Jeszcze na początku lat 90. Polacy nie wyobrażali sobie ubezpieczania swych pojazdów mechanicznych w prywatnym sektorze. Pamiętam argumenty podnoszone przez sąsiadów: że na pewno drożej będzie, że my wpłacimy a oni ukradną i wyjadą za granicę, że państwowe jest lepsze bo zagwarantowane, że prywaciarze to złodzieje i wypłacać odszkodowań nie będą.
I co? Jak obecnie wygląda rynek ubezpieczeń AC, OC? Wystarczyło uwolnić rynek, by obywatel mógł swe auto ubezpieczać taniej i lepiej. Podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku ubezpieczeń zdrowotnych. Państwo w tym przypadku postępuje dokładnie tak samo jak komuniści. Auto co prawda możecie państwo ubezpieczyć w prywatnym podmiocie, wasze zdrowie i wasze emerytury, to tak naprawdę własność państwa. Gdyby było inaczej, moglibyśmy wybrać sobie ubezpieczyciela, takiego jaki nam odpowiada.
Tak jednak nie jest i jeszcze długo nie będzie. Faktyczna prywatyzacja służby zdrowia, czyli de facto czynność ratująca jej byt, polegać musi na realnej prywatyzacji sektora ubezpieczeń zdrowotnych i sektora emerytalnego. Póki się tak nie stanie, nasze zdrowie - które według niektórych osób nie jest towarem - nasze nie jest. To logiczna konstrukcja; skoro nie jest towarem - w domyśle - to faktyczny właściciel (państwo), dajmy na to „mojego" ( choć wiadomo, że nie mojego) zdrowia, wyzbyć się go nie może. Mówiąc żargonem prawniczym, to moje zdrowie, którego właścicielem jest państwo to - z punktu widzenia państwa - prawo niezbywalne. Dlatego jako właściciel będzie decydować, jak mam się leczyć, w jakim szpitalu, gdzie się ubezpieczyć itd. Relacja jaka zachodzi między mną a moim zdrowiem to, co najwyżej ograniczone prawo rzeczowe, np. służebność. Służebność powinna być wykonywana w taki sposób, żeby jak najmniej utrudniała korzystanie z nieruchomości obciążonej.
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka