Roman A Misiewicz Roman A Misiewicz
67
BLOG

O nowy ustrój Polski - projekt - część II

Roman A Misiewicz Roman A Misiewicz Społeczeństwo Obserwuj notkę 5
Co zrobić aby wśród posłów, sędziów, czy urzędników jak najmniej było ludzi głupich, niekompetentnych, narcystycznych, czy nieempatycznych. Czy jest to możliwe? Wydaje mi się, że tak i , że może być to łatwiejsze do osiągnięcia, niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Szansy na naprawę ustroju Rzeczpospolitej nie widzę w samej modyfikacji procesu wyborczego, czy nawet przedwyborczego, ale w zmianie podejścia do wyborów przez obywateli, oraz w ... mediach społecznościowych. Zacznijmy od pierwszej z nich. Chodzi mi o przekonanie wyborców, że wystarczy wyjść z myśleniem poza utarte, narzucane nam schematy i przekonania dotyczące elekcji aby zmienić się mógł cały system. I wcale nie twierdzę, że to co chcę zaproponować jest tym jedynym i najlepszym rozwiązaniem. To jest tylko moja propozycja. Natomiast uważam, że podstawą każdej zmiany jest w pierwszej kolejności zmiana myślenia. Przyjęcie do świadomości, że ta zmiana w ogóle jest możliwa. Już samo to przekonanie – moim zdaniem – może zmienić wszystko.  

Na czym polega moja propozycja?

Otóż zwykle, i najczęściej, jest tak, że to partia wysuwa swego kandydata. Na radnego, prezydenta, posła. Kryterium wytypowania takiej osoby to, w 90% jak sądzę, przekonanie kierownictwa tej partii, o wierności jej, konkretnego człowieka. I dopiero w drugiej oraz trzeciej dopiero kolejności biorą oni pod uwagę jego umiejętności i przydatność. Ale ta przydatność to znowu jest przydatność dla wierchuszki partii, a nie dla społeczeństwa. Na marginesie dodam tylko, że oczywiście wierność jakiejś grupie interesu, z interesem społeczności może, ale też wcale nie musi, mieć punktów zbieżnych. 

I my, wyborcy, siłą rzeczy koncentrujemy się na tej woli partii. Uważamy, że skoro „nasza partia” (czyli ta której kibicujemy) kogoś wytypowała, to jest to nasz kandydat. Ta akceptacja dzieje się niemal automatycznie, jak w przypadku zawodnika drużyny narodowej w piłce nożnej. Wychodzi na boisko jakaś postać w biało-czerwonej koszulce i my zakodowujemy sobie, że „on ci nasz”. Nawet jeśli zupełnie go nie znamy, albo niewiele o nim wiemy, od razu dzięki temu, że ma koszulkę, spodenki i że powołał go selekcjoner, wydaje się nam być osobą sympatyczną. Staje się od razu twarzą partii, czyli członkiem „naszej drużyny”. Z góry jesteśmy mu gotowi wiele wybaczyć i udzielić daleko idącego kredytu zaufania. 

Czy jest to właściwe podejście? Czy partia jest naszą drużyną? Nie! Jest czymś zupełnie innym. W polityce nie chodzi bowiem - jak starają się nas przekonać - o samą rozgrywkę i jej wynik (wygrana jednej formacji nad drugą), ale o to, aby reprezentowali nas możliwie najlepsi z najlepszych menadżerowie od zarządzania, strategii, planowania i negocjacji. Najlepsi specjaliści. Chyba na tym polega demokracja? Przecież gdyby było inaczej, to nie Ateny, a grecka Olimpia byłaby dziś dla nas kolebką kultury politycznej. 

Skupiając się na „woli naszej partii”, przechodzimy do porządku dziennego nad kandydatem jako osobą, a staje się on od razu naszym reprezentantem. Zapominamy, albo nie chcemy pamiętać, że owym „typem partii” może być (i często jest) bardzo ambitna jednostka, która niejednokrotnie dla własnej nobilitacji gotowa jest zrzec się nie tylko swych poglądów i autentycznej chęci reprezentowania społeczeństwa. (Jeżeli takie chęci wcześniej w ogóle przejawiała. ) I robi to na rzecz interesów partyjnych, jeśli nie własnych. Mało tego. W naszej obecnej kulturze politycznej bardzo często egoistyczną postawę takiego typa traktujemy jako oczywistą oczywistość, choć w dawnych społeczeństwach traktowano by to jako patologię i zdradę wyborców. A wszystko przez to, że wypaczyła się nasza zdolność widzenia i rozumienia takich słów jak „partia”, czy „przedstawiciel”. Partię postrzegamy obecnie nie jako oferenta pewnej politycznej koncepcji (oferenta politycznego programu), ale jako „naszą drużynę”, grupę ludzi którą widzimy jako „swoich”, nawet jeśli (i zdarza się to już teraz nagminnie) nie przedstawiają żadnego całościowego programu. To przeniesienie zasad „gry w gałę” do polityki jest chore, ale my tego zdajemy się już nie zauważać, lub po prostu lekceważymy to nasze spostrzeżenie . I to jest pierwsza rzecz, o której chciałbym porozmawiać.

(Prezentację kolejnej części zaplanowałem na sobotę 05.01.2026 na godzinę 10:00) 

Jestem właścicielem małej firmy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo