Środa w Warszawie będzie dniem starcia sił Światła i Ciemności. W stolicy zademonstrują zwolennicy i przeciwnicy antyaborcyjnych zamian w konstytucji. Która manifestacja to wojownicy Dobra, a która Zła? To już oczywiście zależy od tego, kogo zapytamy o opinię.
Śmieszne, ale zarazem smutne jest to, że polityczny konflikt przenoszący się właśnie na ulice, jest w zasadzie bezsensowny. By zmienić konstytucję potrzeba 2/3 głosów w Sejmie. Koalicja rządowa (nawet gdyby była zdecydowana na zmiany, ale przecież tak nie jest) tyle nie ma. A wątpliwe jest, by opozycja poparła ją w czymkolwiek, zwłaszcza w kwestii aborcji.
Wszyscy to wiedzą – politycy, dziennikarze, Rydzyk, feministki. Mimo to igrzyska trwają i najwyraźniej trwać będą – bo każdy ma do ugrania jakiś interes. LPR i feministki przypominają o swym istnieniu, opozycja może uderzyć w PiS, Rydzyk mobilizuje swoje staruszki. W zasadzie tylko Prawu i Sprawiedliwości (oczywiście oprócz Marka Jurka i jego kompanii) to zamieszanie nie jest na rękę. Chociaż Jarosławowi Kaczyńskiemu też może pasować, iż nikt nie zadaje mu kłopotliwych pytań o gospodarkę lub stosunki międzynarodowe. Media jak zwykle nie zawodzą i zajmują się najmniej sensownym z dostępnych tematów.
Przyglądam się tej paranoi z rezygnacją. Widocznie taki już nasz los. Jedyne co Polacy umieją to szturmować Okopy Świętej Trójcy, lub je bronić. Przebierają się w szaty wojowników Światła (bo przecież nie Ciemności, Ciemność to ci drudzy) i ruszają na barykady. A gospodarka? Finanse? Rozwój kraju? To takie banalne…


Komentarze
Pokaż komentarze (8)