Wczoraj pod moim tekstem wyjaśniającym dlaczego nie trzeba lustrować Marka Borowskiego rozwinęła się dyskusja nt. czy każdy członek PZPR jest zbrodniarzem. Być może nie, jednak uważam za całkowicie błędne pojawiające się takie sformułowania, jak „PZPR to nie była mafia wołomińska. To była jednak partia rządząca Polską."(pwilkin)
Otóż PZPR nie była żadną partią. To, że się tak sama nazywała nie znaczy że nią była. Podobnie jak nie była „zjednoczona" ani „robotnicza". Jej struktura, sposób powstania i działania w żaden sposób nie przypominają partii politycznych funkcjonujących w demokratycznych państwach.
Także stwierdzenie, iż PZPR rządziło Polską jest mocno nieprecyzyjne. Po pierwsze nie Polską, a PRL - terytorium zamieszkanym przez Polaków. Po drugie rządziła tylko w takim zakresie w jakim pozwalał jej na to Związek Sowiecki. De facto rola PZPR ograniczała się do administrowania terytorium powierzonego jej przez Rosjan.
PRL nie była Polską, podkreślmy to raz jeszcze. Od początku do końca swego istnienia władze PRL nie miały żadnej legitymizacji ze strony narodu. Jedyną podstawą rządów komunistów była siła Związku Sowieckiego.
Wiadomo, że ludzie musieli jakoś żyć. Nie każdy mógł wyemigrować lub działać w opozycji. Nie było jednak wymogu działania w zorganizowanej grupie przestępczej jaką były komunistyczne władze. Jeśli ktoś działał w PZPR być może zbrodniarzem nie był, ale zbrodniczy reżim wspierał.
Tak właśnie działa mafia, chociażby ta sycylijska. Oplata wszystko siecią swych wpływów i sprawia, że człowiek sam już nie wie gdzie się znajduje w tym systemie. Ludzie się boją, popadają w konformizm i współpracują, tłumacząc sobie „że inaczej się nie da". Przemoc i strach były podstawą każdej mafii. Camorry na Sycylii, Cosa Nostry w USA i PZPR w PRL.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)