Ostatnie dni to (oprócz lustracji) wieści o zeznaniach Marka Dochnala. Poinformował on prokuraturę o dziwnych powiązaniach Aleksandra Kwaśniewskiego oraz innych lewicowych polityków, a także o branych przez nich łapówkach i tajnych kontach bankowych. Włos się na głowie jeży, ale oczywiście mogą to być całkowite brednie.
Jednakże wyjątkowo dobrze pasują one do tego co już wiemy o postkomunistycznym środowisku. Afera Rywina, przestępstwa syna Leszka Millera, giełdowe machinacje Cimoszewicza… To tylko niektóre przykłady.
Równocześnie warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że mało kto odpowiedział przed sądem za eseldowskie malwersacje. Jest to rzecz jasna dla postkomunistów koronny dowód na fakt nie istnienia wyżej wspomnianych spraw.
Dla mnie jest to powód do smutku i przerażenia. Oto okazuje się, że na tych ludzi nie ma rady. Nawet teraz, gdy rządzi PiS i wszyscy myśleli, iż rozprawi się on z postkomunistycznymi przestępcami – nic z tego. Na przykład Cimoszewicz, który popełnił ewidentne przestępstwo siedzi sobie jakby nigdy nic w tej swojej puszczy.
Postkomuniści wygrali w Polsce wojnę o pieniądze i wpływy. Prawdopodobnie nikt nigdy nie odbierze im statusu majątkowego, który uzyskali rozgrywając odpowiednio przemiany po 1989 roku. Jedyne co pozostaje nam, to nie pozwolić na zatarcie pamięci o ich przestępstwach.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)