Rybitzky Rybitzky
34
BLOG

Więcej Małyszów nie będzie

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 14

Wszyscy jesteśmy, rzecz jasna, dumni z naszego Mistrza Adama. Całkowicie poważnie powiem, iż mamy szczęście żyjąc w jego epoce. Jednakże nie mogę oprzeć się refleksji – dlaczego czterdziestomilionowy europejski naród musi zadowalać się sukcesami jednego tylko wybitnego sportowca?

Nie jest bowiem dla nikogo tajemnicą, że stopień gigantycznego uwielbienia Polaków dla Małysza jest wynikiem jego wielkich sukcesów, ale też naszej narodowej frustracji. W porównaniu z wieloma innymi (nawet dużo mniejszymi) narodami polskie osiągnięcia sportowe są nikłe.

Jakże to, może ktoś rzec, nasze sukcesy są nikłe? A ostatnie sukcesy siatkarzy i piłkarzy ręcznych? Tak jest, oni zdobyli srebrne medale mistrzostw świata. Lecz srebrny medal to prawie jak zwycięstwo. A „prawie” jak wiadomo robi wielką różnicę. Wicemistrz to nie mistrz.

Trudno jednoznacznie stwierdzić skąd się bierze miernota polskiego sportu. Oczywiście duże znaczenie ma skostniały system szkoleniowy i rak w postaci działaczy wziętych żywcem z głębokiego PRL. To jednak nie wszystko. Tam gdzie są pieniądze i dobra organizacja także ciężko o sukcesy. Vide skoki, chociażby. Małysz jest, a za nim już nikogo. Przez lata, gdy Małysz króluje na skoczniach solidnej reprezentacji skoczków narciarskich dorobili się Słoweńcy, Rosjanie i Czesi. A Polacy? Polacy mają Mateję…

A przecież od pewnego czasu Polski Związek Narciarski nie ma na co narzekać. Wprawdzie działacze defraudują ile mogą, ale mimo to są pieniądze na szkolenie młodzieży i utrzymywanie kadry „B”, a także na zatrudnienie zagranicznego trenera oraz różnego rodzaju specjalistów. Efekt jest żaden, chociaż mógł być bardzo szybko. Polska miała wschodzącą gwiazdę skoków – Mateusza Rutkowskiego. Chłopak wygrywał mistrzostwa, bił rekordy. Zamiast kariery i światowej sławy wybrał jednak picie tanich win, rozbijanie przystanków oraz burdy w barach.

To właśnie „syndrom Mateusza Rutkowskiego” jest największym problemem polskiego sportu. Można wymienić setki potencjalnych gwiazd, które skończyły w podobny sposób. Ostatnio taką drogą podąża en mass nasza hokejowa reprezentacja. Krzysztofa Oliwę, który próbował powstrzymać imprezowy tryb życia hokeistów związek wyrzucił z funkcji menadżera kadry. Podobnie źle się działo w kadrze piłkarskiej, ale ponoć to już przeszłość. Jednak jej pojedynczy zawodnicy, z Kamilem Kosowskim (kto go jeszcze pamięta?) na czele przepili swoje kariery.

Zresztą, to nie tylko o alkohol i imprezy tu chodzi, ale przede wszystkim brak profesjonalizmu i ambicji. Pewien polski koszykarz dostał się do NBA, gdzie przez dwa lata zagrał łącznie w meczach około 7 minut. Otrzymał jednak 2,5 mln dolarów. Co Polak zrobił po wypełnieniu kontraktu? Zakończył karierę.

Tak to właśnie jest. Nasi sportowcy wolą dostać milion za rok gry, a potem przez resztę życia łowić ryby. Nie chcą trochę popracować, by kiedyś mieć szansę na 10 mln. Może słusznie? Po co się męczyć? Trudno jednak liczyć na to, że w Polsce doczekamy się kolejnych mistrzów na miarę Małysza. Chyba tylko jednemu Adamowi się chciało.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka