Rybitzky Rybitzky
29
BLOG

W Afryce choinek nie ma.

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 5

Gdy dzieci w Polsce, Niemczech, Francji lub USA bawią się pod choinką prezentami, które dopiero co przyniósł im Święty Mikołaj, ich rówieśnik Njawaro robi coś zupełnie innego. Otóż Njawaro strzela z kałasznikowa, zabijając inne dzieci. Dwunastolatek miał tego pecha, że urodził się w Iturii, prowincji Konga, w samym „jądrze ciemności”. Jego ludem są Lendu, toczący od lat wojnę z plemieniem Hema. O co chodzi w tym konflikcie? Można szukać wyjaśnień, odnoszących się jeszcze do czasów kolonialnych oraz złożonego kontekstu polityczno – społeczno – ekonomicznego. Jednakże w efekcie sprowadza się to do kompulsywnych rzezi na wypalonych słońcem sawannach i wśród gęstej dżungli. Broń jest dwojakiego rodzaju: kałasznikowy przeciw innym uzbrojonym ludziom i maczety przeciw cywilom (żeby nie marnować cennej amunicji). Widzieliśmy to już wiele razy, i pewnie nie jeden raz jeszcze zobaczymy. Czasem, tak jak w Kongu do kraju przybywają siły pokojowe. Wtedy wojna znika z przedpola obozów ONZ i tli się tam, gdzie „błękitne hełmy” nie mogą, lub nie chcą dotrzeć.

Właśnie tam, po środku niczego, walczy Njawaro. Nie wie co to Gwiazdka. Nie zna nawet swych rodziców. Nigdy nie chodził do szkoły, nie umie czytać ani robić cokolwiek innego poza strzelaniem. Gdy tylko podrósł na tyle, by unieść cztery kilogramy, dano mu do ręki kałasznikowa i nauczono się nim posługiwać.

Teraz, nafaszerowany narkotykami biegnie między drzewami krzycząc i waląc na oślep z karabinu. Wokół niego tacy sami mali chłopcy. Kule przecinają ich chude ciała, ale oni nawet tego nie dostrzegają. Za kilka godzin narkotyki przestaną działać, a oni po prostu położą się i umrą.

***

Nie wszędzie są Święta.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka