Tamtego roku pod koniec marca wszystkie decyzje były podjęte. Kaci czekali na ostatnie polecenia. Tylko niczego nieświadome ofiary wiodły taki sam tryb życia jak przez ostatnie miesiące. Nie wiemy zresztą nadal wszystkiego. Może część uwięzionych ginęła już w okrutny sposób. Przecież grobów tysięcy nie odnaleziono mimo upływu 67 lat.
Mało który z nich wiedział, że idzie na śmierć. Rosyjska machina śmierci była bardziej obłudna od niemieckiej. Zapewne dlatego jej funkcjonowanie nie zostało do końca poznane i niemal w ogóle – osądzone.
Więźniów zabierano z obozów małymi grupami. Pozostałym ogłaszano, że koledzy są zwalniani do domów. Tymczasem zawożono ich autobusami i ciężarówkami do lasu lub budynku z obszerną piwnicą. Tam już niemożliwe było ukrycie oczywistości. Na więźniów rzucali się żołnierze, obezwładniali i wlekli na miejsce kaźni.
Wyobraź sobie, iż wiesz, że za chwilę umrzesz. Martwe ciało Twego przyjaciela jest właśnie niedbale wleczone gdzieś w ciemność korytarza. Wyrywasz się, lecz dwóch silnych mężczyzn krępuje Tobie ręce z tyłu i zmusza do klęknięcia na pokrytej zakrwawionymi trocinami podłodze zadymionej piwnicy. Ostatnie co czujesz to chłodny dotyk lufy u nasady czaszki.
Być może umierając wierzysz w to, że kiedyś zabójców spotka kara. Ale tak się nigdy nie stanie. Twe ciało zostanie wrzucone do dołu z wapnem, wraz z tysiącem innych. Gdy kaźń dobiegnie końca dół zostanie zasypany, a zabójcy będą sobie urządzać pikniki nad grobem ofiar. Dożyją swych dni bezpieczni i w dostatku. Zbrodnia wprawdzie wyjdzie na jaw, lecz oni wszystkiego się wyprą, a świat im uwierzy, bo będzie chciał uwierzyć.
Nigdy. Nigdy mordercy nie odpowiedzą za swe czyny.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)