Stefan Niesiołowski jak zawsze w formie. Śmieszy, przestrasza. Nic to nowego. Dziś postanowił wytoczyć nieco piany w kierunku następującym (to rzecz jasna dwa wyjątki, acz cały kabaretowy występ wart jest posłuchania: http://www.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/Blog/Gosc-Radia-ZET-Stefan-Niesiolowski#).
Pan poseł najwyraźniej postawił sobie za zadanie przekraczania kolejnych zasad kultury i dobrego smaku. Dziś dokonało się to via „Radio Zyyy”. Pouczał m.in. kardynała Stanisława Dziwisza, który ośmielił się udzielić wywiadu (parszywemu organowi) „Do Rzeczy”. Nic to, że kardynał przytoczył fakt, że przeciwko pochówkowi Lecha i Marii Kaczyńskiego na Wawelu nie miał nic jeśnie nam panujący Komor Bronikowski (wówczas, nomen omen, P.O. „jaśnie nam panującego”).
Pan Stefan zrzędzi i narzeka. Jak co dzień. Kogo mi przypomina?... Oczywiście, tak, posła kręcącego pedałami, najsłynniejszego rowerzystę z Biłgoraja. I niedawnego zagończyka jedynie słusznie panującej OP(a reczej PO)cji. Tamten odjechał (w smutnym kierunku), przyjechał Stefek. I też kreci. A co, ma czym (piany u niego pod dostatkiem). Straszy, musztruje, poucza.
Najbardziej rozczulił mnie tym, że nie zauważył (wiek ma swoje prawa?), że Amerykanie podsłuchiwali Polaków i innych „sojuszników”, bo… po prostu tego chcieli. Bo dobrze wiedzą, że sojusznicy (najemnicy) sojusznikami, ale własnych grzybów w lesie pilnować trzeba samemu.
Mogliby się wreszcie i nasi zarządcy folwarkowi nauczyć czegoś od starszych (wyższych i bardziej barczystych) h’amerykańskich partnerów (tfu!...). Nie chce im się, czy nie kumają o co w tym wszystkim chodzi (skoro MSZ używa, jako metody dowiadywania się o podsłuchiwaniu, „zwracania się z zapytaniem” do podejrzewanych o podsłuchiwanie)?
I jak tu się nie śmiać?... Bo też co nam lepszego (innego) tak naprawdę zostaje?… Wszak cała piana snowa w mikrofon paszła.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)