Do polskiej konstytucji powinno się dodać jeden artykuł, zakazujący osobom urodzonym przed rokiem 1970 pełnienia określonych funkcji państwowych. Najlepiej wszystkich. Rozwiąże to bardzo wiele problemów.
Po pierwsze: lustracja nie będzie już miała żadnego znaczenia, bo wszyscy potencjalni esbecy, TW i inni agenci znajdą się na przymusowej emeryturze.
Po drugie: żenujące spory dawnych przywódców „Solidarności” (Wałęsa, Gwiazda, Walentynowicz) nie będą się rozlewały na cały kraj, tak jak teraz, bo mało kogo będą obchodzić.
Po trzecie: nastąpi naturalna eliminacja Kwaśniewskiego, innych postkomunistów oraz wszystkich pozostałych „obrońców demokracji”.
Nie sądzę, by młodzi ludzie, którym taki ruch pozwoliłby objąć władzę spełnialiby swe obowiązki gorzej niż ich kumocho-solidaruchowi poprzednicy. Wręcz odwrotnie – od Kaczyńskiego po Millera starzy politycy nie zajmowali się w życiu niczym innym niż politycznymi grami. Mają mierne pojęcie o nowoczesnej gospodarce, zarządzaniu oraz mediach.
Oczywiście projekt takiej konstytucyjnej zmiany jest czystą utopią, lecz czy wprowadzenie takiego rozwiązania nie byłoby faktycznym spełnieniem idei IV RP? Układów i agentów by to całkowicie nie zniszczyło, lecz z pewnością znacznie ograniczyło zasięg ich funkcjonowania. Przede wszystkim zaś oddano by los kraju w ręce ludzi, którzy pożyją w nim jeszcze naprawdę długo.
Obecna klasa polityczna nie jest być może aż tak bardzo zaawansowana wiekowo, lecz stale funkcjonuje swoją przeszłością. Dawne wydarzenia stały się dla polityków kotwicą, gdy tymczasem społeczeństwo płynie bardzo szybko do przodu. Efektem tego zjawiska jest chociażby masowa emigracja.
Oddanie władzy młodym oznaczałoby po prostu, iż sami wbudują oni sobie w dom, w którym będą mieszkać przez lata. Z pewnością budynek wybudowany przez nich byłby trwalszy oraz nowocześniejszy niż ten stawiany przez obecną ekipę budowlańców – starych, zgarbionych i ślepnących.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)