Jarosław Kaczyński ma się ponoć spotkać ze swymi koalicjantami i rozmawiać o nowych zasadach współpracy. TVN24 podaje oczywiście, że szykują się kolejne ustępstwa dla LPR i Samoobrony. Tymczasem nie byłbym pewien takiego akurat rozwoju sytuacji.
W pierwszych miesiącach istnienia obecnej koalicji większość komentatorów uznawała, że Prawo i Sprawiedliwość jest skazane na spełnianie żądań „przystawek”. PiS miało tracić poparcie i coraz bardziej obawiać się nowych wyborów. Teraz widzimy, iż partia braci Kaczyńskich trzyma się mocno, systematycznie za to tracą LPR i Samoobrona.
Oczywiście, straszenie Leppera i Giertycha wyborami nie ma większego sensu. Oni wiedzą, że PiS nie odda władzy koalicji PO-LID, a do tego sprowadzałyby się nowe wybory. Z drugiej strony jednak w naszej polityce, jak wiemy, absolutnie wszystko jest możliwe. Nawet powrót do idei POPiSu lub kolejne zaskakujące wyborcze zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości.
Premier nie ma najmniejszych powodów, by popełniać kolejne ustępstwa na rzecz swoich wątpliwej jakości koalicjantów. On bowiem może nadal rozpatrywać różne opcje, próbować różnych wariantów. Tymczasem przed Lepperem i Giertychem droga jest jedna – na dno.
Jarosław Kaczyński powinien więc porozmawiać o „nowej umowie koalicyjnej”, czemu nie. Tyle, że zupełnie w inny sposób niż „przystawki” to sobie wyobrażają. Erozja elektoratu tych partii dokonuje się bez przerwy. Zamiast więc wzmacniać ich pozycję w rządzie, należy postąpić odwrotnie i przystąpić do jej osłabiania. Zbuntują się? Nie sądzę…


Komentarze
Pokaż komentarze (14)