Blog
U Pana Boga na przyzbie
rozanystok
rozanystok SALEZJAŃSKI OŚRODEK WYCHOWAWCZ
25 obserwujących 119 notek 67875 odsłon
rozanystok, 23 listopada 2016 r.

Zawodówka marzeń

Różanystok przez krzak kaliny widziany
Różanystok przez krzak kaliny widziany

Gdyby ktoś mi zadał pytanie z gatunku podchwytliwych:

„czego młodzi ludzie nie lubią najbardziej?”,
zaryzykowałbym odpowiedź, że najbardziej nie lubią przymusu.

Oczywiście nie wszyscy i nie najbardziej, bo mamy do czynienia z wielkim i w najrozmaitszy sposób zróżnicowanym zbiorem, ale bazując na własnym i nie tylko własnym doświadczeniu życiowym i zawodowym, w przypadku tego akurat pytania wybrałbym taką właśnie odpowiedź.

Każdy z nas spotkał się z określeniem „obowiązek szkolny”, choć ja w literaturze przedmiotu znalazłem też termin „przymus szkolny”, co brzmi nawet precyzyjniej niż obowiązek, bo jeśli ktoś się od wypełnienia obowiązku uchyla, to państwo może go do tego przymusić.

Oczywiście, gdy chodzi o wybór szkoły ponad podstawowej, to uczeń kieruje się w dużym stopniu swoimi upodobaniami, zainteresowaniami, ale i radą bądź wolą rodziców, radą nauczycieli czy nawet modą albo wpływem swojego środowiska.

Ideałem byłby wybór szkoły marzeń, ale ponieważ nie żyjemy w świecie idealnym, bywa, że marzenia z najróżniejszych przyczyn spełnić się nie mogą.

Przypuszczam, że trudno sobie wyobrazić, żeby marzeniem młodego człowieka, którego koledzy po gimnazjum idą do liceów czy techników by potem rozpocząć naukę na studiach, było pójście do zawodówki.

I nic dziwnego, skoro przez lata wmawiano nam, że pójście do zawodówki nie jest szczytem marzeń, a wręcz przeciwnie – jest synonimem braku zdolności, a nawet nieudacznictwa.

Likwidacja szkól zawodowych była obwieszczana jako wielki sukces, choć dopiero po latach przyznaje się rację tym, którzy twierdzili, że ta likwidacja zrobiła krzywdę młodzieży, jak i zaszkodziła gospodarce.

Dlatego, kiedy czytacie Drodzy Czytelnicy, tytuł „Zawodówka marzeń” wzruszacie zapewne ramionami i klikacie w coś zatytułowanego w sposób bardziej nie tylko interesujący, ale i wiarygodny.

A pochopnie tak klikacie.

Ł. jest dowodem na to, że pójście do zawodówki może być spełnieniem marzeń: nie koniecznością, nie mniejszym złem, a spełnieniem marzeń.

No tak – pewnie „takie marzenia, jaki marzyciel”, ktoś powie.

Ooo... nieładnie!

Nie ma nic gorszego niż wtłaczanie młodego człowieka w ramki stereotypu!

Ł. nie jest głuptasem, nie jest niezdolny, nie jest nieśmiały i zahukany – owszem, trafił do naszego Ośrodka, ale niektórymi swoimi umiejętnościami potrafiłby zaimponować niejednemu chłopakowi z tzw. dobrego domu.

To prawda, że jest znakomitym żonglerem, do tego stopnia znakomitym, że potrafi uczestniczyć w zajęciach jako prawa ręka znanej już Wam z poprzednich tekstów Pani Ani, która jest pedagogiem cyrku i na lekcjach żonglerki czy akrobatyki uczy tych naszych urwisów tak naprawdę wytrwałości, systematyczności, dokładności, śmiałości wreszcie.

No tak, ale u nas żonglerów jest wielu i coraz więcej, bo to są po prostu bardzo atrakcyjne zajęcia i chętnych nie ubywa, a przybywa.

Tak, Ł. jest też doskonałym jeźdźcem.

Nauczyciel jazdy konnej, Pan Czarek z uznaniem opowiada, jak podczas październikowego Hubertusa to właśnie Ł. zerwał lisią kitę z ramienia uciekającej cwałem, wytrawnej amazonki.

Nic w tym dziwnego, skoro chłopak z leżących na północnym skraju Warszawy Bielan, jeździł na 5 rano na znajdujące się na południu stolicy Tory Wyścigów Konnych na Służewcu oporządzać konie i przygotowywać je do kolejnego dnia ich wyścigowej pracy i choć trochę pojeździć.

A u nas może się najeździć do syta, bo konie są do dyspozycji wszystkich chętnych, pod warunkiem, że ta jazda jest traktowana poważnie, bo koń to duże, silne zwierzę i nie ma tu miejsca na jakąkolwiek niesubordynację czy wygłupy.

No dobrze, to skąd ten (jak najbardziej prawdziwy) tytuł?

A stąd, że Ł. trafił do zawodówki marzeń.

Bo w naszym Ośrodku od września działa szkoła zawodowa kształcąca... jeźdźców!

Program nauczania obejmuje (oprócz rzecz jasna zajęć praktycznych w stajni i na parcourze) przedmioty ogólne i zawodowe, a nawet uzyskanie prawa jazdy kategorii T.

I po tej szkole Ł. i jego koledzy będą wykwalifikowanymi pracownikami mniejszych i większych stadnin, szkół i szkółek jeździeckich.

Ł. chce kontynuować naukę w technikum znajdującym się w Janowie Podlaskim, a potem zostać zawodowym sportowcem i uprawiać skoki przez przeszkody oraz WKKW (Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego, na który składają się ujeżdżanie, cross i skoki przez przeszkody).

Czy nim zostanie?
Nie wiem, ale powiedzieć, że ta zawodówka to jest jego szkoła marzeń, to powiedzieć prawdę najszczerszą.

Opublikowano: 23.11.2016 07:37.
Autor: rozanystok
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

DUCHOWI SYNOWIE ŚW. JANA BOSKO - OJCA I NAUCZYCIELA MŁODZIEŻY

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • O, to wspaniale. W Czerwińsku odbyło się to kameralnie i w pewnym sensie tradycyjnie, wokół...
  • no tak bywa - ale jakoś się spotkaliśmy :-) życzenia złożymy po 3 notce (bo będą jeszcze 2!)
  • @myślę Klimaty wielu dzieciństw :-) Mamy taką (kolejną) chwilę w dziejach, gdy piękno...

Tematy w dziale