KOMOROWSKI ZNACZY NADZIEJA
Coś ważnego się wydarzyło. Z ekranów telewizyjnych powiało normalnością. Więcej. Radością i przede wszystkim nadzieją, optymizmem, zapowiadające wzajemne zrozumienie i poszanowanie. A więc słowa nieco inne niż te które wykrzykują „obrońcy” krzyża.. Z parlamentarnej trybuny popłynęły słowa spokojne, myśli ułożone, bez jadu i nienawiści. Tylko na pojedynczych twarzach członków pewnej partii można było jeszcze zauważyć grymas bólu, może zawiści. A może to tylko zwykła gorycz wciąż przeżywanej porażki?
Chciałbym uwierzyć, że tren przykry grymas świadczy, iż i do nich dociera pomału prawda, że stanowią mniejszość, a to co do tej pory wyprawiali, ich zachowania i słowa to ogromny worek błędów, których teraz już trzeba się tylko wstydzić. Można oczywiście być nieobecnym. Taką drogę obrał wódz. Tłumaczenie szefa jego klubu parlamentarnego, iż nieobecność wodza, to sprawa oczywista i rezultat jakiejś wyimaginowanej pretensji o dzień wczorajszy, o przeszłość , to kolejny błąd. Nieobecni nie mają racji. Polityk, a zwłaszcza ten, który chciałby uchodzić / o zgrozo/ za męża stanu, musi o tym wiedzieć i pamiętać.
Prezydent Bronisław Komorowski, olbrzymia większość polskiego parlamentu, długa lista - bardzo długa – obecnych w parlamencie na uroczystościach gości – to naprawdę wydarzenie na miarę epoki. Ciężko będzie dzisiaj i przez następne dni powtarzać, że Polska to dzicz, że kraj pogrąża się w kryzysie, że Platforma i jej politycy zmierzają ku dyktaturze.
Uroczystości zaprzysiężenia nowego prezydenta RP zadają kłam wszystkim oskarżeniom, zarzutom i obelgom wypowiadanym przez Kempę, Girzyńskiego, Brudzińskiego, Nelli Rokitę,Cymańskiego itd. Lista jest długa. Dzisiaj chowają się po kątach jak zbite kijami zwierzęta. Chowają się razem ze swoim liderem. Wstydzą się pokazać swoje twarze. Wiedzą , że dzisiejszy dzień jest dniem ich klęski. Mają wprawdzie czas i możliwość udać się pod krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Ale zapewne dotarły do nich wieści, iż nawet i ta grupka fanatyków kurczy się z dnia na dzień, a ci co zdecydowali się tam pozostać są obiektem kpin, drwin i pośmiewiska. Polscy biskupi, pasterze naszego kościoła są dzisiaj tam, gdzie zaczyna się nowa rzeczywistość, gdzie padają słowa otuchy i nadziei a nie pogardy, pretensji i oskarżeń. Czy oni to zrozumieją?
Wątpię. Zresztą zaraz sam się o tym przekonam. Po upublicznieniu tych kilku zdań, znowu ujawnią swój „patriotyzm” prawdziwi patrioci.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)