W kontekście śmierci Tadeusza Mazowieckiego... Jak to sie dzieje, że za życia danej osoby słabo brzmią głosy osób odpowiedzialnych za ocenianie moralne postępowania, posunięć osób publicznych, które to posunięcia mają konsekwencje konkretne i praktyczne dla życia milionów osób w państwie. Dana osoba publiczna zachowuje się "kontrowersyjnie". My jednak nie słyszymy ocen jej postępowania. Natomiast po śmierci odbywają się uroczystości z pompą i wielkim zadęciem - rodzaj świeckiej kanonizacji.
Zastanawiam się, czy na przykład, gdyby jaśnie nam panujący obecnie premier, umarł niebawem, to też odbyłaby się "świecka kanonizacja" z udziałem najwyższych dostojników Kościoła? Życzę bliźnim jak najlepiej, więc oby tak było. Jednak...
Zastanawia mnie i frapuje ta jedna rzecz... Wygląda na to, że nie ma specjalnie znaczenia co i jak się robi. Ważne, żeby pełnić ważne funkcje oficjalne, państwowe. Jak ten warunek się spełni, następuje przedziwny "proces kanonizacyjny".
Premier Tusk popiera związki partnerskie, popiera in vitro, popiera tzw. aborcyjne status quo. Ale jednocześnie (jak czytam i oglądam na stronach www.kprm) spotyka się z polskimi misjonarzami w Afryce, otwiera wystawę poświęconą polskiemu kardynałowi Kozłowieckiemu itd., itp.
To o co w tym wszystkim chodzi?... Czyżbyśmy żyli w czasach paxu, w czasach jakiegoś przedziwnego mariażu chrześcijańskich relatywistów moralnych (a'la teologia wyzwolenia) z władzą świecką? Jak to wytłumaczyć?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)