Pisząc wczorajszy tekst o zatrzymanym przez CBA lekarzu skorzystałem m.in. z informacji zawartych w portalu gazeta.pl i na internetowych stronach „Gazety Wyborczej". To były bodajże jedyne media, które podały pełne nazwisko zatrzymanego. Zarazem na gazeta.pl mocno eksponowane były linki do filmowych materiałów CBA z zatrzymania i przeszukania mieszkania podejrzanego.
Jakież było moje zdziwienie, gdy ujrzałem, że dziś w GW wielkimi literami widnieje tytuł: Wyrok na doktora G.. Nagle dla Wyborczej Mirosław Garlicki stał się ponownie Mirosławem G., w Internecie linki do filmów CBA znalazły się gdzieś z boku, a komentarze światłych redaktorów poczęły piętnować bezmyślne i nienawistne media, które już wydały wyrok na lekarza.
Oczywiście dziennikarze GW ani słowem nie wspominają, iż sami ulegli takiej samej „histerii", a nawet poszli w niej dalej niż inni. Równocześnie nie są najwyraźniej w stanie zrozumieć, że ta sprawa nie jest „pokazowa". CBA nie musiało nikogo zmuszać do publikacji tekstu. Ziobro i Kamiński wiedzą po prostu to, co każdy w miarę inteligentny człowiek - media to hieny, którym wystarczy rzucić świeżą padlinę, to same się zlecą.
Gratuluję Wyborczej, iż szybko otrząsnęła się z typowego dla dziennikarzy amoku. Jednak zrzucanie teraz winy za własne słabości na polityków jest hipokryzją, na której widok robi mi się po prostu niedobrze.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)