dobre-nowiny.pl
10 kwietnia 2010 - dzień w którym w wielu obudziło się poczucie odpowiedzialności za Ojczyznę
3 obserwujących
8 notek
5603 odsłony
384 odsłony

Czy ktoś pozbawia nas poczucia sensu istnienia, abyśmy nie mając go, samounicestwili się?

Wykop Skomentuj16

Nie ma chyba na Ziemi jednego człowieka, któremu nie przyszło by kiedyś do głowy pytanie o to, jaki sens ma jego życie. Może odpowiedział już sobie na nie, może usilnie próbował to zrobić by w końcu dać sobie z tym spokój, a może wciąż jeszcze, od czasu do czasu, w chwilach głębszej refleksji stawia je sobie? 

 

Na pewno sporo osób nie doczytało do tego miejsca. Niejednej wystarczyło już pierwsze zdanie, aby odrzucić ten tekst i popędzić dalej, w poszukiwaniu bardziej istotnych od tego tematów. Nie koniecznie ze znudzeniem czy irytacją. Poruszanie tego tematu, może być zinterpretowane choćby jako symptom drobnej anomalii umysłowej i wywołać stricte naukową (wg. psychologii transpersonalnej) reakcję w rodzaju: >> Osoby zdrowe zastanawiają się nad sensem życia wtedy, gdy nie doszło u nich do integracji procesów zachodzących w niedominującej półkuli ich mózgu i procesów podkorowych, pełniejszego poznania „siebie"<<.</p>

  

Nie zmienia to jednak faktu, że ta przebiegająca od czasu do czasu, przez głowę myśl, jest jedną z kilku (obok sumienia, mowy, umiejętności tworzenia rzeczywistości intersubiektywnej, budowania kultury kumulatywnej, czy posiadania „strategii inwestowania w mózg i wartości rodzinne”) rzeczy, które odróżniają nas od zwierząt. Te nie zastanawiają się bowiem nad sensem czy bezsensem życia. Krzątają się wyłącznie wokół swych bieżących spraw. Gdyż ich celem jest po pierwsze utrzymanie się przy egzystencji, a po drugie - dbałość, aby była ona jak najbardziej komfortowa. I faktycznie - przyznaję - bez myśli o sensie, albo sprowadzając go wyłącznie do spraw czysto egzystencjalnych, żyje się o wiele prościej i wygodniej.  

 

Pewnie gdybym był instrumentalistą, materialistą, czy hedonistą, też bym tak uważał. Ale przecież także i orędowników tych filozofii dręczy czasem transcendentalny niepokój. Dlaczego? Ponieważ każdy pragnie mieć poczucie, że jego życie ma sens. (Skąd się ono bierze - to już inne pytanie, na które odpowiedź, mam nadzieję, nasunie się po przeczytaniu tego tekstu). Każdego trapi też czasem niepewności, czy aby na pewno to najgłębsze przekonanie które jest istotą jego życia (niezależnie czy je sobie uświadamia czy nie), to prawda absolutna. Wszyscy - i ateiści i wierzący - mamy głęboką potrzebę, aby prawdę tę odnaleźć i być jej wierny. Ten nieustannie zabarwiający nasze myśli stan niepewności trapi wszystkich poza… doktrynerami. Mówię tu o fanatykach wszelkich filozofii, ideologii, religii, czyli systemów przekonań. Są oni groźni nie dlatego, że nie potrafią dyskutować, ale dlatego, że wszystko wiedzą a priori. Zawsze znają wspaniałe recepty na uleczenie świata. A jeśli nawet czegoś nie wiedzą, to i tak są święcie przekonani o słuszności swoich zapatrywań. Daje im to pewien komfort, poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie, ale to pozory. Jest to coś w rodzaju nałożonego na sumienie pancerza, który ma chronić przed wątpliwościami. Pancerze mają wszak jeden główny mankament, że nie pozwalają uwięzionej w nim istocie się rozwijać.


Czy oznaczałoby to więc, że ci którzy poszukują prawdy, żyją w ciągłej niepewności rozdwojeniu, i wewnętrznym rozbiciu? To na pewno nie jest stan, w jakim człowiek chciałby nieustannie trwać. Czy nie powinien więc dążyć do takiego rozwiązania, które przyniosłoby mu spokój? Powinien. Co więc w tym celu robi? Sądząc po sobie - przygląda się w czym inni ludzie próbują odnaleźć sens. Zastanawia się - czy jest to droga również dla niego? Zwykle wybiera jakieś rozwiązanie i stara się być mu wierny. Albo więc idzie dalej drogą niepewności, miotany od czasu do czasu różnego rodzaju wątpliwościami, coraz bardziej się hartując, albo też, gdy nie ma na to sił, wszczepia się pazurami w którąś z ratunkowych dróg-filozofii, uznając, że to jedyna słuszna droga i dalej kroczy już nią z klapkami na oczach. Tak właśnie, jak to czynią wszelkiej maści ortodoksi. Jednak tak dzieje się do czasu, kiedy znów nie ogarną go wątpliwości.


Jest jednak - wydaje mi się, patrząc na ścieżki, którymi w życiu dane mi było kroczyć - pewna prawda, pewna filozofia, czyli właściwie też, pewna droga, która nigdy nie zdołała uczynić ze mnie fanatyka, choć równocześnie pozbawiła mnie trawiącego poczucia niepewności. Jest nią  - próba odnajdywanie sensu życia w ciągłym poszukiwaniu prawdy o nim. 

I co przy tym niezwykłe - stan w którym nasz umysł poszukuje prawdy, odbiera on sam, jako stan szczęścia.


Moim zdaniem najlepiej oddaje to wiersz Leopolda Staffa: 


Między pieśnią przerwaną a zbudzonym echem,

Falą i nagą stopą, co wnet się zanurzy,

Przyjściem listu i zdjęciem pieczęci z pośpiechem,

Pomiędzy zaproszeniem i rankiem podróży,

Między wzniesioną dłonią a owocem drzew

Śpi szczęście (…)

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości