Polska pogrążona jest w tradycyjnym świąteczno - noworocznym marazmie, tymczasem za granicą rok 2006 kończy się wydarzeniem absorbującym uwagę wszystkich światowych mediów.
Od rana jesteśmy atakowani zdjęciami Saddama stającego między różowymi barierkami szubienicy. Patrząc na to mam mieszane uczucia. Oczywiście Husajn zasłużył na swój los. Jego zbrodnie nie ulegają wątpliwości. Jednakże trudno mi oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak. Niby sprawiedliwość triumfuje, ale czy na pewno?
Może moje odczucia są spowodowane formą egzekucji. Grupa zamaskowanych mężczyzn w cywilnych ubraniach zawlokła starszego mężczyznę do mrocznej celi i powiesiła. Tak po prostu. Przypominało to raczej egzekucję z czasów Saddama właśnie. Przez to stracenie dyktatora nie wyglądało jak dziejowa sprawiedliwość, a raczej jak kolejne w dziejach Iraku wyeliminowanie członka starego reżimu przez reżim nowy. Wrażenie potęguje nagłość egzekucji. Postanowiono nie sądzić Husajna za pozostałe zbrodnie (znaczy, owszem, będzie sądzony, ale „zaocznie" - nie widzę w tym większego sensu) tylko czym prędzej uśmiercić.
Moim zdaniem Husajn powinien być powieszony jak Rudolf Hoss - pod gołym niebem, na oczach wielotysięcznego, wiwatującego tłumu. Zresztą, zaraz po wyroku taką formę egzekucji zapowiadano. Najwyraźniej jednak obawiano się, że tłum nie będzie skory do wiwatów.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)