Koniec Kościoła w Polsce nadchodzi wielkimi krokami. Przede wszystkim dzięki staraniom samych duchownych, zwłaszcza tych piastujących najwyższe funkcje. Niemal powszechna obrona żałosnego w swej żądzy władzy arcybiskupa Wielgusa Ps. Grey oznacza całkowite oderwanie dostojników kościelnych od swoich wiernych. Żadna organizacja nie może sprawnie funkcjonować, gdy jest zarządzana przez tak aroganckich szefów. Zwłaszcza, jeśli członkowstwo w niej jest (bądź co bądź) dobrowolne. Oczywiście wielu moich czytelników się w tym miejscu zaśmieje - w Polsce przecież trudno nie być katolikiem. Jednak czasy się zmieniają. Liberalizm i powszechna konsumpcja robią swoje. Nasz kraj w laickości dogoni w końcu Niemcy, albo nawet Francję. A tempo tego procesu wzrośnie jeszcze bardziej, gdy wychodzić na jaw będą kolejne fakty o abp Wielgusie i (zapewne) wielu innych hierarchach.
Co abp Wielgus ma do zaproponowania swoim wiernym? O czym może im mówić? Chyba tylko o tym, że dobrze ukryta bolesna prawda i bezczelne kłamstwa są pewną drogą do osiągnięcia sukcesu:
„Moje drogie owieczki. Kłamcie, donoście, zdradzajcie. Pamiętajcie, że najważniejszy jest własny rozwój i kariera. Strach przed popełnieniem małego grzeszku nie może was hamować. Tylko pamiętajcie, by się tym nie chwalić, a w razie wpadki zapierajcie się, że to nie wy. Chrystus jest miłosierny, więc wybaczy wam tak jak mnie. Przecież wie, iż my tylko ludźmi jesteśmy. Ułomnymi stworzeniami. Nie wstydźmy się swej ułomności. Nie każdy może być bohaterem przecież. Bóg z wami, moi drodzy. I pamiętajcie by się mi wyspowiadać..."
Ludzie, dla których religia jest tylko zespołem mechanicznie wykonywanych czynności, na czele z abp Wielgusem, mogą dalej zapełniać kościoły. Ale wierni widzący różnicę między dobrem a złem, Piotrem a Judaszem, powinni przenieść się do katakumb.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)