Rada-Oburzeni Rada-Oburzeni
159
BLOG

Halny w Żarach - Czyli co z tą Polską Cz. 1

Rada-Oburzeni Rada-Oburzeni Społeczeństwo Obserwuj notkę 1

Co z tą Polską

Oto list przedstawiający jedną z wielu spraw , zgłoszonych do Ruchu Oburzonych, a takich listów otrzymujemy sporo. Będziemy  listy obnażające patologie upubliczniać, gdyż opisane w nich sprawy nie są jednostkowe. Jako Ruch Oburzonych mamy moralne prawo Walczyć wszelkimi metodami z urzędnikami oraz politykami, którzy powodują takie patologie. Bezczynność władzy, grupy interesów, wręcz układy mafijne w wielu miastach w Polsce to normalność.

DOŚĆ TEGO !!!

Andrzej Bugajski -  sekretarz

Ruch Oburzonych

 

Halny w Żarach

Moja historia zaczyna się 17.02.2013, kiedy podpisałam umowę dzierżawy obiektu (hotelu), którym zarządzam jako Dyr. Spółki od 1999r. Przez ok. rok sprawy szły ,, normalnym,, torem. Nie był to rok bez problemów, ciągle musiałam jak poborca podatkowy upominać dzierżawcę o zapłatę czynszu. W styczniu 2014r dług dzierżawcy z tytułu podatku od nieruchomości za 2013r wobec mojej spółki wyniósł 12300zł, Z uwagi na ,, szczególne,, względy Burmistrza i zajęcie spółce hipoteki za 3tys zł. w styczniu , w lutym (było już 20tys zł) wystosowałam ponaglenie do zapłaty z wyznaczony 30-dniowym terminem. Dzierżawcy kompletnie ignorowali pisma i prośby. Kolejny termin minął 3.04.2014r.po ,,lekceważącej rozmowie,, 10 kwietnia br. napisałam wypowiedzenie umowy dzierżawy z godnie z nią dałam im 7-dniowy okres wypowiedzenia. Wiedziałam, że dostarczenie wypowiedzenia nie będzie prostą sprawa, więc postanowiłam to zrobić osobiście. Pracownik spółki dzierżawcy odebrał je, pokwitował odbiór i gdy zrozumiał co odebrał natychmiast zadzwonił do P. Barbary A-K z informacją. Rozmawialiśmy przez telefon krótką chwilę i wtedy zdałam sobie sprawę, że ,,nie będzie łatwo,, ale nie przypuszczałam że czeka mnie ponad 3-miesięczna walka jak z ,,mafią,,. Następnego dnia poproszono mnie na rozmowę. Na spotkaniu byli P. Barbara A-K (nie wiem nawet czy zatrudniona w spółce) jej maż P. Krzysztof prokurent spółki, i chcieli wręczyć mi 24000zł ( zaległy podatek od nieruchomości za 6m-cy) w jednej ręce P. Basia trzymała pieniądze, w drugiej moje wypowiedzenie. Jej słowa ,,jak zniszczysz wypowiedzenie to dostaniesz pieniądze ,, - brzmiały dla mnie jak jakiś żart więc stałam i wyszłam. Wróciłam 17-tego po odbiór obiektu. Wezwałam policję ,żeby ich uspokoiła i staneła po stronie właściciela. Niestety kazano mi skierować sprawę do sądu cywilnego. Od 17.04-P. Basia uznała, że jeśli jest bez umowy, to nie musi płacić mojej spółce nic. Po tym zdarzeniu zaczęłam zastanawiać się z kim mam do czynienia, zaczęłam zbierać informację na ich temat . I cóż się okazało, dotarłam do 4 obiektów które również dzierżawiła, z każdego wyjeżdżali pod osłoną nocy i ślad się urywał. Nigdy nie wyjeżdżali z pustymi rękami, właściciele nie mogli ich znaleźć. Okazało się że mają ,,trochę,, spraw w sądach, już wydanych wyroków, że nie są to ludzie o nieposzlakowanej opinii. Mój strach o majątek spółki sięgnął zenitu. Nie opiszę u ilu osób byłam szukać pomocy, słyszałam tylko jedno – sąd cywilny. Wiedziałam, że gdybym to zrobiła to nie miałabym już miejsca pracy. Odkryłam że przeciwko nim jest prowadzone postępowanie w prokuraturze Rejonowej w Zielonej Górze prawie rok i zostało zawieszone z uwagi na stan zdrowia P. Basi. Ale wróćmy do dnia przejęcia obiektu 17.04.2014r. Po nieudanej probie pojechałam na policję złożyć doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 193KK o ,, zakłóceniu miru domowego,, po rozmowie z zastępcą komendanta policji w Żarach przedstawiłam dokumenty, przedstawiłam filmik nagrany 17.04- przedstawiłam tam wycinki z gazet o podobnym zdarzeniu z P. Basią i zawieszenie postępowania prokuratury, policjant poinformował mnie, że szybko przesłucha drugą stronę i odda akta do prokuratury i czekamy na ich decyzję. Po tygodniu umówiłam się z policjantem prowadzącym sprawę, na spotkanie poprosił mnie żebym przyszła na 11:00, bo o 9:00 przesłuchuje prokurenta spółki P.K. Pojechałam pod policje o 9:00 i w samochodzie czekałam na jego wyjście, po 10:30 wyszedł z Komendy uśmiechnięty i zadowolony, wtedy zdałam sobie sprawę , że coś jest na rzeczy. Weszłam na komendę i poprosiłam o spotkaniem z policjantem prowadzącym sprawę, wyszedł do mnie i w korytarzu poinformował mnie, że nie musi mnie dodatkowo przesłuchiwać, że sprawa jest w toku. Już wiedziałam, że ,, sprawa utknie,,. Minął miesiąc, dzierżawcy nadal robili interesy i nie płacąc mojej spółce. Ich pewność siebie mnie przerażała nie wiedziałam z czego ona wynika. Ok. 25 maja zamknęli restaurację. Nie mogłam wejść do obiektu, miałam dostęp tylko do mojego biura w II skrzydle budynku. Lokalne gazety rzuciły się na temat jak sępy, biorąc stronę dzierżawców. Wynajęłam firmę ochroniarska ( spoza Żar) i próbowałam przejąć obiekt. Jakież było moje zdziwienie jak wjeżdżając do hotelu zobaczyłam zamknięta bramę a w środku P. Basię z policjantami. Nie wpuścili mnie na teren posesji a po 15 minutach na miejsce dojechało 20 policjantów i szef wydziału gospodarczego miejskiej policji który wytłumaczył mi że muszę ,,pójść do SĄDU,, o eksmisję . Szopka trwała 4 godziny i niestety musiałam spod bramy pojechać do domu. 2 czerwca ok. 15:00 wraz ze znajomymi i ochroniarzami weszłam do swojego biura i przez wewnętrzny korytarz do recepcji gdzie zostałam prokurenta spółki,w saloniku przy recepcji usiadłam do rozmowy. Poprosiłam go o rozwiązanie polubowne tego konfliktu i zaproponowałam podpisanie porozumienia-wy możecie zrobić zakontraktowane imprezy ale pod warunkiem opuszczenia obiektu. Po konsultacji telefonicznej z żoną odmówił. Tak przetrwaliśmy w spokoju do rana. Ok. 8:00 do hotelu przyjechało jego 2 synów i zaczął się ,, cyrk,, zaczęli od wyzwisk w moją i znajomych stronę , później były groźby i wynoszenie mebli na których siedzieliśmy, aby nie eskalować napięcia wycofaliśmy się do biura. Nie rozumiałam tego co się dzieje, dlaczego nie chcą odpuścić i opuścić hotelu , różne myśli przychodziły mi do głowy. Postanowiłam wyjechać autem przed bramę wjazdową i w nim spać, myślałam, że może wtedy zrozumiem całą sytuację. Spałam w aucie przez tydzień. Po 6 dniach P. Basia wróciła do hotelu, po nocnej ,,balandze,, chwiejnym krokiem ok.2 w nocy, podeszła do mojego samochodu i zaczęła walić pięściami po masce i krzyczeć ,, kiedy k***o skończysz ten cyrk,,. Naprawdę nie rozumiałam jej zachowania. Zrozumiałam następnego dnia. Ok.12:00 wsiadła do samochodu ze swoim pracownikiem pojechała do swojego ,,mentora,,. Udziałowcami w mojej spółce są Panowie ze Szwajcarii, którzy w trakcie konfliktu rozmawiali z dzierżawcami. P. Basia cały czas mówiła o kupnie hotelu, o rzeczoznawcy, na co wspólnicy że cena jest ustalona, jeśli mają pieniądze to transakcja u notariusza może nastąpić szybko, nie rozumieli po co rzeczoznawca. P. Basia też nie umiała (nie chciała) tego wytłumaczyć. Podatek od nieruchomości w wysokości 24tyś zł P. Basia wpłaca ze swojego konta w dniu 11.04.2014 (jeden dzień po wypowiedzeniu) na konto Urzędu Miasta, w przelewie pisze ,,podatek od nieruchomości za 9,11,12- 2013r i 1,3-2014. w opisie brak adresu nieruchomości a mimo to Urząd, przyjmuje przelew i pani księgowa ,,jasnowidząca,, wie czego przelew dotyczy. Mało tego za 3m-ce ubiegłego roku moja spółka zapłaciła już w styczniu Urzędowi Miasta i co robi Burmistrz żeby nie oddać pieniędzy na konto mojej spółki? postanawia zaksięgować 12,000 tyś zł na ,,przyszłość,,. Łamie ustawę o podatkach i ,, wszyscy są zadowoleni,, pani Basia ma za sobą ,, ważną osobę w mieście i śmieje mi się w twarz,,. Wiem że zostałam sama i podejmuję ostatnią decyzję, teraz albo nigdy. Planuję z firma z Wrocławia wejść na obiekt, czekamy aby dzierżawcy opuścili go. Udaje się, wjeżdżamy- brama otwarta, wchodzimy do hotelu (drzwi otwarte). Grzecznie się przedstawiam i proszę pracowników P. Basi o opuszczenie hotelu i zabranie rzeczy osobistych. Wychodzą grzecznie za bramę my ją zamykamy i czekamy na policję ( wiemy że ktoś z nich zadzwoni) po 15 min przyjeżdża policja z Żar i P. Basia. Po chwili przyjeżdża szef wydziału kryminalnego i prosi mnie (polecenie prokuratora) abym pojechała z nim na komendę na przesłuchanie. Cel ?Zarzut pobicia P. Basi i jej męża. Mówię na policji że ich nie było na obiekcie, że to kłamstwo- są świadkowie. I co ? I nic

    wracam do hotelu - policja ciągle jest, spisuje dane wszystkich pracowników firmy ochroniarskiej, sprawdzają licencje, pozwolenie. To się dzieje 26.06.2014r. P. Basia chce wejść po rzeczy osobiste. Pozwalam tylko w asyście policji, ochroniarza i mojej. Pakuje się trzy godziny po czy opuszcza teren hotelu. Zaczynam w końcu pracować. Spokój jednak nie trwa długo 15.07.2014 o godzinie 1:00 w nocy odbieram telefon zapłakanej pracownicy, że P. Basia z ośmioma bandytami włamują się do zamkniętego hotelu- rozwierca zamki. Jestem w hotelu po 2 minutach, wchodzę zamki rozwiercone, na ladzie recepcji leży wiertarka. P. Basi maż ,jej 2 pracowników biegają po obiekcie. 8 ochroniarzy siedzi wygodnie na kanapach. Z firmą ,,Cerber,, przyjechał prawnik. Na moje pytanie jakim prawem są tutaj – odpowiadali P. Basia jest właścicielką. Mój gniew sięgnął zenitu. Po chwili przyjeżdża policja i na pytanie ,, co się stało?,, słyszą odpowiedź- ta pani wraz z bandytami włamała się do mojego hotelu. Policjanci nie reagują, są świadkowie, jest wiertarka, rozwiercone zamki i nic. Policja prosi o dokumenty. Idę więc do biura- nie było mnie 2 minuty, wracam i nie ma już policji. I wtedy pierwszy raz w życiu o mało nie dostałam zawału. Stoję o 1:30 na ciemnym pustym parkingu i nie wiem co mam zrobić!!! Autentycznie się wystraszyłam. Zadzwoniłam do siostry aby znalazła mi numer telefon do komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie i opowiedziała co tu się dzieje. Po 2 minutach oddzwoniła i powiedziała, że dyżurny nie mógł uwierzyć w to co słyszy, obiecał że zadzwoni do Żar i zapyta jakie działania podjęli. Nie minęły 4 minuty i policja wróciła do hotelu. Już wiedziała co ma robić- choć nie do końca,wzięli wszystkie dokumenty i po wnikliwej analizie powiedzieli P .Basi ,że ma opuścić hotel, zabrać wszystkie swoje rzeczy i zapomnieć o hotelu. Po ok. godzinnej przepychance słownej z policjantami zaczęła się pakować, wywodziła co jej i co nie jej
    (zginęła mi pieczątka firmowa, dokumenty firmy, kluczyki od samochodu) zgłosiłam kradzież policji na miejscu- bez reakcji. Policja wyjechała ok. 4 rano, zostawiając P. Basię, męża, 2 pracowników i 8 ochroniarzy. Wyprowadzka trwała do 17:00 godz. Klienci zaczęli się do mnie zgłaszać, okazało się ,że wzięła zaliczki i całą kwotę za wesela których nie zrobiła. (na ok. 60 tyś. zł.)Resztę rezerwacji z mojego hotelu przeniosła do stadniny koni (1000 m od mojego hotelu), którego właścicielem jest żona Burmistrza. I interes P. Basi dalej się kręci . W 1999r kupiliśmy obiekt internatu od Starostwa w Żarach, zainwestowaliśmy ogromne pieniądze w dostosowaniu go do potrzeb hotelowych w standardzie 3 gwiazdek. Obiekt ma 3000 metrów kwadratowych, na gruncie 2ha położony w starym parku przy dwóch drogach krajowych. ,, Łakomy kąsek,, stałby się własnością oszustów, ludzi pozbawionych skrupułów, którzy nigdy ( dotyczy osób zamieszanych) nie pracowali ciężko ani uczciwie. Napisałam swoją historię ku przestrodze, aby uczciwi ludzie, którzy coś w życiu osiągneli nie liczyli na pomoc ludzi na pensje których ciężko pracujemy.

TAKI KRAJ, TACY LUDZIE!!!



Ewa Dżugała

 

 

P.S. Te i inne sprawy będziemy przedstawiać na naszej stronie w dziale forum www.oburzeni.org.pl.

 

www.oburzeni.org.pl wszelkie informacje na temat Ruchu Oburzonych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo