powinna wystarczyć własna wiara w słowa Lecha Wałęsy.

Dlatego też im dalej historycy (z wykształcenia) będę od tej naukawej pseudodyskusji polityków i publicystów tym lepiej dla nich samych. Już teraz widać bowiem, jak bardzo środowisko tzw. pomnikowych autorytetów III RP (od postkomunistów po tzw. prawicę) węszy, tropi i chce dać "ludowi na pożarcie" ów "czarnego charakter", który jest winny bezpodstawnemu oczernianiu legendy Lecha Wałęsy i podważania jedynie słusznej prawdy o niepokalanym poczęciu III RP. Tak naprawdę ten "czarny charakter" został już znaleziony. To historyk. Z przysłowiowego "Pcimia". Niedouk, który bez wiedzy (a co najważniejsze - zgody) żyjących autorytetów III RP ośmielił się poruszyć w swej pseudonaukowej pracy osoby i tematy, o których prawo ma pisać tylko ten, kto został (zostanie) wskazany przez wyżej wspomniane polityczno-publicystyczne autorytety. Ale na miejscu "słusznych", koncesjonowanych przez salonowe towarzystwo "warszawki" historyków nie cieszyłbym się za bardzo. Prędzej, czy później (raczej prędzej) także "słuszni" okazą się zbędni. Bo w Polsce (przynajmniej na razie) o tym co jest, a co nie jest prawdą historyczną i "jak to tam panie naprawdę było" decydują ci, którzy za nic mają proces badawczy historyka. To przecież zbędna i nikomu niepotrzebna wiedza. Bo "Oni" wtedy żyli, działali i widzieli. Ergo - wiedzą lepiej, jak było. A było tak, jak "Oni" mówią. I już. No czasami poklepią po plecach swojego "słusznego" historyka i pozwolą mu napisać hagiografię (oczywiście musi być oceniona przez stosowne grono przed jej wydaniem).

Jak historyk z wykształcenia nie mam żadnych wątpliwości dlaczego polski rynek naukowo-wydawniczy jest tak ubogi w prace historyków odnoszących się najnowszych dziejów Rzeczpospolitej. A jest o czym pisać. Przykładowo: monografia poświęcona powstaniu i działalności Wolnych Związków Zawodowych, NSZZ "Solidarność" (paradoksalnie), "Okrągłemu Stołowi", KOR itd. Gdzie jest biografia Jacka Kuronia, Tadeusza Mazowieckiego, Adama Michnika itd.? Krótko. Nie ma i póki co nie będzie. Bo monografie, biografie, przyczynki do ... - te "z krwi i kości" - były początkiem odrązawiania mitów i bajek o niezłomnych "Onych". Herosach, którzy poprowadzili nas "maluczkich" do niepokalanego poczęcia niepodległej III RP. Więc po odbrązawiać "Bolka i ... Loka"? To przecież taka fajna bajka na dobranoc. Pulitzer

Pulitzer
O mnie Pulitzer

Żartowniś i wesołek. Z zamiłowania i wykształcenia historyk. Miłośnik muzyki rockowej przełomu lat 60/70-tych i Tolkiena

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka