254 obserwujących
1899 notek
2986k odsłon
1638 odsłon

"Mentalność Polaków", czyli co musieliśmy w historii

Wykop Skomentuj26

Polska historia nie od dziś jest przedmiotem wielu sporów i dyskusji, co nie może dziwić. Dziwi za to, że coraz częściej osoby poddające analizie poszczególne wydarzenia z naszych dziejów są natychmiast klasyfikowane przez niektórych jako „rewizjoniści”. Tak czyni na przykład w swoim tekście dla „Teologii Politycznej” Przemysław Żurawski vel Grajewski. Niestety sam w debacie na temat polskiej historii poddaje się głównie emocjom. Tymczasem analizując historię i politykę emocje trzeba trzymać od siebie jak najdalej.
Trudno podjąć pełną polemikę z panem Żurawskim vel Grajewskim, ponieważ jego tekst pełen jest wątków i tez mieszających się nawzajem. To zresztą stanowi moim zdaniem główny błąd popełniony przez autora – wrzucił do jednego worka szereg zagadnień, które w żaden sposób nie powinny był łączone. Ale najwyraźniej dla Żurawskiego vel Grajewskiego w całej polskiej historii (a przynajmniej historii ostatnich 250 lat) nie ma miejsca na inną ocenę i inny obraz, niż tylko zero-jedynkowy.
Uważam jednak, że z tekstem Żurawskiego vel Grajewskiego należy podjąć polemikę, a zwłaszcza z jego naczelną tezą, a jest nią, jak sądzę, wizja niemal marksistowskiego (albo po prostu marksistowskiego) determinizmu historycznego, który ma rzekomo rządzić losem Polaków. Zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego, nie było dla Polaków innej drogi w ostatnich 250 latach, niż ta, jaką przebyliśmy. A kto śmie mieć inne zdanie, jest „rewizjonistą”.
Jak stwierdza Żurawski vel Grajewski:
Krytyka polskiej romantycznej tradycji rzekomego szaleństwa stawiania oporu najeźdźcom, tak modna w ostatnich latach w polskiej publicystyce historycznej jest skierowana do osób nieznających historii i nierozumiejących natury procesów społecznych nią rządzących. Wizja dziejów prezentowana przez rewizjonistów jest mieszaniną faktów dobranych pod tezę, przemilczeń i prostej ignorancji, oraz niezrozumienia tego, że stan mentalny społeczeństw i decydentów jest tak samo realnym składnikiem rzeczywistości, jak dywizje, surowce i pieniądze. Inaczej nie byłoby różnic między Mordwinami a Czeczenami – jako ludami podbitymi przez Rosję. O pierwszych słyszał mało kto, o walce drugich zaś prawie wszyscy. I nie wynika to z różnic ich zasobów materialnych, lecz właśnie z mentalności. Objaśniając dzieje walki Polaków o wolność nie wolno zapominać o tej regule.
Jak wiemy, najostrzejsze dyskusje na temat polskiej historii toczyły się w ostatnich latach (chociaż właściwie nie latach, a dekadach, o czym teraz się zapomina) wokół Powstania Warszawskiego i polskiej polityki w przededniu wybuchu II wojny światowej – co zresztą nie dziwi, bo te wydarzenia nadal mają bezpośredni wpływ na nasza rzeczywistość. Jednakże Żurawski vel Grajewski w swoim tekście scala w jedno wszystkie wydarzenia od czasu rozbiorów. Wprowadza ponadto bardzo ryzykowne pojęcie „mentalności Polaków”, która ta mentalność rzekomo ma kierować naszymi poczynaniami – a przede wszystkim, która miała się nie zmienić przez ostatnie 250 lat. Trzeba było skrajnego braku realizmu w Berlinie, Petersburgu i Wiedniu, żeby sobie wyobrazić, że podzieli się Rzeczpospolitą i będzie się tym łupem zarządzać jak każdymi innymi prowincjami. To nie my byliśmy „romantycznymi szaleńcami”, lecz zaborcy, niepotrafiący ocenić oczywistych realiów psychospołecznych podbijanych ziem – stwierdza Żurawski vel Grajewski pisząc o „błędzie” jaki popełnili zaborcy zajmując Polskę.
Trzeba przyznać, że taką argumentacją Żurawski vel Grajewski wznosi publicystykę historyczną na zupełnie inny poziom, stawiając, jak rozumiem, tezę, że Polacy od wieków prezentują jakiś stały typ „realiów psychospołecznych”. Co to w ogóle znaczy? Zapewne autorowi chodziło o coś potocznie nazywanego „charakterem narodowym”. Pomijając już kwestię, że „charakter narodowy” to raczej kwestia stereotypów, to trudno przyjąć bez zdziwienia koncepcję według której „realia psychospołeczne” pozostawały wśród Polaków stałe i niezmienne od końca XVIII wieku, w dodatku niezmiennie w taki sam sposób determinując decyzje polskich elit politycznych.
A jednak zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego tak właśnie było. Zaborcy „popełnili błąd” dokonując rozbiorów bo zajęli ziemi zamieszkane przez ludzi miłujących wolność (a to za sprawą wychowania w – najwyraźniej budzącym zachwyt Żurawskiego vel Grajewskiego – ustroju I Rzeczypospolitej) i gotowych do wywoływania kolejnych powstań.
W tym miejscu warto zauważyć, że w całym swoim tekście Żurawski vel Grajewski nie wyjaśnia, w czym właściwie objawił się brak realizmu w Berlinie, Petersburgu i Wiedniu, gdy władcy z tych stolic decydowali się na kolejne rozbiory Polski. Jak można zrozumieć z reszty tekstu (poświęconego głównie kolejnym polskim powstaniom), Prusy, Austria i Rosja naraziły się w ten sposób głównie na konieczność pacyfikacji kolejnych polskich zrywów. Dlaczego miałby być to dla tych imperiów, przyzwyczajonych do wojen i tłumienia buntów jakiś szczególny problem – tego z tekstu Żurawskiego vel Grajewskiego się nie dowiemy.
Zamiast tego otrzymujemy od Żurawskiego vel Grajewskiego mocno uproszczone (i niestety naiwne) streszczenie polskich dziejów od rozbiorów po czas PRL. Trudno mi w krótkim tekście odnieść się do wszystkich wątków poruszonych przez Żurawskiego vel Grajewskiego, bo to co jego zdaniem jest takie proste moim zdaniem wcale takie proste i łatwe w wytłumaczeniu nie jest.
Na przykład konfederacja barska, tak przedstawiona:
W 1768 r. Repnin porwał biskupów i senatorów i wywiózł do Rosji. Król, hetmani, wojsko – nic. Rzecząpospolitą byli jednak jej zbrojni obywatele, a tym nie dało się wytłumaczyć, że nic się nie stało. Odpowiedzią była Konfederacja Barska i cztery lata uporczywej wojny partyzanckiej (obywatelskiej – nie państwowej), której Rosja sama wygrać nie potrafiła i z niechęcią musiała zgodzić się na pruską propozycję odstąpienia części łupu Berlinowi i Wiedniowi.
Pomijając już fakt, że wydarzenia z roku 1768 miały swoje przyczyny dużo wcześniej w chaosie politycznym trwającym w I RP od dekad (o czym Żurawski vel Grajewski jako apologeta „szlacheckiej wolności” na wszelki wypadek nie wspomina), to sama konfederacja nie była bynajmniej „obywatelskim oporem” przeciwko Rosjanom. Wśród konfederatów byli przyszli bohaterowie narodowi, ale byli tez późniejsi targowiczanie. Politycznie konfederacja była zresztą zwrócona głownie przeciwko polskiemu królowi, a nie Rosji i była okresowo wspierana a to przez Prusy, a to przez Austrię (a czasem i przez samą Rosję) – byle tylko w Polsce trwał chaos i wojna domowa.
(Wywody Żurawskiego vel Grajewskiego na temat konfederacji barskiej są szczególnie kuriozalne w kontekście późniejszego fragmentu jego własnego tekstu, tym razem na temat roku 1939: Wówczas historii uczono dobrze i Beck sam wspominał, że brak oporu Rzeczypospolitej wobec zajęcia starostw spiskich w latach 1769-1770 był preludium do I rozbioru. – Przecież Polska nie miała szans na opór bo właśnie trwała tak wychwalana przez Żurawskiego vel Grajewskiego wojna domowa znana obecnie jako konfederacja barska…)
Skoro już jesteśmy przy XVIII wieku, bardzo ciekawym w kontekście analizy politycznych decyzji Polaków, to oto jak Żurawski vel Grajewski opisuje wojnę w obronie Konstytucji 3 Maja:
W 1792 r. Rosja, wspierająca magnatów zbuntowanych przeciw „pogwałceniu wolności i praw kardynalnych Rzeczypospolitej w drodze zamachu stanu z dnia 3 maja 1791 r.”  uderzyła na Polskę i Litwę. W ich obronie stanęło 60-tysięczne wojsko, ale król i inni „rozsądni” decydenci po kilku bitwach, gdy armia rosyjska ledwo przekroczyła Bug, nakazali kapitulację. Skutkiem był II rozbiór i konieczność podjęcia walki dwa lata później, ale już tylko w 30 tys. wojska.
Bardzo interesujące, co Żurawski vel Grajewski zrobiłby w 1792 roku, gdy armia rosyjska ledwo przekroczyła Bug? Zwłaszcza, że zanim go przekroczyła rozbiła już praktycznie całe polskie wojsko, dużo słabiej uzbrojone i wyszkolone? Czy jego zdaniem Polska miała wówczas szansę na ocalenie niepodległości i Konstytucji 3 Maja? A jeśli tak, to w jaki sposób?
Cóż, ja lubię zadawać takie pytania, ale tu wracamy do meritum tekstu Żurawskiego vel Grajewskiego, którym wcale nie jest analiza wydarzeń historycznych, ale krytyka „rewizjonistów”. Zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego takich pytań jak moje zadawać nie wolno, bo to „rewizjonizm”. Z jego punktu widzenia może nawet nie tyle „nie wolno”, co nie ma sensu, bo przecież nie decyzje, uwarunkowania, układy sił mają znaczenie, ale „mentalność”. A ta „mentalność” zawsze pchała Polaków do powstań, więc o czym tu dyskutować?
W wizji polskiej historii według Żurawskiego vel Grajewskiego zawsze jest jakieś „musiało” (stąd wspomniałem wcześniej o marksistowskim determinizmie historycznym). Oto jak opisuje powstanie styczniowe:
W 1863 r. powstanie znów musiało wybuchnąć. Wszak właśnie dopiero co Anglia i Francja pobiły Rosję w obronie Turcji (wojna krymska 1853-1856), a potem Francja pobiła Austrię w obronie Włoch (1859). Zjednoczyły się Włochy i Rumunia. Jak można było oczekiwać od ówczesnych Polaków przekonania, że tylko o Polskę nikt się z Rosją bić nie będzie, a Polacy są słabsi od Włochów i od Rumunów?
No tak, nic tam spory stronnictw Białych i Czerwonych, nic tam meandry polityki Wielopolskiego, nic tam europejskie gry mocarstw. „Musiało” i już, bo inaczej Polacy popadli by w kompleksy wobec Włochów i Rumunów. A co z kompleksami wobec Zulusów, też sobie nieźle radzili przecież.
Oczywiście Żurawski vel Grajewski w swoich rozważaniach dociera w końcu do roku 1939 i oczywiście by się bił. Chciałbym napisać, że się z nim w tym miejscu zgadzam – bo moim zdaniem (chociaż dla Żurawskiego vel Grajewskiego zapewne jestem „rewizjonistą”) należało, mimo wszystko, stanąć w 1939 przeciw Hitlerowi. Problem jednak w tym, że moja ocena sytuacji w latach trzydziestych XX wieku wynika z analizy szeregu „za i przeciw” i długich dyskusji toczonych latami przeze mnie i dekadami przez wielu przede mną. Tymczasem dla Żurawskiego vel Grajewskiego to znowu po prostu „musiało” i „mentalność Polaków”. Symptomatyczne, że pisząc o wybuchu II wojny światowej Żurawski vel Grajewski koncentruje się na ostatnich miesiącach przed 1 września 1939 roku, a przecież to co się wówczas wydarzyło było efektem politycznych gier trwających od znacznie dłuższego czasu.
Z Przemysławem Żurawskim vel Grajewskim mogę zgodzić się w tylko jednym jego stwierdzeniu: Historia, traktowana powierzchownie, dostarcza „dowodów” na rzecz dowolnej tezy. Tak dokładnie jest, co niestety udowodnia tekst, z którym polemizuję. Polska historia zasługuje na więcej, niż analizy oparte na wierze w „charakter narodowy” i deterministyczne „musieliśmy”. Nie, wcale nie musieliśmy. A rozważania o tym, czego nie musieliśmy to nie jest „rewizjonizm” i brak szacunku dla Polaków.

https://teologiapolityczna.pl/bic-sie-czy-nie-bic-oczywiscie-bic-rzecz-o-mialkosci-kapitulanckiego-rewizjonizmu-historycznego

Wykop Skomentuj26
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura