Nie trzeba być bardzo doświadczonym politykiem lub wybitnym politologiem, by wiedzieć co myślą sobie pozostali jeszcze na stanowiskach członkowie rządu. Otóż musza się oni oddawać takowej refleksji: „Jeżeli nawet Dorn nie mógł się minimalnie sprzeciwić premierowi to kto może? Pewnie nikt. Lepiej siedzieć cicho i robić wszystko co Jarosław każe, nawet gdyby to była największa głupota.”
Oczywiście ministrowie mogliby też uznać, że lepiej się wycofać, niż stawać się laleczkami voodoo premiera. Jednak sądzę, iż osoby zdolne do takiej refleksji właśnie przekuły słowa w czyny. Pozostali tylko ci bezrefleksyjni.
Faktem jest, że minister powinien realizować linię polityczną wyznaczona przez szefa rządu. Ale pamiętać trzeba o odpowiedzialności ministrów za wydarzenia w ich resortach. Zarówno Sikorski, jak i Dorn nie chcieli się na cos zgodzić. Nie wiemy dokładnie na co. Wiemy tylko, iż zdawali sobie sprawę ze spoczywającej na nich odpowiedzialności i postanowili nie firmować swymi nazwiskami działań niezgodnych z ich osądem rzeczywistości.
Z tego co do tej pory przeciekło na zewnątrz (a wyciekło niewiele) jesteśmy w stanie wysnuć jeden wstępny wniosek – Jarosław Kaczyński uznał najwyraźniej, iż może z podległymi sobie ludźmi robić wszystko, niezależnie od ich kompetencji i dotychczasowych zasług. Z tego wniosku można wysnuć następny – premier uważa, że kadry PiS przełkną wszystko co się dzieje. Świadczy o tym zaskoczenie wśród polityków PiS. Oni chyba faktycznie nic nie wiedzieli. Zastygli bez ruchu czekając na polecenia. Dopiero po pewnym czasie od dymisji Dorna laleczki voodoo zaczęły powoli ożywać i przekazywać odpowiednie informacje, pilnując się, by nie powiedzieć więcej niż inni.
Poza władzą premiera są tak naprawdę tylko dwie osoby. One mówią co chcą, robią co chcą i nie groźne im żadne rekonstrukcje czy też destrukcje rządu. Lepper i Giertych będą ministrami jak długo to będzie potrzebne by utrzymać koalicję. Czyli zapewne bardzo długo.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)