Kilka dni przed Sylwestrem pozwoliłem sobie na wpis przypominający o Leszku Millerze. To doprawdy wyjątkowa postać. Dziś o naszym byłym premierze i jego rodzinie napisał „Dziennik". Okazało się, że syn i synowa Millera to prawdziwi geniusze biznesu - zarobili ponad 4 mln złotych inwestując tylko pieniądze potrzebne w sądzie do rejestracji firmy.
Oczywiście, dziennikarze mogą przerysowywać lub naginać fakty. W końcu śledztwo trwa, a nikomu nie postawiono żadnych zarzutów. To, że przyrodni brat byłego premiera, Sławomir Miller został kilka miesięcy temu aresztowany za udział w aferze paliwowej też o niczym nie świadczy. W każdej rodzinie może się trafić jakaś czarna owca.
Sądzę, iż media, zamiast pomstować i rzucać kalumnie na Leszka Millera, powinny promować jego model gospodarki rynkowej. Polacy zasługują na to, by zarabiać miliony dolarów za nic, prawda? Może jest więcej firm na Bahamach chcących nam płacić ciężką gotówkę?
Tak, to nie Leszek Miller jest problemem, a osoby ukrywające przed nami możliwości robienia tak wspaniałych interesów. Kto za tym stoi? Zapewne ci sami ludzie, tłumaczący nam jak wspaniale jest żyć w polskim liberalizmie - zarabiać 800 zł, dać się okradać przez fiskusa i harować 12 godzin na dobę, bo jak nie, to jest wielu innych na nasze miejsce.
Tymczasem Państwo Millerowie wskazali nam, że jest inna droga, niż ten nasz dziki kapitalizm. Przyjazna. Idealna dla każdego obywatela naszego państwa. Jest ustrój gospodarczy w którym można zostać milionerem bez pracy i wyrzeczeń.
Niech żyje millerokapitalizm!



Komentarze
Pokaż komentarze (2)