Kiedy syn znanego dziennikarza Zientarskiego rozbił w centrum Warszawy Ferrari, czego skutkiem była śmierć pasażera, rozpoczęła się w mediach dyskusja o winie miejskiego rajdowca. Zupełnie nie zrozumiała dla mnie dyskusja. Od orzekania winy jest sąd, a za poprawne sklejanie faktów mózg. Osoba, która rozpędziła pojazd mechaniczny powyżej 150 km/h w centrum miasta i spowodowała wypadek komunikacyjny, zapewne ponosi zań odpowiedzialność.
Inaczej rzecz ma się z rajdowcami licencjonowanymi. Dziś pan Kuzaj wypadł z trasy rajdu i zabił kibica. To bardzo smutna wiadomość, ale spekulacje o winie kierowcy są niedorzeczne. Kierowca rajdowy ma jak najszybciej pokonać określony odcinek specjalny a nie jak najwolniej. Podejmowane ryzyko jest częścią tego sportu, co zresztą jest uregulowane prawem. Mówiąc wprost, kierowca rajdowy w 99% wypadków jest niewinny. Zwykle przyczynami są nieodpowiedzialne zachowanie kibiców lub zaniechania organizatorów.
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka