Jeśli faktycznie istnieje coś takiego jak wspólna europejska tożsamość (można mieć co do tego nieco wątpliwości) jej początków należy szukać w starożytnej Grecji. To Hellenowie pierwsi podzielili świat na „Europę” – kraj gdzie sami mieszkali, i „Azję” – krainy Wschodu rządzone przez satrapów.
To w Grecji narodziła się filozofia i demokracja. To tam pierwsze pojawiły się idee, które ożywiają nasze myśli do tej pory. Dzięki temu czytając Herodota lub Tukidydesa nie czujemy dystansu kilkudziesięciu wieków. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy nadal starożytnymi Grekami.
Dlatego tak ważne były wojny z Persami. Gdyby Hellada uległa, historia świata wyglądałaby zupełnie inaczej. Zapewne nigdy nie byłoby „Europy”.
W dziejach zmagań Greków z nadchodzącym ze Wschodu zagrożeniem szczególne miejsce zajmuje bitwa pod Termopilami. Bitwa przegrana, lecz utrwalona na tysiąclecia w pamięci Europejczyków. Stała się najważniejszym przykładem tego, że czasem warto stanąć do beznadziejnej walki. Nasza ofiara może bowiem natchnąć miliony. A o niewolnikach nikt nie pamięta.
W każdym z nas gdzieś są Termopile. Idziemy przez życie przyginając kark, lecz marzymy by stanąć jak Leonidas na czele trzystu Spartan i rzucić wyzwanie całemu światu. Niektórym to się udaje i to oni właśnie są szczęśliwi. Nawet wtedy, gdy umierają pokonani na polu walki.
***
Film „300”, który dziś wszedł na polskie ekrany nie pokazuje nagiej prawdy historycznej, lecz w tym właśnie leży jego siła. „300” przedstawia nam mit – założycielski mit Europy, która narodziła się na bitewnych polach Grecji.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)