Co roku o tej samej porze państwo uruchamia gigantyczną machinę. Najpierw w najściślejszej tajemnicy przygotowuje do druku, a potem, w jeszcze większej zadrukowuje tony papieru (jednorazowego użytku). Później (już w tajemnicy super-hiper gigantycznej, porównywalnej chyba tylko do tajności wywiadu i kontrwywiadu razem wziętych) ów już zadrukowany papier dostarcza – w kilku ratach – do oznaczonych miejsc. Tam, bladym świtem (dosłownie) odbierają go upoważnieni i wyszkoleni (przede wszystkim do zachowania bezwzględnej tajemnicy) obywatele legitymujący się co najmniej tytułem magistra i stanowiskiem dyrektora (jeśli dyrektor – z usprawiedliwionych powodów – nie może być w wyznaczonym miejscu, niedyrektorów musi tam być co najmniej dwóch jednocześnie), spisywani z dowodów osobistych przez ściśle tajnych kurierów, dysponujący odpowiednią pieczęcią (koniecznie, bez pieczęci stają się nieważni!) i zobowiązani do przechowywania rzeczonego papieru w kasie pancernej.
336
BLOG
Przechowywania do szczytowego momentu akcji: udostępnienia go (tego zadrukowanego papieru), starannie wyselekcjonowanym, dopuszczonym do tej czynności, wylegitymowanym (a jakże!) i spisanym z peseli osobom w celu wypełnienia zamieszczonych w nim (w tym papierze) rubryczek. Do asysty w tych czynnościach i dla większej obiektywności każdy z dyrektorów musi skaperować osoby spoza swojej instytucji, towarzyszące całej procedurze wypełniania rubryk i oddelegować z kolei swoich pracowników do pełnienia takiej funkcji w innych, dotkniętych tą procedurą zakładach pracy. Ale to nie koniec.
Niemal identycznie, bodaj czy nie jeszcze tajniejsze procedury obowiązują przy zwrocie już wypełnionych (lub niewykorzystanych, co też się zdarza) druków. Tu elementem decydującym jest nadzwyczaj szczegółowa sprawozdawczość (skutecznie multiplikująca ilość papierów) oraz umiejętność skrzętnego, starannego i zgodnego z instrukcją pakowania paczek w odpowiedniego koloru pudełka i naklejanie na nie specjalnych etykietek różnych rodzajów. Ta ostatnia czynność wydaje się zresztą najważniejsza i sprawia wrażenie decydującej o powodzeniu całego przedsięwzięcia. Błędne naklejenie naklejki na błędną paczkę może spowodować nie lada konsekwencje służbowe.
Opisana wyżej hipertajna superważna – rzec można quasi-militarna w swojej poufności – akcja, podniecająca rokrocznie rzesze obywateli to oczywiście matura.
Co roku opisane wyżej poczynania paraliżują skutecznie ogół szkół ponadgimnazjalnych w Polsce, powodują coś w rodzaju swoistego średnioszkolnego stanu wojennego. Wszystkie inne czynności zostają zawieszone. Trzy podstawowe funkcje szkoły (o których naucza się na pierwszym roku wszystkich kierunków pedagogicznych) zostają w tym momencie zawieszone, no, w najlepszym wypadku zahibernowane. Funkcja opiekuńcza zostaje ograniczona do minimum (czyli do opieki nad piszącymi, sprowadzającej się do nadzoru nad nimi), wychowawcza z oczywistych względów nie ma racji bytu (chyba że jako wychowawcze ktoś potraktuje grzeczne siedzenie w jednoosobowych ławkach, nieściąganie) na dalszy plan schodzi nawet funkcja edukacyjna (wszak na maturze nikt nikogo już niczego nie uczy). Oto ponad wszystkim innym unosi się wszechogarniająca, a nieuwzględniana dotąd w naukowej pedagogice funkcja celebracyjno-proceduralno-egzaminacyjna. Liczy się tylko matura, choć chyba przede wszystkim jej forma, treść odchodzi na plan dalszy.
Tej wybujałej formie celebracji samego egzaminu nie ma się co dziwić. Jeśli ktoś, z jakiś względów dawno nie był w dzisiejszej szkole średniej może się nie orientować, jaka panuje dziś w niej skala dyktatury matury. Do jakiego stopnia wszystko jest jej podporządkowane. To nie jest już jakaś małoliterowa matura, to przecież aż Matura, tak się ją zapisuje we wszystkich oficjalnych dokumentach. Władze oświatowe są samozachwycone. No bo jak to wspaniale wymyśliliśmy – twierdzą – mamy egzamin zewnętrzny, niezależny od szkoły, niezależny od kuratorium i organu prowadzącego, ba, niezależny nawet od Ministerstwa Edukacji. Czyli niejako z definicji obiektywny, identyczny dla całej Polski, weryfikujący pracę wszystkich szkół. Obiektywizujący tę pracę. A więc Prawdziwy Finał. Zwieńczenie. Apogeum. Oświatowy orgazm.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)