Informując o pożarze moskiewskiego szpitala, w którym zginęło 45 osób, agencje przypominają, iż w Rosji co roku ginie w pożarach 18 tysięcy ludzi (10 razy więcej niż w USA). To jednak jest niczym, wobec corocznych 50 tysięcy ofiar zatruć alkoholem. Tak jest, niełatwo być Rosjaninem. Doliczmy ofiary wojny w Czeczenii, fali w wojsku, przestępczych porachunków, wypadków samochodowych oraz samobójstw i uzyskujemy imponujący współczynnik zgonów – 15 na 1000 mieszkańców. Według danych WHO rocznie liczba mieszkańców Rosji spada o 700 tysięcy. Warto też zaznaczyć, że ok. miliona osób jest w tym kraju zarażonych wirusem HIV, co stanowi największy procent zarażonej populacji poza Afryką.
Mało który rosyjski mężczyzna umiera z przyczyn naturalnych (chyba, że za takową uznać alkoholizm). Sześćdziesiątki dożywa co drugi Rosjanin, co stanowi najgorszy współczynnik w Europie.
Czy mnie to martwi? Oczywiście nie. Wymierająca Rosja wkrótce nie będzie w stanie być dla kogokolwiek zagrożeniem. Póki co jednak, nadal ma mocarstwowe aspiracje. Tymczasem wyżej przytaczane liczby dowodzą, że Rosjanie nie mają żadnego poszanowania dla ludzkiego życia, także swojego.
Rosja jest obecnie traktowana jak każdy inny cywilizowany kraj. Tymczasem to organizm państwowy stojący kilka szczebli niżej w rozwoju. To przezywająca kryzys horda. Historia uczy, że mające kłopoty dzikie plemiona rozwiązywały woje problemy na drodze podboju cywilizacji rozwiniętych i ceniących sobie wartość ludzkiego życia.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)