Muszę przyznać, iż zachowałem się dosyć nieprofesjonalnie. Poszedłem na debatę Socjaliści z „Solidarności” w celu jej zrelacjonowania, a tymczasem wyszedłem z niej przed zakończeniem. W niewielkim stopniu usprawiedliwia mnie fakt, iż gdy ją opuszczałem trwała już dwie i pół godziny. Na lewicy najwidoczniej kubańska szkoła oratorstwa nadal pozostaje w modzie.
Na temat wypowiedzieli się właściwie tylko doktor Rafał Chwedoruk (autor książki Socjaliści z „Solidarności”) oraz redaktor Zuzanna Dąbrowska (dawniej PPS, obecnie Dziennik). Ich konkluzja była taka, że przy Okrągłym Stole zwyciężył układ (serio!), przywódcy „Solidarności” porzucili lewicowe ideały (którym jakoby hołdowali w 1980 roku) i czując brak społecznego poparcia dla „drugiej Solidarności” porozumieli się z władzą. Niestety brak zapowiadanego wcześniej Władysława Frasyniuka sprawił, iż nie można było zweryfikować tej tezy. Dawny lider dolnośląskiej „S” się ponoć rozchorował. Zdrowia życzymy, Panie Władysławie!
Nasz kolega z Salon24, Sławomir Sierakowski (który zresztą spóźnił się 25 minut), rozgadał się tak bardzo, że przez następne dwie godziny publiczność nie dopuszczała go o głosu. Ponieważ (jak sam stwierdził) w opozycji nie był, a książki doktora Chwedoruka jeszcze nie przeczytał to przemawiał na temat ogólny, czyli o obecnej kondycji lewicy.
Nic więc dziwnego, iż dyskusja z publicznością, która potem nastąpiła odeszła od historii i skupiła się na teraźniejszości. Głosy z sali były liczne, lecz dosyć jednorodne – lewica jest potrzebna, są problemy, które tylko ona może rozwiązać, jest elektorat niewykorzystany itp.
Czekałem na propozycje konkretnych rozwiązań, jednak nie doczekałem się żadnych. Ludzie lewicy najwyraźniej liczą po prostu na to, że „los się musi odmienić”. A ponadto liczą na SLD.
Bardzo ciekawy był stosunek obecnych do tej partii. Niby wszyscy uważali SLD za zdrajców lewicowych ideałów, ale zarazem wszyscy wspominali o nich jak o szansie. Pozwoliłem sobie zabrać głos mówiąc, że zapewne gdy tylko tej partii zacznie znów przybywać procentów w badaniach opinii publicznej, to „nowa lewica” porzuci górnolotne słowa i pobiegnie błagać o miejsca na listach wyborczych. W tym momencie wyłączono mi mikrofon.
Wracałem z tego spotkania trochę uradowany, a trochę smutny. Uradowany, bo zapoznawszy się ludźmi lewicy wiem, że nie będą oni jeszcze przez całe lata zdolni do konkretnych działań. Smutny, bo lewica jednak musi u nas istnieć, jak w każdym kraju. Tymczasem jeszcze przez lata będziemy skazani na pseudosocjalistów z SLD.
p.s. W pewnym momencie ktoś zaapelował o rewolucję w naszym kraju. Zacząłem bić brawo, ale nikt się nie przyłączył. Za to chwilę wcześniej dr Chwedoruk opowiadał o swych marzeniach na temat młodych ludzi niszczących radiowozy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)