Rozpoczynający się dziś szczyt G8 nie rozwiąże żadnych ważnych spraw, jak zwykle zresztą. Obserwując przegrupowania niemieckiej policji i gigantyczne zasieki wokół miejsca konferencji, można dojść do wniosku, iż organizuje się go tylko po to, by koleje miasta demolowali lewaccy bojówkarze.
Brak efektów spotkań przywódców najpotężniejszych państw jest spowodowany jedną rzeczą – mimo postępującej globalizacji ich interesy za bardzo się różnią, by mogli podjąć skoordynowane działania na skalę światową. Dlatego obietnice takich działań jak „zwalczanie biedy w Afryce” można potraktować jako żart.
Jeśli coś łączy uczestników niemieckiej konferencji, od Busha zaczynając, a na Putinie kończąc, o fakt ich silnych powiązań z potężnymi korporacjami we własnych krajach. A znowuż korporacje te łączy jeden fakt – robić pieniądze, za wszelką cenę.
I bynajmniej nie chodzi tutaj o działanie na wolnym rynku. To korporacje zostawiają małym i średnim przedsiębiorstwom (które zresztą nadal generują większość światowego przyrostu gospodarczego). Gigantyczne firmy chcą wykorzystywać swoją pozycję by kształtować rynek według swoich potrzeb. A to nie oznacza gospodarczej wolności, wręcz odwrotnie. Na przykład koncerny samochodowe oraz naftowe od lat likwidują wszelkie próby stworzenia pojazdów napędzanym czym innym niż ropą lub benzyną. Gdy tylko pojawia się ciekawy i rokujące szanse powodzenia projekt nowego silnika – wykupują go koncerny i zamykają w sejfie.
Korporacjom bowiem często nie opłaca się szybki postęp. Szczególnie widoczne jest to w przypadku firm medycznych. Po opracowaniu leku sprzedają go prze z lata, nawet gdy mają możliwość produkcji nowszych i lepszych. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta.
Największym jednak problemem dla korporacji (a równocześnie dla rządów) jest zmienność ludzkich postaw. Tymczasem planujące swoją działalność na lata naprzód firmy nie mogą sobie pozwolić na ryzyko. Dlatego robią wszystko by wyhodować człowieka, dla którego podstawą bytu jest konsumpcja.
Taki człowiek nie interesuje się polityką, nowymi ideami. Ma dobrą pracę, pieniądze i chęć kupowania coraz to nowych rzeczy. A korporacje mu je podsuwają, zręcznie łudząc, że sam wybiera swoje zakupy. Taki człowiek jest szczęśliwy, ale bezrefleksyjny. Bo i po co myśleć, gdy się wszystko ma?
Oczywiście, taki system jeszcze nie zapanował, lecz zbliżamy się ku niemu coraz bliżej. Widać to chociażby po ilości branych kredytów. Cały zachodni świat pożycza pieniądze z banków. Nie po to, by mieć co jeść, ale by kupować to co mają inni. Nawet gdy tego nie potrzebują. Znaczy owszem, potrzebują, lecz dlatego, iż zabiegi setek tysięcy marketingowców wyrobiło w nich określone pragnienie. A kredyt to zobowiązanie, które wpływa na całe życie osoby. Czyni ją bardziej zależną od swego pracodawcy, od rządu. I o to chodzi.
Czy więc konsumpcja czyni nas bardziej wolnymi? Owszem, gdy realizujemy swe prawdziwe pragnienia i potrzeby. Ale gdy ulegamy presji swych popędów potęgowanej przez reklamę – stajemy się niewolnikami.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)