ROMASZEWSKI ZGŁUPIAŁ
Żal mi wicemarszałka senatu Zbigniewa Romaszewskiego. Skompromitował się doszczętnie. Jego udział w programie TVN Fakty po Faktach to nieporozumienie. On nie należy do osób medialnych. To wiemy. Tym bardziej powinien unikać rozmów na żywo których tematy wiążą się z bardzo kontrowersyjnymi sytuacjami. Jest jednak wicemarszałkiem, to zobowiązuje. Kiedy jednak zabiera glos publicznie wypowiada się w imieniu senatu a nie swoim własnym. Tak jest traktowany przez słuchacza i telewidza. Symbolem klęski jest nienawiść i nietolerancja dla krzyża. Przyszli ludzie i postawili krzyż. Ludzie to miejsce wybrali i trzeba mieć dużo tupetu, żeby ten wybór miejsca kwestionować. Po co go usuwać nie przedstawiając im w zamian nic? Komu ten krzyż przeszkadza? - pytał w "Faktach po Faktach" na antenie TVN24 Zbigniew Romaszewski.
Odpowiadam Panu Romaszewskiemu na jego pytania. Panie Romaszewski mnie , Aleksandrowi Świeykowskiemu, przeszkadza ten krzyż w tym konkretnym miejscu. Zapewniam, że będzie przeszkadzał tak długo, jak długo tam będzie stał. Nie życzę sobie by tam pozostał. Nie życzę sobie dlatego, ponieważ nie jestem idiotą i widzę, że nie o krzyż chodzi lecz o wzniecanie niepokojów w umysłach ludzkich. Widzę przede wszystkim grupkę rozjuszonych fanatyków. Przypominają mi rodzaj sekty przed którymi kościół katolicki nas ostrzega. Ci ludzie stoją pod krzyżem, którego na razie jeszcze żaden ksiądz kropidłem nie pokropił. Ale to ich sprawa. Jeżeli jednak Pan Senator, jako senator, jako członek polskiego parlamentu powiada, że to co obserwujemy pod pałacem prezydenckim to „nienawiść i nietolerancja dla krzyża” , to zapewniam Pana iż plecie Pan bzdury. Ja nie godzę się na to, by ten krzyż tam pozostał i nie jest to efekt mojej – jak Pan tego chce – nienawiści i nietolerancji dla krzyża.
Mój stryjeczny dziadek , ksiądz Bronisław Świeykowski / brat mojego dziadka/ to w Gorlicach osoba wynoszona na piedestały./ przy ulicy ks. Bronisława Świeykowskiego Pana koleżanka posłanka PiS ma biuro poselskie w Gorlicach/ On wychowywał mojego ojca. Cała rodzina zawsze była wierną naszej religii katolickiej. Osobiście mam wśród księży przyjaciół. Jako dziennikarz RP RWE w Monachium spotykałem się w różnych stolicach europejskich z podróżującymi po Europie polskim biskupami. Zapewniam, nie ma we mnie nienawiści i nietolerancji dla krzyża. Powtarzam. Nie godzę się jednak na to, by grupa nawiedzonych fanatyków i kryjący się za nimi politycy Pana partii, wbrew opinii i przekonaniom olbrzymiej większości Polaków, budowali sobie miejsce kultu i spotkań politycznych pod oknami urzędujących prezydentów naszego kraju. Nie godzę się, bo to wstyd.
Twierdzi Pan, że ludzie to miejsce wybrali i trzeba mieć dużo tupetu, żeby ten wybór miejsca kwestionować. Według dostępnych informacji miejsce to dla tego krzyża wybrało dwóch harcerzy. Otrzymali oni zapewne przyzwolenie swojego druha przełożonego i tyle. I Tylko tyle. Wszystko co potem, to już polityka. To już tylko i wyłącznie manipulacja. Dziwię się, że jest Pan jej uczestnikiem. Czyżby rozumu i Panu zabrakło?
Przepraszam za powyższe słowo. Nie znajduję jednak innego. Pozwalam sobie na nie, bo wiem iż był Pan wiernym słuchaczem moich audycji, komentarzy i felietonów. Kilka lat temu wspomniał mi Pan o tym. Sprawiło mi to przyjemność. Dzisiaj, odebrałbym te słowa inaczej, ze smutkiem. Byłby to bowiem powód, by przypuszczać, iż był Pan bardzo mało uważnym słuchaczem moich audycji.
Panie Senatorze, całkowicie rozśmieszyło mnie kolejne pytanie z dzisiejszej rozmowy w TVN: Po co go usuwać nie przedstawiając im w zamian nic?
W dalszej części programu dał Pan odpowiedź, twierdząc, że na jakąś płaską płytę to Pan nie wyraża zgody. A na co Pan wyraża? Na jakiś monument – to Pan powiedział. Jestem przekonany, że Pana koledzy powiedzą , że nie monument a popiersie, inni dodadzą, że pomnik i zacznie się walka o jego wysokość. Wreszcie ktoś z harcerzy, albo tych bezrobotnych krzykaczy napisze na kawałku tektury, że to powinno być mauzoleum . Co Pan na to? Czy to tak trudno sobie wyobrazić? Więc mądrzejsi są ci, którzy nie obiecują niczego konkretnego. Każda próba przedstawienia jakiegokolwiek szczegółu będzie stanowiła przyczynek do eskalacji kolejnych działań i buntów. W nim zawsze uczestniczyć będą ci sami ludzie.
Apeluję zatem do Pana jako senatora, jako wicemarszałka senatu niech Pan przemyśli jeszcze raz wszystko od początku i zacznie reprezentować interesy wszystkich, albo przynajmniej większości Polaków, a nie grupki pozbawionych rozumu, rozrabiaczy. Szkoda, by w ten sposób trwonił Pan dorobek swego życia.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)