Arcybiskup Wielgus nie chciał zrezygnować do samego końca. Najwyraźniej miał w swej postawie sojuszników wśród innych hierarchów, łącznie z prymasem Glempem. Prymas bronił swego arcybiskupa nawet podczas dzisiejszej mszy, która w ostatniej niemal chwili przestała być ingresową.
Na szczęście Papież Benedykt XVI zadziałał bardzo zdecydowanie. Nie pozwolił by komunistyczny agent stanął na czele warszawskiego kościoła. Oczywiście oficjalnie to sam arcybiskup zrezygnował, jednak wiadomo, że został do tego zmuszony.
Czyli szczęśliwe zakończenie? Nie, bo tej sprawy nigdy nie powinno być. Byli komunistyczni agenci nie powinni robić kariery. Zarówno w Kościele, jak i wszędzie indziej. Przynoszą tylko wstyd sobie i krajowi, chociaż sami nie są zdolni zdać sobie z tego sprawę. To karierowicze bez zasad i honoru, tchórze i oportuniści. Nie można ich żałować, gdy staja pod pręgierzem, tak jak Wielgus. Trzeba ich tępić.
Każdy zdrajca i kapuś musi w końcu zdać sobie sprawę, że ma się cieszyć, iż nie siedzi w więzieniu. Niestety, historia naszego kraju tak się potoczyła, że świnie nie zostały osądzone. Co więcej, mogły spokojnie tłoczyć się przy korycie. Dało im to poczucie bycia takimi samymi jak reszta społeczeństwa. Tymczasem wcale tak nie jest.
Wiadomo, iż wszystkie teczki nie zostaną otworzone. Wiadomo, iż wielu uniknie odkrycia przed bliźnimi swej prawdziwej twarzy. Ale nie widzę powodu, by na stanowiska w Kościele, urzędach czy polityce pchali się byli agenci. Znaczy, niech się pchają, ale niech widzą jakie mogą być tego konsekwencje. Że zawsze wylądują umazani błotem. Jak świnie, którymi są.
Zostańcie więc lepiej w domu, kapusie i zdrajcy.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)