Czytając przez ostatnie kilka dni wpisy na temat Święta Niepodległości oraz komentarze pod nimi zacząłem spodziewać się takiego wydarzenia. Wiedziałem, że któryś z pandad, lub innych mr off’ów wyprodukuje tekst, w którym wyjawi nam Prawdę.
No i się nie zawiodłem. Samentu, który historii uczył się chyba z książek Wandy Wasilewskiej, postanowił wyedukować ciemne Polactwo. Przedstawił on swoją, oświeconą wersję dziejów odzyskiwania przez Polskę niepodległości. Według samentu obchody 11 listopada to nic innego jak uleganie piłsudczykowskiej propagandzie.
Otóż samentu twierdzi, iż to całkiem bezsensu czcić dzień 11 listopada 1918 roku:
Mamy więc święto Odzyskania Niepodległości w miesiąc po jej odzyskaniu. Świętujemy w tym dniu przyjazd do Warszawy Józefa Piłsudskiego i objecie przez niego urzędu Naczelnika Państwa (faktycznie Regenta bo do Konstytucji z 1919 Polska była monarchią) i nie przeszkadza nam w świętowaniu nijak ani fakt, że Piłsudski przybył do Warszawy 10 listopada, ani fakt że regentem został 14 listopada.
Czytelnik, który nie przysypiał na lekcjach historii widz już główny błąd samentu. My nie świętujemy przyjazdu Piłsudskiego, tylko coś, o czym autor kłamliwego wpisu w ogóle nie wspomina: przekazanie przez Radę Regencyjną Piłsudskiemu dowództwa formującej się polskiej armii. Ten fakt został uznany za kluczowy przez historyków i jest to uzasadnione podejście. Przecież to właśnie wojsko było w 1918 główną oznaka istnienia państwa. Wszyscy wiemy, że bez armii nasz kraj by wówczas nie przetrwał.
Samentu ma również problem ze zrozumieniem praw historii i polityki jako takiej:
Niestety Polska została wyzwolona przez armię niemiecką i to nikt inny jak cesarz Rzeszy Niemieckiej Wilhelm II 5 listopada 1916 roku odtworzył państwo polskie. I aż strach o tym pisać od zgrozy ogromnej, ale w I wojnie światowej odbudowana Polska walczyła przeciw Rosji jako sojusznik Niemiec, a przecież wiadomo, że jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem!
Na ten temat można napisać wielostronicowy artykuł, ale tutaj siłą rzeczy muszę zmieścić się w kilku linijkach. Akt 5 listopada wydany przez Państwa Centralne w 1916 roku miał tylko jeden cel: umożliwić pozyskanie rekruta z okupowanych ziem polskich. Już wówczas prawo międzynarodowe zabraniało werbunku poza własnym terytorium. Postanowiono więc stworzyć marionetkowe państwo i jego armię wykorzystać przeciw Rosji. Nie miało to jednak nic wspólnego z niepodległością. Akt 5 listopada nie określił ani stopnia suwerenności Polski, ani zasięgu jej granic.
Samantu uznał za dzień uzyskania niepodległości 7 października 1918 roku:
7 października 1918 roku Rada Regencyjna Królestwa Polskiego proklamowała niepodległość Polski. 12 października Rada Regencyjna usunęła niemieckich oficerów z Polskich Sił Zbrojnych, a 27 października powołała rząd premiera Józefa Świeżyńskiego.
Tu ukazuje się typowa dla niektórych chęć analizowania historii przy pomocy samych dokumentów, bez zważania na kontekst ich powstania. Rada Regencyjna nie posiadała społecznej oraz politycznej legitymizacji do rządzenia Polską. Dlatego, iż była narzucona przez Niemców. Wielu Polaków nie uznawało jej decyzji i czekało na jej ustąpienie.
Faktyczny kres władzy Rady Regencyjnej nastąpił właśnie 11 listopada, gdy Piłsudski przejął swoje obowiązki wodza armii. Bo nic, tylko siła zbrojna dawała wówczas władzę. Tego dnia Piłsudski posiadał wojsko oraz poparcie społeczeństwa i klasy politycznej (to ostatnie przynajmniej formalnie).
Oczywiście, te liczne daty i wydarzenia za nimi stojące dają pole do licznych interpretacji. Przez ostatnie 89 lat były one czynione. I zapewne dyskusje historyków będą trwać. Jednak jeśli zabieramy się do przedstawiania wydarzeń historycznych warto robić to uwzględniając złożoność zachodzących procesów. Co radzę samentu.



Komentarze
Pokaż komentarze (58)