Rybitzky Rybitzky
212
BLOG

Polska więzi białoruskiego opozycjonistę

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 1

Dziś we wrocławskim sądzie byłem świadkiem dramatu młodego Białorusina oraz jego matki. Maksim Ramenchyk został miesiąc temu aresztowany na podstawie międzynarodowego listu gończego wydanego w tym roku przez władze Białorusi. W 1998 roku miał on jakoby dokonać rozboju, ojczysta prokuratura przypomniała sobie o tym dopiero teraz.

Maksim znalazł się więc dziś wewnątrz pomalowanej na żółto klatki w sali nr 101 wrocławskiego sądu. Polski wymiar sprawiedliwości miał zdecydować, czy wydać go na Białoruś.

„Gazeta Wyborcza” napisała, iż sąd wysłuchał prokuratora i obrońcy. Prawdę mówiąc, pani prokurator nie było za bardzo co słuchać, gdyż powiedziała ledwie jedno zdanie: Strona białoruska przedstawiła komplet dokumentów i dlatego wnioskuję o przekazanie jej Maksima Ramenchyka (cytuję z pamięci i zapewne nie przekazałem w pełni prawniczej formuły).

Dużo więcej do opowiedzenia miał adwokat, a także matka Maksima i on sam.

Okazało się, że Maksim dwa lata pracował w milicji, gdzie zmuszano go do fałszowania spraw opozycjonistów. Gdy sam przystąpił do przeciwników Łukaszenki wyrzucono go z pracy, a następnie rozpoczęły się szykany ze strony dawnych kolegów. W końcu sama matka namówiła Maksima do wyjazdu z kraju. Przybył on do Polski we wrześniu 1998 roku i rozpoczął studia, angażując się równocześnie nadal w działania opozycji.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż Maksim jeszcze kilkakrotnie wracał na Białoruś, przekraczał granicę i nikt nie robił mu problemów z powodu domniemanej kryminalnej przeszłości. Także matka Maksima zeznała dziś przed polskim sądem, iż przez te dziewięć lat, nawet w ostatnim czasie, nikt nie pytał się jej o miejsce pobytu syna. Na Białorusi nie było po prostu żadnego śledztwa.

Prawdopodobnie źródłem kłopotów Białorusina, są zeszłoroczne wrocławskie manifestacje poparcia dla przeciwników Łukaszenki. Ramenchyk był jednym z niewielu pośród licznych białoruskich studentów, który otwarcie zaangażował się w akcję (wielki strach młodych Białorusinów przed ewentualnymi konsekwencjami politycznych działań mogłem obserwować osobiście). Teraz przychodzi mu za to płacić.

***

Dzisiejsza sprawa przerodziła się w sąd nad całym białoruskim reżimem oraz panującymi w tym kraju stosunkami polityczno – prawnymi. Było to niejako konieczne, gdyż skład orzekający musi sobie wyrobić opinię na temat konsekwencji ewentualnego wydania Maksima na Białoruś. Nijako przy okazji wyszło na jaw, iż polsko – białoruska umowa ekstradycyjna nie bierze (z oczywistych względów) pod uwagę przypadku łamania praw człowieka w kraju będącym celem ekstradycji (co przewiduje polski kodeks postępowania karnego). Gdyby sąd brał pod uwagę tylko obowiązujące przepisy musiałby wydać zgodę na wydanie Ramenchyka.

***

Oczywiście mogą mieć rację osoby uważające Maksima za pospolitego przestępcę. Wpisują się już one na wrocławskie forum „Wyborczej”: Będzie u nas jednego bandytę ze Wschodu mniej. Osobiście jednak uważam, iż dużo bardziej prawdopodobne jest to, że Białorusin został ofiarą praktyki, którą sam opisywał: milicja Łukaszenki wzięła nie wykrytą sprawę i dopisała do niej człowieka.

***

Matka Maksima z lękiem spytała sędziego, czy jej zeznania mogą dotrzeć na Białoruś. Ten odparł: Sala rozpraw jest otwarta dla wszystkich i są na niej dziennikarze. Kobieta rozpłakała się, ale dalej mówiła już wszystko, bez strachu. Na końcu tylko stwierdziła: nie wiem jak teraz wrócę do kraju.

***

Orzeczenie polskiego sądu w sprawie wydania Białorusi Maksima Ramenchyka zostanie wydane we wtorek, 15 maja, o godzinie 13.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka