Kilka tygodni temu jeden z wykładowców zapytał podczas zajęć moją grupę: „Kto jest waszym autorytetem?”. Popatrzyliśmy zdziwieni po sobie i odpowiedzieliśmy: „Nikt”. Wykładowca był nieco skonsternowany, ale zaczął dociekać. Minęło trochę czasu nim dał sobie wytłumaczyć, że dla nas naprawdę nikt nie jest wzorem. Pewnie uznał swoich studentów (od razu wyjaśniam – reprezentujących wszelkie możliwe opcje polityczne) za nihilistów.
Tymczasem jakiej innej odpowiedzi mieliśmy udzielić? Kto jest w dzisiejszej Polsce autorytetem dla młodych ludzi? Lech Wałęsa – żyjący dawną chwałą i niezdolny do żadnych nowych konstruktywnych działań? Bracia Kaczyńscy – działający sprawnie, ale coraz bardziej aroganccy? Peerelowscy opozycjoniści, z Adamem Michnikiem na czele? Oni już dawno rozmienili się na drobne. Przez ostatnie kilkanaście lat mogliśmy obserwować jak bohaterowie walki z komunizmem zwalczają się wzajemnie i deprecjonują swoje zasługi. Nawet nie pomyśleli, że warto by zadbać o swoją legendę. No to teraz mają.
A osoby ze sfer oddalonych od polityki (przynajmniej formalnie oddalonych)? Intelektualiści, duchowni, biznesmeni? Oni wszyscy okazują się być w coś uwikłani. A jeśli nawet nie, to pokazują jedynie jak dbać o siebie. Rwą czerwone sukno zwane Polską tak samo jak wszyscy.
To bardzo smutne. Bynajmniej się nie cieszę z takiego stanu rzeczy. Chciałbym wpatrywać się w takiego Wałęsę/Kaczyńskiego/Michnika/Glempa/ jak w obrazek i wierzyć w każde jego słowo. Tylko tak się składa, iż te wszystkie „autorytety” nauczyły nas kilku rzeczy. Nikomu nie można wierzyć. Każdy się jakoś zhańbił. Na każdego jest jakiś hak.
To prawda. Ale dlatego właśnie musimy zagryzać zęby i na pytanie o autorytet cedzić krótką odpowiedź. Pełni bólu, iż otaczają nas ludzie, którzy byli coś warci, a teraz się powoli niszczą na naszych oczach.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)