Jestem w stanie uwierzyć, że Radek Sikorski popełnił piastując swoje stanowisko jakieś błędy. Nie jestem w stanie uwierzyć w to, iż akurat on zasłużył na dymisję bardziej niż inni ministrowie tego rządu.
Ale nawet jeśli, to nic nie usprawiedliwia stylu ostatnich wydarzeń.Brak profesjonalizmu w działaniach premiera po prostu boli. Być może Jarosław Kaczyński od dawna planował usunięcie Sikorskiego. Ba, niewykluczone, iż potrafi dobrze umotywować taką decyzję (w co jednak wątpię). Nie zmienia to faktu, że wytworzył się jasny i wyraźny obraz sytuacji: na skutek konfliktu z Antonim Macierewiczem – lekko paranoicznym, wyciągniętym z politycznego niebytu sobowtórem Osamy ben Ladena, musiał odejść młody i zdolny minister obrony. Tak to przedstawią (już przedstawiają) media. Co więcej, tym razem dziennikarze mają dużo racji.
Jeżeli już premier musiał zrobić, to co zrobił, mógł to uczynić o wiele lepiej. Widać jednak wyraźnie, że w jego otoczeniu coraz wyraźniej objawia się syndrom „oblężonej twierdzy”: nie patrzymy na nic (a zwłaszcza na tych tfu… dziennikarzy) tylko pchamy ten wózek gdzie chcemy, jak chcemy.
Taka postawa to, że polecę klasyką, gorzej niż zbrodnia. To błąd. Na dłuższą metę nie można zrealizować żadnego programu politycznego, choćby najbardziej szlachetnego, mądrego i w ogóle cudownego, jeśli się nie potrafi odpowiednio przedstawić swych działań opinii publicznej.
Tymczasem jesteśmy właśnie świadkami kolejnego niewybaczalnego braku profesjonalizmu. Trochę mnie to dziwi, gdyż w 2005 roku PiS był wzorem sprawnego PR i marketingu politycznego. To w dużej mierze praca młodych specjalistów od tych dziedzin przyczyniła się do wyborczego zwycięstwa tej partii. Najwyraźniej to już jednak daleka przeszłość. Teraz ważni są mierni, ale wierni. Plus Lepper i Giertych. A reszta… Reszta ma być cicho.



Komentarze
Pokaż komentarze (26)