25 lat temu w kopalni Wujek zginęło dziewięciu górników. Przyczyną ich śmierci nie był wybuch metanu lub zawalenie się podziemnego chodnika, lecz postrzały z broni palnej.
To bardzo dziwna sprawa. Dlaczego ktoś miałby zastrzelić górników? Niektórzy twierdzą, że dokonały tego oddziały ZOMO, widziano je tam ponoć w akcji z użyciem karabinów i ciężkiego sprzętu. Jednakże to musiała być jakaś pomyłka – prowadzone przez lata śledztwo i proces zakończyło się uniewinnieniem zomowców. Najwyraźniej dziesiątki światków uległo halucynacji i zobaczyło coś co nie miało miejsca. Zresztą, dlaczego milicjanci mieliby nagle strzelać do polskich obywateli? Może jakiś zły człowiek dał im taki rozkaz? Ale nikogo takiego przecież nie odnaleziono. W ciągu tylu lat śledztwa powinno się chyba wpaść na jakiś ślad?
Zagadka jest więc nadal nie rozwiązana. Może to jakaś inna grupa wdarła się z bronią do kopalni, strzelając do wszystkiego co się ruszało? Hm, ale po co? I jak tym ludziom udało się przedrzeć przez kordon wojska i milicji, którym władze troskliwie otoczyły kopalnię?
Jedynym logicznym wyjaśnieniem tej sprawy, jest to, że górnicy się sami wystrzelali. Widocznie się pokłócili, Ślązacy to twardzi ludzie, nikt nie chciał ustąpić i skończyło się tragicznie. Skąd mieli broń? Nie wiem, może ukradli żołnierzom albo milicjantom. Na odgłos strzałów wkroczyło ZOMO i zapobiegło przed większym rozlewem krwi. A potem tych biednym zomowców oskarżono o najgorsze! Ludzie to sumień nie mają…



Komentarze
Pokaż komentarze (1)