Ponad połowa ankietowanych dla tygodnika „Wprost” Polaków stwierdziło, iż Kresy Wschodnie to nadal polskie ziemie, za którymi bardzo tęsknią. Przezornie nikt nie zapytał ankietowanych czy chcieliby odzyskania Kresów.
Trudno dziwić się uczuciom Polaków. Po okrutnej wojnie, kosztującej nasz naród miliony zabitych, brutalnie przesunięto granice Polski i wysiedlono niczemu winnych ludzi.
Zamieszkujący Śląsk, Pomorze lub Mazury Niemcy wybrali w demokratycznych wyborach Hitlera, służyli zbrodniczej ideologii i ubrani w czarne lub szare mundury deptali Europę. Zasłużyli na swój los. Jednak mieszkańcy Kresów Wschodnich zawinili tylko tym, że byli Polakami. Mimo to, tak samo jak Niemców, wyrwano ich z domów wywożąc na zachód.
Bez wątpienia, tak jak planował to rząd Sikorskiego, Polska powinna rozciągać się od Szczecina po rzekę Zbrucz. Lecz nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż obecne granice naszego kraju są dobre. Zwłaszcza w porównaniu z pierwotnymi planami Stalina.
Początkowo nie było pewne nawet to, czy w granicach Polski znajdą się na wschodzie Białystok i Przemyśl, a na zachodzie Szczecin. Co więcej, granica z Niemcami miała przebiegać wprawdzie na Odrze i Nysie, ale na Nysie Kłodzkiej. Z perspektywy czasu możemy więc stwierdzić, że mieliśmy (mimo wszystko) szczęście w nieszczęściu.
Należy się również poważnie zastanowić jakby wyglądała nasza rzeczywistość, gdyby Polska utrzymała Kresy, a dostała terytoria na zachodzie. Do żadnych przesiedleń ludności zapewne by nie doszło. Żylibyśmy w wielonarodowym kraju, razem z Niemcami, Ukraińcami, Białorusinami i Litwinami. Jak to by się skończyło? Raczej niezbyt dobrze.
Byłem na Kresach. Widziałem Lwów, Stanisławów oraz Wilno. To piękne miasta, w których ślady polskości nigdy nie zostaną zatarte. Jednak mnie, wychowanemu pośród neogotyckich gmachów i secesyjnych kamienic Wrocławia, prawdziwe wydają się słowa pieśni Romana Kołakowskiego:
A Lwów to dla mnie zagranica
śpiewny język stare kino
Lwów to dla mnie tajemnica
niezaznana nigdy miłość


Komentarze
Pokaż komentarze (6)