Optymiści zakładają zapewne, iż obserwujemy właśnie ostateczny koniec kariery Andrzeja Leppera, jak i całej Samoobrony. Śledztwo, przesłuchania, poręczenia majątkowe, poważne zarzuty – coś takiego powinno zniszczyć byłego wicepremiera. Niestety, nie byłbym taki pewien, czy faktycznie to już koniec.
Leppera można było spacyfikować już dawno. Co więcej – można mu było nie pozwolić na zrobienie jakiejkolwiek kariery. Jednakże szef Samoobrony bezkarnie piął się coraz wyżej, ciągnąc ze sobą swoją menażerię. Dlaczego tak się działo?
Otóż Lepper zawsze był komuś potrzebny. Od czasów Wałęsy politycy chcieli szczuć na kogoś jego watahy, lub nimi straszyć. Teraz wydaje się, iż Samoobrona poniosła klęskę i nie przyda się już nikomu, łącznie z jej działaczami. Lecz nie byłbym tak tego pewien.
Oczywiście o przyszłości Leppera zdecydują niezawisłe, rzecz jasna, sądy oraz pozbawiona nacisków prokuratura. Ich sprawne działanie powinno doprowadzić „chłopskiego przywódcę” tam gdzie jego miejsce – czyli za kraty. Ale przecież nie powinniśmy wydawać wyroków przed decyzją wymiaru sprawiedliwości. Może się zdarzyć, iż Lepper zostanie oczyszczony z zarzutów. I co wtedy?
Wówczas Platforma będzie rządziła od dłuższego czasu, a jej „polityka miłości” zapewne zacznie się już sypać. Znów trzeba będzie jakoś mobilizować młody i inteligentny elektorat PO. Ciągłe straszenie PiS wówczas nie będzie już mieć sensu. Lepper stanie się wtedy dla PO tak samo cenny jak kiedyś dla Wałęsy, Millera lub Kaczyńskiego. Znów go będzie można użyć. Pozwoli się mu zebrać watahę i wypuści na postrach wykształciuchów.



Komentarze
Pokaż komentarze (25)