8 marca łatwo skwitować kilkoma stereotypowymi stwierdzeniami – „komunistyczne święto”, „święto goździków” itp. Bez wątpienia PRL zrobił wszystko by obrzydzić nam ten dzień. Tymczasem jest on naprawdę potrzebny. Warto przypomnieć, że 8 marca czcimy pamięć 129 nowojorskich kobiet, które zginęły całkowicie bez sensu, i całkowicie z winy bogatych mężczyzn. Były one biedne i zahukane, ale postanowiły walczyć o swoją godność, nie o feminizm, socjalizm lub cokolwiek innego, lecz po prostu o godność.
***
Równocześnie tak się składa, że początek marca od tysiącleci był okresem modłów do kobiecej bogini. W Rzymie nazywano ją Bona Dea, Dobra Bogini. Pierwotne ludy czczą kobiecość jako podstawę wszelkiego istnienia. Czyż to nie kobieta daje życie?
W bardziej rozwiniętych społecznościach zwyciężali bogowie mężczyzn, lecz przez wieki niewiasty oddawały w tajemnicy cześć swojemu bóstwu. Czasem wydaje mi się, że robią to do tej pory.
***
Nie wynagrodzimy kobietom w jeden dzień wszystkich krzywd jakie im wyrządziliśmy (bo każdy mężczyzna ma na sumieniu krzywdę kobiety). Nie odwdzięczymy się też za wszystkie dobrodziejstwa z ich strony płynące. Jednak wielu z nas chociaż tego jednego dnia powinno oderwać się od swych jakże zajmujących spraw i zrozumieć, że obcuje z boskością. Bo w każdej kobiecie jest Bogini.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)