ropuch2006 ropuch2006
243
BLOG

Domknięty system

ropuch2006 ropuch2006 Polityka Obserwuj notkę 2

 Przed nami długa noc orwellowszczyzny.


I. Polskie pory roku.


Polacy to taki naród, który lata letargu przedziela okresami zrywów. Letarg przypada z reguły na kolejne „małe stabilizacje”, tudzież „noce” - tym czarniejsze, im silniejszy zryw je poprzedzał. Ta przypadłość może być irytująca – czy to za „króla Sasa”, czy to za Gomułki, czy za Gierka – trąb, bij na alarm, wołaj aż do zdarcia płuc – i nic. Polacy zdają się mieć wszystko w głębokim zwisie, państwo może sobie gnić, dogorywać, a tych „polaczków” - choćby tłuc po łbach – nie wyrwiesz z odrętwienia. Pij i popuszczaj pasa, odwalaj zmianę i na wódkę, załatwiaj talon na pralkę a jak się uda to i na małego fiata...


Aż wreszcie, niespodziewanie, przychodzi taki moment, w którym ten sam oczadziały naród nagle czuje, że coś zaczyna dusić, uwierać, wiercić niczym kolec – i wtedy trach! – robi awanturę: jakieś powstanie, strajk, wychodzi na ulice...


I wszystko to pozornie bez głębszej przyczyny: ot - jeden cios w mordę z ręki namiestnika więcej, ot - droższe pęto kiełbasy. Nagle to, z czym żyło się przez lata, staje się nie do zniesienia i – często ku zaskoczeniu samych buntowników – okazuje się, ni z tego ni z owego, że tu chodzi o coś więcej niż brak zagrychy, że nagle Polska, że orzeł, że biało-czerwona...


Zaczyna się patriotyczny karnawał – często krwawy, wśród świstu kul lub głuchego łomotu zomowskich pałek – i tak to trwa czas jakiś, aż wreszcie czyjaś pięść łapie nas za gardło i odbiera dech, czyjś but wdeptuje w ziemię i następuje noc – czy to paskiewiczowska, czy to trwające niemal dekadę mroki jaruzelszczyzny...


Cykl się zamyka, ludzie chowają się po domach, uciekają w życie prywatne, popadają w marazm, zniechęcenie. Ponarzekają, owszem, w gronie znajomych przy wódce, zeklną władzę i czasy... ale żeby ruszyć dupę, zrobić coś – o nie, nie ma frajerów – znów można potrząsać, chwytać za klapy, apelować, pokazywać czarno na białym, że wokół syf i stęchlizna... Wzruszenie ramionami, czego pan się czepiasz, oszołom, aktywista się znalazł. I tak do następnego zrywu, niespodziewanego zarówno dla władzy jak i dla samych jego uczestników.


II. Rok pogardy.


W którym miejscu cyklu znajdujemy się obecnie? W letargu. Miniony rok był okresem„domykania systemu”, który to system nazywam„oświeconym (neo)totalitaryzmem”, przed nami zaś czas w którym tenże system będzie trwał – wbrew wszystkiemu.


1) Smoleńska mgła upodlenia.


Ktoś już chyba nazwał rok 2010„rokiem pogardy” - trudno o trafniejsze określenie. „Podrywanie godnościowych podstaw” prezydentury Lecha Kaczyńskiego trwało przed Smoleńskiem w najlepsze.


Przed tymże Smoleńskiem premier polskiego rządu wszedł w zaproponowaną przez Kreml rozgrywkę mającą na celu zdeprecjonowanie Głowy Państwa. Dla doraźnej wizerunkowej korzyści, spotkania z Putinem, Donald Tusk przyjął moskiewską ofertę podziału obchodów katyńskich na dwie osobne uroczystości, zaś podległe mu służby (Kancelaria Premiera z Tomaszem Arabskim i MSZ Radosława Sikorskiego) do ostatniej chwili piętrzyły przed Lechem Kaczyńskim trudności, czego efektem było fatalne przygotowanie prezydenckiej wizyty 10. Kwietnia i w konsekwencji - ułatwienie zamachu. (? GM)


Dopełnieniem tego kursu stało się przekazanie śledztwa Rosjanom i błyskawiczne przechwycenie BBN-u oraz wejście w „pełnienie obowiązków” prezydenta przez Bronisława Komorowskiego na podstawie „paska” na telewizyjnym ekranie.


Motywowana polityczną bieżączkąpogarda dla powagi państwa, międzynarodowego prestiżu, instytucji... Skryte za smoleńską mgłą upodlenie Polski.


2) Żałobna wojna domowa.


Podczas pierwszych dni Żałoby Narodowej mieliśmy chwilę względnej ciszy przerywanej tylko z rzadka łajdackimi wypowiedziami Andrzeja Wajdy, Waldemara Kuczyńskiego, czy dopieszczonej medialnie grupki platformerskich krzykaczy, zorganizowanych przez Mateusza Sławińskiego, asystenta w biurze poselskim Róży Marii Gräfin von Thun und Hohenstein, protestujących przeciw wawelskiemu pochówkowi pary prezydenckiej. Cisza ta motywowana była z jednej strony koniecznością zachowania pozorów, z drugiej zaś – przerażeniem na widok tłumów na Krakowskim Przedmieściu udokumentowanych przez „nieodpolitycznioną” wtedy jeszcze państwową telewizję.


Śmiem twierdzić, że to m.in. film „Solidarni 2010” spowodował przyśpieszenie rządowego skoku na media „publiczne”.Te tłumy trzeba było jakoś spacyfikować mentalnie, przyszpilić „pedagogiką wstydu” - że mohery, że krzyż, że Europa się śmieje... że „kult Tanatosa”, że „demony polskiego patriotyzmu”... Słowem - wszystkie ręce na pokład! - aby zadeptać w zarodku odżarzające się węgiełki narodowej podmiotowości.


Dlatego też, po pogrzebach ofiar,postkolonialny przemysł pogardyruszył ze zdwojoną siłą do walki o rząd dusz - wszystko z pozycji poczucia bezgranicznej wyższości nad tubylczym motłochem.


Definitywny kres żałoby oznajmiła Hanna Gronkiewicz-Waltz za pomocą warszawskich służb miejskich, które z niespotykaną pod jej rządami sprawnością natychmiast usunęły z trotuarów Krakowskiego Przedmieścia znicze, pamiątki i zmyły stearynę.


W międzyczasie (16.V.2010, Łazienki) było proklamowanie ustami Andrzeja Wajdy„wojny domowej”. Owa „wojna domowa” toczona przez sojusz rządowego „tronu” z medialnym „ołtarzem” (słynni „przyjaciele z TVN-u i drugiej stacji komercyjnej”) przybrała, prócz walki politycznej, postać szeregu większych i mniejszych podłości.


3) Skrócony katalog nieprawości.


Rzućmy okiem: nagonka na Ewę Stankiewicz po emisji „Solidarnych 2010” (co poskutkowało wycofaniem się Romana Gutka z promocji jej fabularnego debiutu „Nie opuszczaj mnie”), połączona z odmową zamieszczania reklam wydania „Rzeczpospolitej” z dołączonym „trefnym” filmem o nocach na Krakowskim Przedmieściu.


Rozpętana świeżo po elekcji przez Bronisława Komorowskiego i „Wyborczą” wojna o Krzyż Smoleński przed Pałacem Prezydenckim z antycywilizacyjną demonstracją Dominika Tarasa i conocnymi orgiami barbarzyństwa (z walnym udziałem warszawskich alfonsów ze Zbigniewem S. ps. „Niemiec” na czele) wymierzonymi w modlących się ludzi przy celowej bierności policji i straży miejskiej. „Wyborcza” reklamowała to-to jako „radosny Hyde Park”.


Jedziemy dalej z tym opętańczym szajsem.


Pomnik wystawiony bolszewickim najeźdźcom w Ossowie. Groteskowy teatr „pojednania” polsko-rosyjskiego nad demolowanym wrakiem Tupolewa. Wystosowanie do przyjaciół Moskali prośby o zgodę na przeniesienie praskiego pomnika Polsko - Radzieckiego Braterstwa Broni („Czterech Śpiących Trzech Walczących”) by mogła ruszyć budowa drugiej linii metra. Rugowanie z publicznych mediów nie dość entuzjastycznych wobec władzy dziennikarzy i skorelowana z tym analogiczna działalność „niezależnych”, prywatnych mediodajni.


Przyrównywanie uczestników comiesięcznych Marszy Pamięci na Krakowskim Przedmieściu do faszystów. Dzielenie Polaków przez premiera rządu Rzeczypospolitej na tych z RFN i NRD. Dzielenie rodzin smoleńskich na słuszne i niesłuszne. Publiczna rehabilitacja Jaruzelskiego przez zaproszenie na polityczny salon Rady Bezpieczeństwa Narodowego...


I te de, i te pe.


Do tego cała medialnaagentura opiniizjednoczonych sił III RP, uprawiająca„dziennikarstwo kontr-faktyczne”, skoncentrowana na jednym, jedynym celu: nie dopuścić do nawrotu„wzmożenia moralnego” i zdusićgodnościowe podstawy patriotyzmu.


Taantygodnościowa socjotechnikauprawiana przez dziennikarskich„morderców zza biurek”znalazła swą kulminację wmordzie politycznym na działaczu łódzkiego biura Prawa i Sprawiedliwości i, nieco później, w próbie zablokowania patriotycznego marszu w dzień Święta Niepodległości.


O ideologiczną oprawę zadbałpawianogrzywy profesor Radosław Markowski wychodząc z postulatemwewnątrzpolskiego apartheidu: „trzeba pracować nad tym, żeby się skutecznie, instytucjonalnie podzielić”.


Mamy zatemspołeczną eugenikę- wykluczenie poza nawias całych grup nieprzydatnych z punktu widzenia establishmentu, określanych wspólnym mianem „moherów”, tudzież „pisowców”. Ot, czas wielkiego podzielenia – warto by pokusić się o opisanie socjologii obojga narodów.


Pogarda, pogarda, pogarda... Nad którą unosi się cyniczny slogan:„Państwo Polskie zdało egzamin”.


4) Czas orwellowszczyzny.


Rok pogardyzostał symbolicznie zwieńczony decyzją o likwidacji audycji „Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego (zemsta za „Solidarnych 2010”), wyautowaniem „Antysalonu Ziemkiewicza” (zemsta za całokształt) i zapowiedzią przekształcenia apartamentów Lecha i Marii Kaczyńskich na biura dla urzędników Kancelarii Prezydenta. W Pałacu Prezydenckim nie powstanie nawet Izba Pamięci. Nikogo nie było, nic się nie stało.Oto orwellowszczyzna w działaniu. System został domknięty. Nastał czasOświeconego (Neo)totalitaryzmu.


Ta noc, niestety, jeszcze trochę potrwa. Dlaczego? O tym niebawem.

 

Gadający Grzyb

…....................................................................................................

Cz. 2.


Narodowa pobudka nastąpi - jak zwykle u Polaków – w najmniej spodziewanym momencie.


W części pierwszej skoncentrowałem się na domykaniu systemu w aspektach, nazwijmy to, społeczno-symboliczno-emocjonalnych. Dziś, kontynuując diagnozę, rozważę zarazem perspektywy wyjścia z obecnej sytuacji.


I. Platforma „Rewolucyjno-Instytucjonalna”.


Przede wszystkim jednak wyjaśnię, co rozumiem przez pojęcie„oświeconego (neo)totalitaryzmu”, którym to mianem określam system klarujący się pod rządami Platformy Obywatelskiej. Otóż, jest tosystem formalnie demokratyczny, ze wszystkimi właściwymi demokracji procedurami, z tym że zawłaszczenie państwa i spacyfikowanie wiodących środków masowego przekazu sprawia, iż oweprocedury spełniają rolę coraz bardziej fasadową, zaś rządzący układ polityczny stopniowo stapia się w jedno ze strukturami państwa.


W formie skrajnej mieliśmy z tego typu zjawiskiem do czynienia np. w Meksyku pod rządamiPartii Rewolucyjno-Instytucjonalnej. W dzisiejszej „postpolitycznej” Polsce mamy podobne procesy w wersjilight, niemniej uczynienie debaty społecznej fikcją (ujednolicenie medialnego przekazu) i „odpolitycznienie” przez zawłaszczenie wszystkich już chyba publicznych instytucji sprawia, że system staje się nadspodziewanie trwały i to mimo (a może właśnie dzięki) degrengolady i marazmu aparatu państwowego.


II. Trędowate państwo.


Symptomy degeneracji i rozkładu państwa mnożą się na każdym kroku. Współczesna Polska pod rządami„Platformy Rewolucyjno-Instytucjonalnej”nie radzi sobie literalnie z niczym, z czym powinno sobie radzić normalne, nowoczesne państwo: klęski żywiołowe (powódź), infrastruktura (zapaść kolei), modernizacja (odłożeniead calendas graecasbudowy kluczowych odcinków autostrad i tras szybkiego ruchu), finanse (gigantyczny dług publiczny), siły zbrojne (rozkład armii przez nieudolnie przeprowadzone „uzawodowienie”) - gdzie nie spojrzeć, tam trąd i strukturalna niemoc. Jeśli do tego dodać co najmniej podejrzane decyzje lub zaniechania w kwestiach międzynarodowych (rezygnacja z aspirowania do wiodącej roli w regionie) czy strategicznych sprawach energetycznych (pogłębienie uzależnienia surowcowego od Rosji, bierna postawa w kwestii Gazociągu Północnego i świnoujskiego gazoportu, przymiarki do importu energii elektrycznej z Obwodu Kaliningradzkiego, ignorowanie możliwości dywersyfikacyjnych, ambiwalentna postawa odnośnie gazu łupkowego) otrzymamy obraz „państwa na niby”, pozorującego działalność, samoograniczającego swą misję do „ciepłej wody w kranie” i wiecznego „tu i teraz”. Państwo takie jest już właściwie trupem – tyle tylko, że na trupie najwygodniej pożywiać się robakom, czyli dominującej części naszej „klasy politycznej”.


III. Społeczna katatonia.


Ten dryf, oczywiście, nie może trwać wiecznie, ale może trwać długo. Przypadł bowiem na okres „letargu” społecznego opisanego na początku poprzedniej części „Domkniętego systemu”. Polacy zmęczeni dwuleciem prób zaprowadzenia „IV Rzeczypospolitej” zdemonizowanej przez rozpisany na głosy aparat propagandowo-medialny, pozostający w wyłącznym posiadaniu sił „beneficjentów III RP”, pragną na dzień dzisiejszy przede wszystkim świętego spokoju. Mówiąc obrazowo, Tusk mógłby narobić im na głowy (co zresztą, metaforycznie, czyni) a ci uznaliby, że w sumie nic się nie stało, a poza tym, lepiej że obsrywa ich Tusk a nie Kaczyński.


Ów letarg daje się utrzymywać tym łatwiej (za pomocą „pijaru” i dawkowanych w kryzysowych momentach „wrzutek”), że zasygnalizowane problemy są z punktu widzenia przeciętnego obywatela zbyt abstrakcyjne, by mogły rozniecić silniejsze emocje.


Wszak gaz wciąż jest w kuchenkach, zaś zadłużenie państwa kosztem przyszłych pokoleń... hm, nawet mając przed oczyma zegar długu większość nie jest w stanie poprawnie przeczytać wyświetlanej na nim liczby, nie mówiąc już o skojarzeniu jej z jakimikolwiek konsekwencjami.


A co do kwestii międzynarodowych... cóż, z badań wynika, że Polacy czują się bezpieczni jak nigdy, pogrążeni w ogłupiającym błogostanie a poza tym grunt żeby nas lubiano... To postkolonialne, zakompleksione poczucie niższości znakomicie wykorzystują obecni „włodarze politycznej wyobraźni”, zagospodarowując społeczne zapotrzebowanie na bycie docenianym obrazkami poklepywania się po plecach z europejskimi przywódcami.


IV. Gdy skończą się igrzyska.


No dobrze, system jednak nie będzie trwał w nieskończoność, kiedy zatem można spodziewać się zmiany?


W wariancie pierwszym następuje krach finansowy zmiatający ekipę„Platformy Rewolucyjno-Instytucjonalnej”,tego jednak nie pragnę, gdyż nie nazywam się Waldemar Kuczyński, który za rządów PiS ogłosił, że życzy Polsce jak najgorzej, bo to skróci rządy znienawidzonych „Kaczorów”.


W wariancie drugim państwo będzie nadal powoli gniło, aż odezwie się ta charakterystyczna właściwość, którą opisałem w „polskich porach roku” – to samo z czym Polacy żyli przez lata nagle zacznie uwierać i przy jednym niepozornym ruchu rządu, jakich było wcześniej wiele, nagle nastąpi obudzenie. Niemniej, PO wygra następne wybory parlamentarne, tak jak poprzednie – prezydenckie i samorządowe – może nie miażdżąco, ale wyraźnie. Pytanie, czy dotrwa do kresu następnej kadencji?


Osobiście, kres rządów PO przewiduję na okres poEuro2012. Państwo do tej pory przegnije na tyle, że zacznie to doskwierać ludziom na różnych poziomach – nie dość, że zabraknie „chleba” to jeszcze skończą się „igrzyska”. Niewykluczona jest również jakaś spektakularna katastrofa organizacyjna podczas przyszłorocznej imprezy – już dziś wiadomo, że poza infrastrukturą sportową nie powstanie niemal nic z obiecywanych na Euro cudowności, możemy co najwyżej oczekiwać liftingu tego co już mamy, a to może zaowocować chociażby paraliżem komunikacyjnym. Polacy – kibice nie darują piłkarzykowi Tuskowi takiej kompromitacji...


V. Czekając na pobudkę.

 

Oczywiście, niewykluczone, że społeczna katatonia jest głębsza i trzeba będzie czekać dłużej na kres„oświeconego (neo)totalitaryzmu”. Dlatego też na zakończenie chciałbym jeszcze wrócić do dni Żałoby Narodowej po katastrofie smoleńskiej.


Może wydawać się, że tamte emocje wypaliły się ze szczętem, że nic po tłumach zaludniających Krakowskie Przedmieście nie zostało... Otóż sądzę, że czas żałoby nie minął na próżno. Odłożył się gdzieś na dnie dusz uśpiony codziennością lecz kiedyś wypłynie na wierzch. Gdy wybrano Karola Wojtyłę papieżem, ówczesna „waadza” miała zgryz – ale, ostatecznie, nic się z punktu widzenia czerwonych nie stało. Gdy Papież przyjechał z pierwszą pielgrzymką do Polski „waadza” miała kolejny zgryz – ale i wówczas nic groźnego się nie wydarzyło. Rok później wybuchła Solidarność. Trzeba było sowieckiego generała w polskim mundurze żeby to zdusić.


Tragedia smoleńska i czas „Solidarnych 2010”, którzy mieli okazję policzyć się na Krakowskim Przedmieściu i podczas wawelskiego pogrzebu ma podobny potencjał duchowej bomby z opóźnionym zapłonem. To kiedyś da o sobie znać. Kiedy? Jak zwykle u Polaków – w najmniej spodziewanym momencie.


Gadający Grzyb


za:http://niepoprawni.pl/node/43390

 

Domena Publiczna

ropuch2006
O mnie ropuch2006

Mam nadzieję, że, jeszcze, do reszty nie zgłupiałem. A to, co dzieje się w Polsce, czasem, doprowadza mnie do szewskiej pasji.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka