Misja w Afganistanie, która rozpoczynają właśnie polscy żołnierze będzie bardzo różna od operacji irackiej. Przede wszystkim działania w Afganistanie odbywają się pod szyldem NATO i mają zdecydowanie większą akceptację społeczności międzynarodowej. Zagraniczne wojska znalazły się w tym kraju na skutek zaproszenia lokalnego rządu, a nie zbrojnego wtargnięcia. Tak więc nasza obecność w Afganistanie ma dużo większe uzasadnienie prawne i moralne niż w Iraku. Nikt nie może powiedzieć, iż ta misja jest „bezsensowna”. Więcej, nasze uczestnictwo w niej jest wręcz konieczne. To cena, którą musimy zapłacić, za poczucie bezpieczeństwa dawane nam przez NATO.
Jednak między Irakiem a Afganistanem jest, a raczej będzie, jeszcze jedna zasadnicza różnica. Nad Tygrysem i Eufratem zginęło do tej pory dwudziestu polskich żołnierzy i niektórzy już uważają to za narodową tragedię. Tymczasem w Afganistanie będziemy się mogli cieszyć, jeśli straty będą tak niskie.
Zadaniem polskiego kontyngentu ma być ochrona nieustannie atakowanej drogi z Kabulu do Kandaharu, a ponadto udział w akcjach bojowych przeciwko Talibom w górach na południowym wschodzie kraju. To już nie będą przejażdżki honkerami po irackich autostradach, tylko codzienne starcia ze zdeterminowanymi bojownikami. Oczywiście Irak to tez nie są wakacje, jednak nasza strefa tam jest stosunkowo bezpieczna. W Afganistanie nasi żołnierze trafią wprost do jądra ciemności.
Czy są przygotowani na tak ciężką misję? Czy będą mieli dostateczne wsparcie wywiadu i dyplomacji? Czy wystarczy im pieniędzy, a sprzęt wytrzyma ekstremalne warunki? Takich pytań jest więcej, a odpowiedzi udzielą nam afgańskie góry – pełne pułapek, min i ukrytych Talibów.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)