9 obserwujących
113 notek
72k odsłony
  441   0

Kiedy uciekasz w przeciwnym kierunku...

Desperacko chciałam znaleźć inną pracę. Wiele razy. I zmieniałam. Albo nie zmieniałam, męcząc się w tym, co jest. W końcu opadłam z sił i się zastanowiłam. Dokąd zmierza ten bieg szaleńca? Czego tak naprawdę chcę? A może czego NIE chcę? Przed czym uciekam? Co inscenizuję? Jeśli nie na tym, to na drugim moim blogu pisałam o tym kilkakrotnie - a że syndrom żłobka i przedszkola, a że autyzm i niechęć do integrowania się... Nadszedł dzień, w którym odkryłam to, co chcę zrobić i pojęłam, że za nic nie chcę robić czegoś, gdzie będę narażona na ryzyko oceniania przez osiem godzin dziennie, jak ma to miejsce w "normalnej" pracy. Chcę się zamknąć w swoim świecie i pisać, pisać, pisać... Tu będę tylko ja i mój autyzm. Nikt nie będzie się czepiał, nie będzie oceniał i niczego narzucał. Więc się raz zamknęłam i napisałam. A jak napisałam, to wysłałam do wydawnictw, no bo po co pisać, skoro nikt nie będzie czytał? I nawet mnie wydali. I pomyślałam: "Łał! To jest to! Tym chcę się zajmować". 

A potem przeczytałam pierwszą recenzję. Drugą. Trzecią. Czwartą. Weszłam do jakiejś księgarni i zobaczyłam MOJĄ  książkę. Ktoś na jakimś portalu wypomniał nieścisłość w tekście MOJEJ  książki, ktoś inny błąd stylistyczny. Odkryłam, że MOJA książka jest zakupiona przez bibliotekę w prowincjonalnej mieścinie, z której pochodzę, tak jak przez wiele innych bibliotek...

Cóż...

Tak na marginesie - kiedy przeczytałam, jak człowiek z Torunia coś mi wytyka, dość nawet złośliwie, podskoczyłam z radości, wołając: CZYTAJĄ MNIE W TORUNIU!

Tyle w kwestii autyzmu. A poza tym oczywiście polecam książkę:)  (mnie się podoba)

 

 

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale