Kiedy czytam o ogromnych pieniądzach, które koledzy przyznają odchodzącym byłym prezesom Orlenu i oglądam w telewizji ich tłuste gęby, to pragnę jednego – wziąć gruby kij, a następnie zrobić z niego użytek. Obić tych panów tak, by nie utrzymali w zębach cygara, a w ręce szklanki whisky.
Nie, nie jestem jakimś lewakiem. Nie mam nic przeciw zarobkom menadżerów w prywatnych firmach. Niech Toyota, Ikea albo Nestle robią ze swoja kasą co chcą (chociaż wątpię, by często pozwalały sobie na taką rozrzutność).
Jednak Orlen, póki co, jest częściowo nadal spółką państwową. A Polska, przypominam, to kraj gdzie szpitale nie mają za co leczyć chorych, buduje się kilka kilometrów autostrady rocznie, a nauczyciele dostają zasiłek zamiast pensji.
I w tymże kraju, naszej ojczyźnie, paru mianowanych przez partie kolesi (żadnych tam specjalistów) bezwstydnie żąda milionów. Być może nawet mają prawo do tej kasy. Dajmy im ją, lecz w zamian za to ja chcę kij i dziesięć minut sam na sam z nimi.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)